
reklama
|
|
Produkty seropodobne prowokują kontrole Inspekcji Handlowej |
|
31.12.2005. |
Produkty seropodobne prowokują kontrole Inspekcji Handlowej
W pierwszy kwartale Inspekcja Handlowa przeprowadzi kompleksową kontrolę produktów i przetworów mlecznych w placówkach handlowych. Główny nacisk zostanie położony na prawidłowość oznakowania i nazewnictwa. Wszystko zaczęło się od pojawienia się na rynku wyjątkowo tanich ?serów żółtych?, które z punktu widzenia swojego składu oraz prawa unijnego serami wcale nie są. Komisja - wówczas jeszcze EWG - rozstrzygnęła tę kwestię jednoznacznie już w 1987 roku orzekając, że wszelkie przetwory mleczne, by miały prawo do takiej nazwy i mogły być sprzedawane jako właśnie takie, muszą zawierać składniki pochodzące wyłącznie z mleka. Dopuszczalna jest jedynie zawartość takich pozamlecznych dodatków, bez których produkt nie mógłby zostać wyprodukowany. Natomiast zastąpienie choćby jednego składnika pochodzenia mlecznego substytutami powoduje, że produkt traci prawo do eksponowania swego mlecznego charakteru. Taka sytuacja miała miejsce w ubiegłym roku na rynku serów żółtych. Obok prawdziwych serów w serowych ladach chłodniczych pojawiły się wyroby przypominające ser żółty z wyglądu, etykiety, do złudzenia podobnej nazwy, a nawet smaku, ale zawierające tłuszcze roślinne - głównie olej - zamiast wyłącznie mlecznego. W niektórych produktach stwierdzono też obecność skrobi kukurydzianej lub pszennej. Produkowanie i dystrybucja takich produktów w żadnym wypadku nie jest ani nielegalna, ani karalna - muszą one jednak być prawidłowo oznakowane i pod żadnym pozorem nie wolno ani nazywać ich serami, ani eksponować w taki sposób, który może klientowi zasugerować, że produkt jest serem. We wrześniu i październiku 2005 r. Inspekcja Handlowa przeprowadziła już wstępną, sondażową kontrolę prawidłowości oznakowania i stwierdziła sporo uchybień, z powodu których obecnie rozpoczyna się kontrola bardziej szczegółowa. Sprawdzono wówczas stan oznakowania wyrobów seropodobnych w 217 sklepach różnych formatów. W 21 procent z nich, czyli więcej niż w co piątym, produkty udające sery były nieprawidłowo oznakowane lub eksponowane. Głównymi dostawcami okazali się polscy producenci, choć stwierdzono też produkty z Niemiec, Grecji i Węgier. Naruszenie przepisów odnotowano w sklepach należących do Tesco, Carrefoura, Auchan, Reala, Lidla, Netto, Hypernovej, Leclerka, Intermarché, Berti, Carment (w Krośnie), Globi, Savia, Dino w Lesznie oraz w kilku mniejszych sklepach prywatnych. Inspekcja stwierdziła jednak, że głównie produkty te były sprzedawane w handlu wielkopowierzchniowym, co może sugerować wymuszenie ich dostarczania przez wymóg niskich cen stawiany przez duże sieci. Główne naruszenia przepisów, jakie wykryto, dotyczyły użycia nazwy ?ser? lub innej, sugerującej, że produkt jest serem, np. Gouda, Ementaler, Edam i do złudzenia podobnych, jak Edan, Edamus, Gouden. Czasem umieszczano też napisy typowe dla serów np. podpuszczkowy dojrzewający. Inspekcja kwestionowała również produkty, które przypominały ser z wyglądu, np. kształtem, etykietą, grafiką opakowania. Wszystko, co może sugerować konsumentowi, że produkt jest serem, jest w tym wypadku zabronione, z ekspozycją między innymi serami włącznie. Producenci w większości informowali o prawdziwym składzie produktu. Inspekcja podkreśla, że promuje i popiera powstawanie nowych produktów, zwłaszcza jeśli konsument ma skorzystać na niższej cenie, ale musi wiedzieć, co kupuje. Na produkcie powinien być umieszczony napis, że jest to wyrób seropodobny, a jego wygląd i sposób ekspozycji powinny już na pierwszy rzut oka informować klienta, że produkt nie jest serem. Wówczas jego sprzedaż jest jak najbardziej możliwa. (mw)
|
|
RAPORT MIESIĄCA


reklama
|