|
Nie ma w Polsce, podobnie jak w innych krajach Unii Europejskiej, problemu z legalnym zakupem alkoholu – i bardzo dobrze, bo nie rozwijają się bimbrownictwo i meliny. W przeciwieństwie jednak do innych państw zachodniej Europy, droga do uzyskania koncesji przez detalistę jest niewiarygodnie wyboista i najeżona absurdami. Pojawiła się jednak szansa na zmiany. Uproszczenie formalności przy załatwianiu zezwoleń na handel napojami alkoholowymi nie miałoby wpływu na wielkość ich sprzedaży – są przecież bez problemu dostępne dla każdego dorosłego obywatela, więc sprzedaż limituje popyt, a ten się nie zmieni – natomiast wyzwoliłoby detalistów od biurokratycznych, żeby nie powiedzieć idiotycznych, obowiązków. Nie skutkowałaby też osłabieniem walki z alkoholizmem. Odwrotnie. Zaproponowane przez Komitet Handlu przy Krajowej Izbie Gospodarczej zmiany (m.in. zniesienie limitów koncesji) pozwoliłyby samorządom „sprzedać” – czyli pobrać opłaty – za więcej zezwoleń, a więc zgromadzić większe fundusze na przeciwdziałanie problemom alkoholowym. Uznaniowość w przydzielaniu koncesji zawsze tworzy klimaty korupcjogenne. Działający społecznie detaliści muszą uważać, żeby nie „podpaść” radnym. Po co w ogóle limity liczby koncesji w danej gminie? Koncesji na towar powszechnie dostępny! Przypomina to czasy PRL, kiedy urzędnicy decydowali czy w jakimś lokalu wolno uruchomić kwiaciarnię, czy musi to być sklep spożywczy. W dzisiejszych czasach stanowi to, sprzeczny z zasadą wolności gospodarczej, przeżytek. Niech o lokalizacji punktów sprzedaży decyduje rynek! Po co te absurdalnie szczegółowe przepisy o odległości punktu sprzedaży alkoholu od miejsc, w których zbiera się młodzież. Potomni będą się śmiać z „podchodów” handlowców, którzy dla zapewnienia odpowiedniej odległości od szkoły czy kościoła, zdecydowali się na przebudowę wejścia do sklepu czy ustawienie specjalnych barierek – żeby tylko zgadzała się liczba metrów. Jeśli detalista otrzymuje koncesję, to dlaczego nie może przenieść stoiska alkoholowego z jednego swojego punktu sprzedaży do drugiego?
Restrykcje wygrywają z rozsądkiem Niektóre wrażliwe kwestie związane z handlem alkoholem (np. zakaz jego sprzedaży nieletnim) powinny być, zdaniem gospodarczego samorządu krajowego (KIG), uregulowane jeszcze bardziej restrykcyjnie, ale sprawiedliwiej i zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. Nie może być tak, jak w przypowieści o Cyganie, który zawinił i kowalu, którego powieszono. Dziś, gdy pracownik sprzeda alkohol nieletniemu – obojętne czy było to zaniedbanie, wprowadzenie w błąd przez klienta, czy prowokacja ze strony konkurencji – to nie on ma nieprzyjemności, ale właściciel sklepu, który automatycznie traci koncesję. Komitet Handlu proponuje adresowanie zakazu sprzedaży nieletnim do personelu sklepu, natomiast właściciel koncesji mógłby się uwolnić od prawnych konsekwencji jeśli udowodniłby, że pracownik został w tym zakresie przeszkolony (takie szkolenia już są organizowane za pieniądze zgromadzone w gminach, w celu przeciwdziałania problemom alkoholowym). Obecnie, po stwierdzeniu faktu sprzedaży, organ wydający koncesję automatycznie ją cofa, bez zbadania okoliczności. Wyjątkowa restrykcyjność ustawy wyraża się m.in. w tym, że koncesję można stracić z byle powodu, np. gdy przez przeoczenie detalista spóźnił się z wniesieniem opłaty. Komitet Handlu przy KIG proponuje, żeby utrata zezwolenia była konsekwencją tylko prawdziwych naruszeń prawa, dokonanych z premedytacją, jak obrót nielegalnym alkoholem, kupienie go z nielegalnego źródła czy podanie fałszywych danych dotyczących sprzedaży, w celu zaniżenia opłaty. Notabene jest zdumiewające, że wysokość opłaty oblicza się na podstawie sprzedaży brutto, a więc w wymiar tego dodatkowego de facto podatku wlicza się wysokość już odprowadzonego do urzędu skarbowego VAT-u. Podatek od podatku!
