ponad 24 000 artykułów


 


Nr 1(111) I 2012
archiwum e-wydań
WYDAWCA   PROFIL PISMA   REDAKCJA  REKLAMA  DYSTRYBUCJA   BADANIA PRASY  KONTAKT




reklama
Advertisement

NASZA SONDA

Na czerwcowe Mistrzostwa Europy w piłce nożnej do Polski przyjedzie kilkaset tysięcy zagranicznych kibiców. Dla wielu branż, m.in. dla gastronomii i hotelarstwa, będzie to najlepszy okres w roku. Ale na odbywającej się w naszym kraju trzeciej największej imprezie świata zarobią także producenci FMCG oraz sieci handlowe, które już w połowie ubiegłego roku zaczęły w swoich przekazach nawiązywać do Euro 2012. Co z niezależnymi handlowcami?

Czy podczas Euro 2012 odczuwalnie wzrosną obroty detalistów?
 
obejmuje ponad 24 000 artykułów.
   
ARCHIWUM WYDAŃ - szukaj w serwisie







Nie daj sobie wcisnąć fałszywych pieniędzy
16.02.2010.

Targowiska, sklepy osiedlowe, kioski – a więc głównie placówki handlowe, a nie banki czy kantory – znajdują się na celowniku przestępców wprowadzających do obrotu falsyfikaty. Oszuści, zanim przystąpią do akcji, uważnie obserwują kasjerów. Do działania zachęca ich obsługa, która pobieżnie ogląda banknoty lub w ogóle nie sprawdza ich autentyczności. To, niestety, częsty widok w naszym handlu.

Policja regularnie informuje o próbach wprowadzenia do obrotu fałszywych pieniędzy. Produkcją tzw. „falsów” zajmują się zarówno międzynarodowe grupy przestępcze, które drukują banknoty o dużych nominałach (setki, dwusetki) oraz chałupnicy, podrabiający na domowym sprzęcie dziesięcio- czy dwudziestozłotówki. Właśnie plik dwudziestek wydrukował sobie za pomocą zwykłej drukarki laserowej pewien osiemnastolatek z Czaplinka. Są też oszuści specjalizujący się w monetach, jak mieszkaniec południowej Polski, który przez kilka lat tłukł w domu pięciozłotówki.
Ile jest na rynku fałszywek – nie wiadomo. – Według szacunków, do pojedynczej komendy trafia 100-200 podrobionych banknotów w ciągu roku. W Unii Europejskiej policja zabezpiecza ich 300 000‑400 000 w ciągu półrocza. Niedawno w Hiszpanii zatrzymano cały wagon fałszywek o nominale 500 euro – mówi Sylwester Salach z firmy Decoba, oferującej m.in. testery banknotów.
Jakość „falsów” produkowanych chałupniczym sumptem pozostawia wiele do życzenia, ale te wytwarzane przez zorganizowane gangi na pierwszy rzut oka wyglądają na prawdziwe. Co nie oznacza, że nie wychwyci ich oko czujnego kasjera, znającego się na zabezpieczeniach. Chodzi o takie elementy, jak: nitka zabezpieczająca, znak wodny, farba zmienna optycznie (pod wpływem światła zmienia barwę) czy dwustronny znak optyczny (tzw. recto-verso). Gdy wiadomo co sprawdzać, różnice są łatwe i szybkie do wychwycenia. Sęk w tym, że zdecydowanej większości pracowników sklepów spożywczych nikt nigdy nie szkolił, jak odróżnić autentyk od falsyfikatu. Mimo że na co dzień przez ich ręce przechodzą tysiące złotych.

