ponad 24 000 artykułów


 


Nr 1(111) I 2012
archiwum e-wydań
WYDAWCA   PROFIL PISMA   REDAKCJA  REKLAMA  DYSTRYBUCJA   BADANIA PRASY  KONTAKT




reklama
Advertisement

NASZA SONDA

Na czerwcowe Mistrzostwa Europy w piłce nożnej do Polski przyjedzie kilkaset tysięcy zagranicznych kibiców. Dla wielu branż, m.in. dla gastronomii i hotelarstwa, będzie to najlepszy okres w roku. Ale na odbywającej się w naszym kraju trzeciej największej imprezie świata zarobią także producenci FMCG oraz sieci handlowe, które już w połowie ubiegłego roku zaczęły w swoich przekazach nawiązywać do Euro 2012. Co z niezależnymi handlowcami?

Czy podczas Euro 2012 odczuwalnie wzrosną obroty detalistów?
 
obejmuje ponad 24 000 artykułów.
   
ARCHIWUM WYDAŃ - szukaj w serwisie







Ekspedientki chciały rozebrać Jana Pietrzaka
14.02.2010.

Za co znany satyryk chwali osiedlowe sklepiki i dlaczego w supermarketach czuje się jak robot w fabryce? Gdzie udało mu się kupić maszynkę do robienia sześciokątnych jajek, a w którym sklepie ekspedientki chciały go rozebrać? To wszystko zdradza w rozmowie z Ryszardem Makowskim. Opowiada też „spożywcze” dowcipy rodem z PRL-u.

Czy nabył Pan kiedyś coś w sklepie ze śmiesznymi rzeczami?
ImageOczywiście. To chyba obowiązek każdego kabareciarza robić zakupy w takim sklepie (śmiech).
A konkretnie, co to był za rozweselający przedmiot?
Rozweselający i zadziwiający jednocześnie. Kupiłem przyrząd do robienia sześciokątnych jajek. Gotowane na twardo jajo obierało się ze skorupki póki było jeszcze ciepłe. Potem wkładało się w odpowiednią formę, dociskało, a po chwili jajko nabierało kształtu zdecydowanie innego, od tego, do którego przyzwyczaiła nas natura. Dla dorosłych jest to ciekawostka, natomiast dla dzieci – sensacja wzbudzająca niesłychane emocje. Utrzymywałem, że znam specjalną kurę, która znosi takie jajka. Dzieci dociekały, gdzie ona może być, a przede wszystkim czy uda się jej jeszcze jutro znieść takie fikuśne jajko.
Tego typu sklepy słyną z dużo mniej wyrafinowanych gadżetów...
Fakt. Dawno temu czołówka polskich aktorów zabawiała się przywożeniem zza granicy poduszek, które wydawały znany fizjologiczny dźwięk, gdy się na nich siadało. Podkładanie komuś tych poduszek w garderobie czy na prywatnych przyjęciach było bardzo modne.
To raczej niezbyt wyszukany żart...
Jeden ma dobry nastrój pod wpływem myśli Pascala, a inny rechocze, gdy ktoś wywinie orła na skórce od banana. Taki już jest świat i my go nie zmienimy.
Czy robi Pan codzienne zakupy, typu chleb, mleko, masło?
Jak najbardziej. Popieram osobiście osiedlowe sklepiki. Stawiam na handel z ludzką twarzą.
Większość moich rozmówców tak mówi, a jednak w supermarketach są tłumy. Dlaczego?
Szczerze się temu dziwię. Właśnie przez ową masówkę czuję się tam jak w fabryce, gdy już z musu czasem się wybiorę. Proces zakupów jest wręcz stechnicyzowany, a ja mam obowiązek zachowywać się jak robot. W zasadzie nawet nie robot, tylko bezwolny trybik, do tego cały czas nadzorowany. To jest już bliskie literatury science fiction.
Czy zapamiętał Pan jakiś oryginalny sklep?
W czasach PRL-u, gdy po raz pierwszy czy drugi udało mi się wyjechać do Anglii, wszedłem do salonu, gdzie stały Bentleye i Rolls Royce. Oniemiałem. Podobnie na Piątej Alei w Nowym Yorku u Tiffanego. Ilość wykwintnej biżuterii, a do tego ceny…
Dla równowagi, w sklepie odzieżowym w Moskwie, w czasach przodującego systemu, miałem na sobie więcej atrakcyjnych rzeczy, niż było do kupienia w tym magazynie. Ekspedientki chciały odkupić moje ubranie. Ledwo się wywinąłem od rozebrania.
Kolekcjonował Pan pamiątki z dalekich wojaży?
Wytrwałości na dłużej mi nie wystarczało. Zebrałem ze sto kufli. Miałem też okres dzwoneczkowy. Przywoziłem je z różnych miejsc. Pewnego dnia zorientowałem się, że gdzie bym dzwoneczka nie nabył i tak wyprodukowano go w Chinach.
Jest Pan encyklopedią dowcipów, może jakiś na temat handlu?
Z cyklu powróćmy do tamtych lat. W czasach Edwarda Gierka krążyły żarty mrożące krew w żyłach. Przychodzi klient do mięsnego i pyta: „Jest kaszanka?”. „A krew Pan oddał?” – pyta sprzedawczyni. „Oddałem”. „To niech Pan jeszcze kaszę przyniesie”.
Albo taki. W Polmozbycie gość pyta: „Jak kupić malucha?”. „Proste, wpłacisz Pan 60 000 i dokładnie za 8 lat Pan się zgłosisz”. „ Rano czy wieczorem?”. „Co za różnica?”. „Na rano mam umówionego hydraulika”.
Dla młodszego pokolenia ery konsumpcyjnej te dowcipy mogą być niezrozumiałe...
I całe szczęście.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Ryszard Makowski

Wiadomości Handlowe, Nr 2(92) Luty 2010

Advertisement
 

 

RAPORT MIESIĄCA

Raport miesiąca





reklama
Advertisement
Copyright 2004-2011 Wydawnictwo Gospodarcze Sp. z o.o. Wszelkie prawa autorskie wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie informacji i tekstów zabronione. Korzystanie serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych wyłącznie na własne potrzeby lub za zgodą wydawcy.
redakcja | profil | oferta reklamy | kontakt | administracja strony: ymg.pl