Absurd goni absurd Obszerne fragmenty ustawy o wychowaniu w trzeźwości utkane są z takich absurdów czy też chęci zatrucia życia handlowcom. Tego nie zna cywilizowany świat. Po co warunek organizowania oddzielnego stoiska i oddzielnej kasy? To niesłychanie komplikuje organizację powierzchni handlowej w małych placówkach. Komitet Handlu proponuje, żeby tę zasadę utrzymać wyłącznie w sklepach o powierzchni hali sprzedaży ponad 400 mkw. Niektóre wymagania stawiane detalistom ubiegającym się o koncesję są jakby z Mrożka – abstrakcyjne i nie do uzasadnienia niczym, poza chęcią dokuczenia detaliście, pokazania mu gdzie jego miejsce. Jak można wymagać od właściciela legalnie działającego sklepu, który zgodnie z przepisami sanitarnymi handluje tak wrażliwym towarem, jak żywność, żeby przy staraniu się o koncesję dla handlu towarem w szczelnych opakowaniach legitymował się specjalnym zaświadczeniem Sanepidu. A Sanepid, jak to bywa w zwyczajach tego organu, stawia wtedy różne żądania, np. zainstalowania umywalki na stoisku alkoholowym (chyba po to, żeby dolewać wody do butelek, ale nikt tego nie robi). Dlaczego legalnie i bez przerwy działająca firma handlu detalicznego musi po upłynięciu ważności koncesji występować ponownie o zezwolenie i od nowa przedstawiać plik dokumentów, np. zaświadczenie o wpisie do ewidencji, względnie wyciąg z KRS – dokumentację, którą gmina przecież posiada. Czy nie wystarczyłoby oświadczenie zainteresowanego? Po co aż trzy zezwolenia? Czy nie wystarczyłyby góra dwa – na alkohole mocne oraz na wino i piwo. Dlaczego system obliczania opłat jest tak skomplikowany i niesprawiedliwy (opłatę zryczałtowaną przy małej sprzedaży wywindowano do takiego poziomu, że „zżera” całą marżę). Czy nie powinno się wprowadzić prostej zasady – ustalenia wysokości opłaty za poprzedni rok proporcjonalnie do wielkości sprzedaży niezależnie od rodzaju alkoholu? Takich zastrzeżeń do obecnych przepisów regulujących zasady przyznawania zezwoleń na handel alkoholem jest mnóstwo. – Czy Krajowa Izba Gospodarcza ma szansę doprowadzić do ich zmiany? – pytam przewodniczącego Komitetu Handlu przy KIG, Waldemara Nowakowskiego. – Inicjatywa przedstawienia stanowiska handlu w sprawach obrotu alkoholem wyszła z sejmowej komisji Przyjazne Państwo. Zasługą tej komisji jest już to, że doprowadziła do zablokowania wyjątkowo restrykcyjnego projektu nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości, które przygotowało Ministerstwo Zdrowia. Przewidywał on m.in. przymus instalowania kamer i gromadzenia nagrań ze stoisk alkoholowych. We wszystkich sklepach, nawet tych najmniejszych! Kompletnie nierealny pomysł. Liczę na to, że poprzez wspomnianą komisję walka o nasze postulaty zostanie przeniesiona na grunt debat sejmowych i przynajmniej część z nich uda się wprowadzić do procesu nowelizacji wspomnianej ustawy już latem tego roku – stwierdza Waldemar Nowakowski.
Paweł Kapuściński Wiadomości Handlowe, Nr 2(92) Luty 2010
|