Nie wszystko złoty, co się świeci
W wielu placówkach narzędziem rozstrzygającym są weryfikatory autentyczności banknotów. Najbardziej popularne to tzw. „ufałki”, które badają reakcję na promienie ultrafioletowe. Mają podstawową zaletę: są tanie.
Zdaniem ekspertów, takie weryfikatory bywają jednak zawodne. – Testery działające w świetle ultrafioletowym są na rynku na tyle długo, że fałszerze nauczyli się je oszukiwać, stosując coraz bardziej zaawansowane technologicznie podróbki. Wielokrotnie przekonałem się, że takie urządzenie nie wychwyciło ewidentnej fałszywki. Znacznie lepsze są modele działające na podczerwień – twierdzi Krzysztof Czerwiecki, zastępca dyrektora w dziale marketingu i szkoleń firmy Ekspert. – Przeszkolony kasjer potrzebuje jedynie powiększającej dziesięciokrotnie lupy, by ocenić autentyczność banknotu. Tester ma służyć wyłącznie jako narzędzie pomocnicze – przekonuje.
Podobnego zdania jest Sylwester Salach. – Najlepsze są urządzenia, które pozwalają na weryfikację poszczególnych zabezpieczeń, ale nie działają na zasadzie automatycznego weryfikatora – mówi. Firma jest dystrybutorem lampy kasjerskiej z refleksyjnym światłem białym, które doskonale oświetla poszczególne elementy zabezpieczeń. Koszt takiego urządzenia to nieco ponad 800 zł.
Równie ważne jak umiejętność potwierdzenia autentyczności banknotów, jest trzymanie się procedur związanych z przepływem pieniędzy. Procedury takie mają instytucje finansowe: banki, kantory, a także niektóre duże sieci handlowe.
Żelazna zasada: weryfikacja autentyczności banknotu powinna odbywać się na oczach klienta – co nie znaczy, że na oczach innych osób oczekujących w kolejce. Sprawa musi zostać załatwiona możliwie dyskretnie. Niedopuszczalne jest jednak wyjście kasjera z banknotem na zaplecze. Klient musi mieć jasność, że nie doszło do podmiany.
Równie niedopuszczalna – a jakże typowa – jest reakcja handlowca, który zdaje sobie sprawę, że z banknotem, który właśnie dostał do ręki, jest „coś nie tak”. – W takiej sytuacji zwykle odmawia przyjęcia banknotu, oddaje go klientowi i prosi o inny. Problem w tym, że to, co wraca do kupującego może być fałszywką. W razie jakichkolwiek wątpliwości, banknot powinien zostać dokładnie skontrolowany i, w wypadku potwierdzenia jego nieautentyczności, przekazany policji. Funkcjonariuszy można od razu wezwać do sklepu, można też zatrzymać banknot, spisać protokół z zatrzymania falsyfikatu i zgłosić sprawę na komisariacie. Kasjer, który zamiast spisać protokół i zatrzymać banknot, oddaje go klientowi, naraża się na poważne kłopoty – przestrzega Krzysztof Czerwiecki. Opowiada o prowokacji dziennikarskiej przeprowadzonej kilka lat temu w sklepie jednej z dużych sieci handlowych: – Biorący w niej udział dziennikarz próbował zapłacić za zakupy fałszywą dwudziestozłotówką. Ekspedientka stwierdziła, że to podróbka, po czym oddała banknot klientowi. Kilka dni później w prasie pojawił się artykuł, że kasjerzy ze sklepów tej sieci wpuszczają falsyfikaty do obiegu – mówi przedstawiciel firmy Ekspert.
Także w Narodowym Banku Polskim potwierdzają, że kasjera obowiązuje zarządzenie Prezesa NBP, które nakłada na niego obowiązek zatrzymywania znaków pieniężnych budzących wątpliwości co do autentyczności. Nie trzeba wspominać, że mocno ryzykuje detalista, który zorientowawszy się, iż trafiła mu się w kasie fałszywka, próbuje pozbyć się kłopotu, wprowadzając ją do obiegu. Grozi za to odpowiedzialność karna.
W przypadku podejrzenia, że banknot nie jest autentyczny, zalecana jest dyskrecja. Przekonała się o tym niedawno jedna z sieci marketów budowlanych. Kasjerka zakwestionowała autentyczność banknotu, ostro zareagowała ochrona, która potraktowała klienta jak przestępcę i wezwała policję. Mężczyznę wyprowadzono ze sklepu w kajdankach. Ekspertyza wykazała, że pieniądz był prawdziwy, a poszkodowany wywalczył od marketu odszkodowanie za naruszenie dóbr osobistych. Podobnie zakończyła się sprawa starszego małżeństwa, które robiło zakupy w sklepie należącym do nieistniejącej już sieci. Ich też posądzono o wprowadzanie do obiegu fałszywek. Tu zajście miało dramatyczny przebieg, gdyż kobieta dostała na zapleczu zawału. Na szczęście udało się ją odratować. I w tym przypadku pieniądze okazały się autentyczne.

Euro zachęca do szkoleń
Oprócz bankowców i pracowników kantorów, najchętniej na szkolenia trafiają pracownicy dużych sieci handlowych. – Sklepy niezrzeszone nie są zainteresowane tego typu usługami, bo uważają, że koszt szkolenia prędko się nie zwróci. Demotywująco działa też wysoka rotacja pracowników – uważa Sylwester Salach. Obecnie sklep – a właściwie kasjer, bo zwykle to on ponosi odpowiedzialność finansową – narażony jest na stosunkowo niewielkie straty, gdyż dopóki środkiem płatniczym pozostają złotówki, najwyższym nominałem pozostającym w polskim obiegu jest dwusetka. Gdy dołączymy do Eurolandu, co według ostrożnych prognoz analityków, ma nastąpić za około 5 lat, do obiegu wejdą jednak pojawią się banknoty o dużo wyższym nominale – nawet 500 euro. Nieuważni i niewyedukowani handlowcy będą wówczas źródłem znacznie większych strat niż dziś.
Niektóre sieci handlowe zdają sobie z tego sprawę i już teraz wysyłają pracowników na szkolenia. Warszawska Społem Śródmieście zrobiła to w 2009 roku. Warsztaty były finansowe z funduszy unijnych, wzięło w nich udział kilkunastu pracowników po 45. roku życia (takie wytyczne dała Unia). Skorzystali z usług warszawskiej firmy szkoleniowej Ekspert.
– Chętnych było bardzo wielu, także wśród młodszych pracowników. Dlatego w tym roku planujemy przeprowadzenie takich szkoleń na własny koszt, tym razem bez żadnych ograniczeń wiekowych – zapowiada Małgorzata Mizielska, szefowa działu kadr w Społem Śródmieście. Dodaje, że przeszkoleni sprzedawcy byli bardzo zadowoleni, zwłaszcza, że nauczono ich odróżniać nie tylko fałszywe złotówki, ale również euro i dolary. Była też mowa o kartach płatniczych.
W podobnym zakresie edukować swoich pracowników będzie także Real, który przez najbliższe dwa lata przeszkoli około 8500 pracowników. W bogatym programie szkoleń znalazły się również te dotyczące fałszywych pieniędzy.

Anna Krężlewicz

Wiadomości Handlowe, Nr 2(92) Luty 2010 

Advertisement
 

 

RAPORT MIESIĄCA

Raport miesiąca





reklama
Copyright 2004-2011 Wydawnictwo Gospodarcze Sp. z o.o. Wszelkie prawa autorskie wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie informacji i tekstów zabronione. Korzystanie serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych wyłącznie na własne potrzeby lub za zgodą wydawcy.
redakcja | profil | oferta reklamy | kontakt | administracja strony: ymg.pl