|
Polscy biskupi, zaniepokojeni wzrostem spożycia alkoholu, chcą, żeby rząd wprowadził zakaz jego reklamy i ograniczył liczbę punktów handlujących trunkami. Zakazana byłaby sprzedaż alkoholu w sklepach na stacjach paliw. Inne punkty miałyby embargo na handel napojami wyskokowymi od 22 do 8 rano. Czy władze powinny wprowadzić takie ograniczenia?
ZA Kościół nigdy nie był i nie jest przeciwnikiem uczciwej, rodzimej przedsiębiorczości. Nie postuluje również wprowadzenia prohibicji, którą znamy np. z historii Stanów Zjednoczonych. Chce jedynie przypominać, że w każdej ludzkiej działalności na pierwszym miejscu powinno stać dobro bliźniego i dobro wspólne, a nie osiąganie zysków za wszelką cenę. W tegorocznym apelu Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości zostały wysunięte postulaty, które mają zahamować rosnącą sprzedaż alkoholu w naszej ojczyźnie, a przez to ograniczyć bardzo negatywne skutki bardzo wysokiego poziomu spożycia. Nie tylko Kościół apeluje o takie zmiany. Zaostrzanie polityki w tej sferze (również przez fizyczne i ekonomiczne ograniczenie dostępności alkoholu) postulują zarówno WHO, jak i niektóre instytucje UE. Podobne rozwiązania przyniosły bardzo pozytywne skutki na Litwie, a ich wprowadzenie rozważają też Rosjanie. Również w Polsce potrzeba nam tych zmian, bowiem szerzą się coraz bardziej niepokojące zjawiska. Badania pokazują np., że niemal całkowicie lekceważony jest zakaz sprzedaży alkoholu młodzieży (niektóre mówią o około 70 proc. udanych prób zakupu przez nieletniego, inne nawet o 90 proc.). Również liczba punktów sprzedaży jest w pewnych miejscach wręcz absurdalnie wysoka (są miejscowości, gdzie jeden punkt przypada na kilkanaście osób). Sprzeciw wielu środowisk jest zatem zastanawiający. Przecież nikt nie protestuje wobec faktu, że inne sklepy, np. drogerie czy salony meblowe, są zamknięte w nocy. Nikt nie wyraża oburzenia, że na stacjach paliw niedostępnych jest bardzo wiele innych produktów, bardziej potrzebnych w codziennym życiu. Wszystkim przedsiębiorcom warto przypomnieć zarówno o rosnącym znaczeniu społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR), jak również o moralnej odpowiedzialności za życie drugiego człowieka.
 Biskup Tadeusz Bronakowski, przewodniczący Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości
PRZECIW Nie zgadzam się z tak radykalnym stanowiskiem. Wprowadzanie restrykcji nigdy do niczego dobrego nie prowadzi – także, a może nawet szczególnie, w tym przypadku. Zazwyczaj jest tak, że ograniczenie sprzedaży alkoholu przynosi odwrotne skutki do zamierzonych. O wiele lepszą drogą do zmniejszenia spożycia alkoholu, i tym samym złagodzenia negatywnych skutków społecznych, jest edukacja i budowanie kultury odpowiedzialnego korzystania z alkoholu. Natomiast wszelkie działania restrykcyjne spowodują tylko, że popyt przesunie się w inne miejsce, dając większe pole do popisu szarej strefie, kupowaniu na zapas (żeby nie zabrakło – co nie sprzyja mniejszemu spożyciu). Europa jest miejscem, gdzie alkohol stanowi element codzienności. Są przypadki, że używa się alkoholu każdego dnia, bez konsekwencji społecznych, nie toleruje się pijaństwa, smakuje się i docenia szlachetność trunków, lecz są też przypadki, że wprawdzie nie pije się codziennie, ale jak już się pije, to niech Bóg zachowa. Do tych drugich, niestety, należy Polska, choć w ostatniej dekadzie dokonało się wiele korzystnych zmian w stronę odpowiedzialnego i cywilizowanego kontaktu z alkoholem. Utrzymajmy tę tendencję. Nie ma znaczenia, co się pije, ale jak się to robi i kto to robi. Najważniejsze jest, by stworzyć kanon kulturowy zakazujący nadużywania trunków – wszelkich trunków. Nadto, by świadome swej wyjątkowości i słuszności zakazu kontaktu z alkoholem były te grupy społeczne, które po prostu od alkoholu powinny stronić absolutnie: młodzież, kierowcy, kobiety ciężarne, ludzie w pracy, ludzie wypoczywający w warunkach mogących zamienić przyjemność w śmiertelne zagrożenie (np. w górach, na wodzie) itp. Z alkoholem można współistnieć, na alkoholu można zarabiać, z alkoholu można czerpać radość, ale… trzeba to robić mądrze, co wymaga wysiłku ogólnospołecznego. Zakazać – żadna sztuka, tak jak i żaden długofalowy efekt.
 Andrzej Faliński, dyrektor generalny POHiD
Wiadomości Handlowe, Nr 8 - 9(98) Sierpień - Wrzesień 2010
|