|
Niemcy kradną więcej w swoich sklepach |
|
27.07.2010. |
Złodzieje sklepowi narażają handel niemiecki na koszty rzędu 4 mld euro rocznie. Z tego 2 mld euro mają wartość towary ukradzione przez klientów, 08 mld euro – przez personel, a 1,2 mld euro wydaje handel na zabezpieczenie towarów przed kradzieżą. Przeciętnie na jedno niemieckie gospodarstwo domowe przypada kradzież towarów w handlu o wartości 50 euro rocznie. Nie jest to pełna wartość manka w sklepach. Dostawcy, magazynierzy powodują straty rzędu 1,1 mld euro rocznie. Najwięcej kradzieży zdarza się w drogeriach, gdzie różnice remanentowe sięgają 0,91 proc. obrotu netto, a następnie w hipermarketach 0,66 proc. obrotu netto. Niewiele lepiej jest w supermarketach (0,65 proc.). Jak można się było tego spodziewać najmniej kradnie się w halach Cash and Carry (0,16 proc), gdzie klienci są zidentyfikowani i zarejestrowani. Kryzys zwiększył w 2009 r różnice remanentowe o 0,02 proc. obrotu w stosunku do roku poprzedniego. Głównym rewirem działalności złodziei jest hala sprzedaży, tu powstaje 43,4 proc. strat. Następnym newralgicznym punktem sklepu jest strefa kasy która jest miejscem 22,2 proc. strat. Przyjęcie towaru do magazynu jest okazją do powstania 13 proc. strat, sam magazyn daje okazję do kradzieży przykładających się w 8,7 proc. do całkowitych strat, a zarządzanie – do 7,8 proc strat (pozostałe – 4,9 proc.). Policyjne statystyki nie odzwierciedlają sytuacji bo 30 mln kradzieży czyli 95 proc. jest w ogóle nie zauważona i niewykryta. Handel chwali sobie współpracę z policją natomiast narzeka na słabe zaangażowanie sądownictwa w zwalczanie tego procederu i ogólną społeczną znieczulicę i tolerancję dla sprawców. (p)
|