|
Obowiązujący od 2007 roku zakaz handlu w święta dotyczy 12 dni w roku. Nie obejmuje m.in. stacji benzynowych oraz – pod pewnymi warunkami – najmniejszych sklepów. Niektórzy twierdzą, że warto wówczas skorzystać z możliwości, jakie daje prawo i prowadzić sprzedaż, zatrudniając pracowników na umowę zlecenie lub samemu stając za ladą. Inni wolą świętować. Czy handel w święta się opłaca? ZA Oczywiście, że się opłaca. Duże sklepy, jak Tesco czy Auchan, są wtedy zamknięte, a ludzie – zwłaszcza młodzi – nie potrafią bądź nie chcą robić zakupów na zapas. Dlatego małe sklepy, które są w te dni otwarte, przeżywają prawdziwą nawałnicę klientów. Gdybym więc miała siłę, żeby stać osiem godzin za ladą, na pewno mój sklep w święta byłby otwarty. Niestety, nie dalibyśmy z mężem rady obsłużyć takiej masy klientów. Nie mogę też zatrudnić na umowę zlecenie żadnej z moich pracownic, bo prawo mi na to nie pozwala. Doskonale za to rozumiem tych właścicieli sklepów, którzy decydują się na handel w dni świąteczne. Najlepsze do handlowania są Boże Ciało, 1 Maja i oczywiście Zaduszki, kiedy przyjeżdżają w nasze strony ludzie z różnych części Polski. Najwięcej z woj. lubelskiego i kieleckiego a także ze Śląską. Trzeba ich przecież ugościć, a nie każdy jest przygotowany do takiej wizyty. Wykorzystują to stacje benzynowe, na których można wtedy handlować.
 Emilia Kozakowska, sklep spożywczy w Mazańcowicach PRZECIW Nie korzystam z możliwości, jaką prawo daje małym sklepom i nie handluję w święta. Ani razu się nie zdecydowałam, bo nie widzę w takim działaniu sensu. Ludzie wyjeżdżają wtedy z Warszawy. Znam detalistów, którzy w święta mieli otwarte i nie byli zadowoleni. Zazwyczaj nie udawało im się bowiem przyciągnąć ławicy klientów, na którą liczyli. Pieczywa świeżego wtedy nie ma, bo nieczynne są piekarnie. Sprzedaje się więc wyłącznie paczkowane. Przychodząc do sklepu, klienci kupują to, co nie sprzedało się w tygodniu. Wywieszam więc kartkę z informacją, że sklep będzie zamknięty, żeby ludzie mogli zrobić zapasy. Fakt, że mam w święta zamknięte nie wpływa ujemnie na przychody mojego sklepu. Wolę wtedy zostać w domu i odpocząć. Zresztą nie bardzo rozumiem ludzi, którzy w dni wolne od pracy chodzą po sklepach. Nie brakuje pewnie wśród nich i takich, którzy chcą w ten sposób zabić czas.  Marianna Gordziałkowska, sklep spożywczy na warszawskiej Woli
Wiadomości Handlowe, Nr 3(93) Marzec 2010
|