|
– Jeśli nie będziesz się dobrze uczyć, zostaniesz kasjerką, jak ta pani – powiedziała podczas robienia zakupów pewna klientka do swojej córeczki. O tym, że dla wielu kupujących kasjerka nie jest człowiekiem, a jedynie maszyną skanującą towary i przyjmującą pieniądze, opowiada książka Anny Sam, która na kasie francuskiego supermarketu przepracowała osiem lat.
W „Udrękach pewnej kasjerki”, które właśnie ukazały się nakładem wydawnictwa Poradnia K, przeczytasz m.in., dlaczego pracownice sklepu nienawidzą, gdy manager przydziela je do kasy ekspresowej „do 10 produktów”, jak trudno dostać zgodę na opuszczenie swojego stanowiska, w celu skorzystania z toalety i o co zwykle pytają kasjerkę dzieci („Czy jesteś w więzieniu?”). Bezsprzecznie, praca na tym stanowisku to doświadczenie, które zostaje na całe życie. Każdy, kto spędził na kasie choć kilka dni, zna specyfikę tego zawodu. Składają się na nią m.in. problemy z wiecznie zacinającą się taśmą, brak drobnych do wydawania reszty, a przede wszystkim cała typologia klientów. Od frustratów, którzy mieli gorszy dzień, a więc muszą kogoś psychicznie skopać, przez nieznośne dzieciaki, które przyklejają do taśmy gumę do żucia, klientów wyznających kasjerce miłość (są i tacy), po spóźnialskich, którzy uważają, że sklep ma być czynny tak długo, aż skończą robić zakupy (kasjerka powinna czekać w pogotowiu – kogo w końcu obchodzi, że nikt nie płaci jej za nadgodziny?). Nie brakuje również bełkotliwych pijaków, domagających się sprzedania kolejnej flaszki. Do tego dochodzą pyskówki i awantury, w które chętnie wdają się znudzeni czekaniem kolejkowicze itd., itp. Owszem, uprzejmi i wychowani klienci zdarzają się, ale rzadko. Na tyle rzadko, że kasjerki opowiadają sobie o nich w trakcie przerwy na lunch (całe 18 minut przysługujące po sześciu godzinach pracy jednym ciągiem, jeśli oczywiście manager łaskawie znajdzie kogoś, kto zastąpi cię na stanowisku). O tym wszystkim pisze Anna Sam. 28-letnia autorka, wykształcona Francuzka po studiach, nie mogąc znaleźć pracy odpowiadającej jej kwalifikacjom, zdecydowała się pracować jako kasjerka w supermarkecie. Była, jak to elegancko ujął jej pracodawca, „hostessą kasy”. – Kasa to niezbyt rozmowne urządzenie, pomijając przeciągłe „biiip”, które wydaje w czasie skanowania towarów. Ciągłe słuchanie tego automatycznego odgłosu może spowodować, że siebie też uznasz za robota. Przelotne kontakty z klientami nie pomogą ci poczuć się istotą żywą. O tym, że też jesteś człowiekiem, przypomnisz sobie tylko dzięki innym kasjerkom – wyznaje gorzko w swojej książce Sam, która prowadzi również poczytny blog w Internecie. Chcesz dowiedzieć się czegoś o kasjerce, która obsługuje twoich klientów? Koniecznie przeczytaj tę książkę. To, czego się dowiesz, pewno sprawi, że poczujesz się nieswojo, ale spojrzysz na swoją pracownicę nowymi oczami.
Anna Krężlewicz Wiadomości Handlowe, Nr 3(93) Marzec 2010
|