24.07.2014/22:16

Ćwierćwiecze wolnego handlu

Handel w Polsce jest niedoceniany, tymczasem jego rola jest kluczowa. Ten sektor potrafił przyciągnąć od 1993 roku około 50 mld dol. inwestycji zagranicznych i wygenerować około 20 mld dol. inwestycji rodzimych. W 2012 roku detal zbył towary za 680 mld zł, a hurt za 980 mld zł – łącznie ze sprzedażą do ostatecznych konsumentów i na eksport.

Handel jest sektorem gospodarki, który w znaczącym stopniu przesądził o procesie tzw. transformacji gospodarczej. Dzięki niemu również przeciętny Polak z tej transformacji skorzystał najwięcej. Ćwierć wieku temu GUS­‑owska kategoria „handel i naprawy” odpowiadała za 10 proc. PKB, dziś jest to niemal 20 proc. W systemie społeczno­‑ekonomicznym kraju właśnie handel niejako „zastąpił” przemysł ciężki w roli dziedziny spajającej pozostałe sektory i branże. Bez niego nie doszłoby więc do głębokich zmian rynku wewnętrznego.

Inwestycje za 70 mld dol.

Pomimo istotnej różnicy kwot inwestowanych przez handel rodzimy i zagraniczny, dzielą one dziś rynek (wedle wartości sprzedaży) niemal po równo, z lekką przewagą tego pierwszego. Silnej fali inwestycji zagranicznych, wnoszącej wysoko wydajne systemy detaliczne pracujące głównie na wielkich powierzchniach (dyskont supermarket, hipermarket), handel krajowy potrafił przeciwstawić nie tylko imitujące go z powodzeniem sieci (np. Piotr i Paweł czy Polomarket), ale również alternatywę w postaci niskokapitałowych strategii rozwoju. Chodzi o franczyzę (choć nie tylko) organizowaną przez hurt.

Polski handel umiał sprywatyzować i zintegrować infrastrukturę odziedziczoną po PRL oraz zmodernizować znaczącą część małych i średnich sklepów. Ogromna w tym zasługa dystrybutorów, którzy dla oceanu kilkudziesięciu tysięcy drobnych sklepów i sklepików zorganizowali rynek dostaw, oferując jednocześnie pomysł na tworzenie sieci detalicznych, grupujących sklepy kupieckie a także prywatyzowaną schedę po firmach i spółdzielniach PRL. Same zaś spółdzielnie, przeżywszy trudny okres kryzysu organizacyjnego, w znaczącym procencie stworzyły liczące się na rynku sieci.

GUS podaje, że mamy dziś w Polsce ponad 350 000 sklepów. Polska ma ich najwięcej w całej UE w stosunku do liczby ludności.

Eurocash – polski czy portugalski?

Mamy nad Wisłą równowagę formatów – dużych i małych, oraz równowagę własności – krajowej i zagranicznej. Owszem, niemal 100 proc. hipermarketów czy dyskontów przyszło z zewnątrz, ale już za ponad 60 proc. supermarketów stoi polski kapitał. Z kolei w sieciach typu kupieckiego (małe i średnie placówki dobrowolnie zintegrowane najczęściej przez wielki hurt lub firmy produkcyjne) 99 proc. to sklepy polskie.

Licencji „bycia w sieci” też najczęściej udzielają silne firmy hurtowe w niewielkim stopniu wywodzące się z zagranicy. Paradoksalność pytania o pochodzenie pokazuje historia Grupy Eurocash. Jest ona liderem tej integracji, ale sprawa jej korzeni nie jest jednoznaczna. Eurocash skupia w różnych sieciach około 12 000 sklepów kupieckich (są własnością polskich kupców) poprzez umowy franczyzowe. Firmę scalającą założyli co prawda menadżerowie portugalscy (ale i polscy) wywodzący się z Jeronimo Martins, jednak nigdy nie miała ona żadnego centrum poza Polską, nie działała też na innych rynkach. Jaki jest więc jej status?

Kapitał nie ma ojczyzny

Podsumowując: podział na zagraniczny i polski handel przestaje mieć sens. Szczególnie teraz, gdy kapitał stał się dostępny dla wszystkich, rynek ma się świetnie i nie tylko wielkie powierzchnie zwiększają sprzedaż. Powstawanie sieci zintegrowanych, głównie franczyzowych, dało sklepom kupieckim dostęp do efektu skali, czyli do niskich cen, a więc możliwość konkurowania. Oczywiście rynek jest bardzo wymagający, co oznacza, że liczba niezależnych placówek handlowych będzie spadać (do pewnego, nieodległego momentu), ale tylko niewielka ich część zniknie – gros przyłączy się do inicjatyw franczyzowych i innych.

Dzielą rynek po połowie

W Polsce wytworzył się zatem unikalny model handlu. Gdzie indziej takiej równowagi nie ma. Rynek zdominowały sieci wielkopowierzchniowe. W Niemczech, Francji, krajach Beneluksu i Wielkiej Brytanii odpowiadają one za ponad 80 proc. sprzedaży detalicznej. Podobnie stało się w Czechach i na Słowacji. Nawet na Węgrzech wskaźnik ten wynosi około 75 proc. Ekstremalnie sytuacja wygląda w Skandynawii, gdzie udział wielkich graczy przekracza 90 proc., a w Szwecji jest to nawet 97 proc. Tymczasem u nas handel wielko­‑ i małoformatowy podzieliły się rynkiem mniej więcej po połowie. Mamy około 80 000 małych i średnich sklepów spożywczych, z czego 45 000 funkcjonuje w systemach franczyzowych. Do tego dochodzą różnego rodzaju grupy zakupowe i stowarzyszenia kupieckie. Szacuje się, że już dwie trzecie placówek detalicznych nie działa w pojedynkę.

Próba podsumowania

Mamy aktualnie około 570 hipermarketów (ogólnych i specjalistycznych), 4500 supermarketów, blisko 3200 dyskontów oraz całą paletę małych i średnich sklepów: specjalistycznych, convenience, tradycyjnych, osiedlowych, delikatesowych itd. Biorąc za punkt odniesienia liczbę 140 000 spożywczych placówek handlowych, porównajmy ją do Niemiec, wielkiej gospodarki, gdzie jest ich około 85 000, Francji – około 80 000, Wielkiej Brytanii – około 65 000, czy Czech (dużo mniejszy kraj – 10 mln mieszkańców) – około 34 000. Istotą sprawy jest to, że rośnie sprzedaż wszystkich formatów handlowych – choć ostatnio hipermarkety odnotowują kilkuprocentowe spadki, tracąc głównie na rzecz dyskontów i kupieckich sieci franczyzowych. Rynek się zmienia i dobrze, że tak się dzieje, bo wśród mnogości firm i formatów mamy przestrzeń na zmiany.

Andrzej Faliński, dyrektor generalny POHiD


Wiadomości Handlowe, Nr 6-7 (136) Czerwiec - Lipiec 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.