23.10.2018/10:27

Edward Bajko, Spomlek: Każdy musi znaleźć swoją niszę [WYWIAD]

Jesteśmy teraz w momencie, w którym jeżeli mleczarnia nie znajdzie sobie „ringu”, na którym chce walczyć o rynek, czyli pewnej niszy, to trudno będzie jej utrzymać rentowność - zauważa w rozmowie z "Wiadomościami Handlowymi" Edward Bajko, prezes Spółdzielczej Mleczarni Spomlek.

Jak ocenia Pan aktualny poziom cen na krajowym rynku mleka?

Poziom cen mleka jest w tej chwili akceptowalny, czyli nie jest to może żadna rewelacja, ale też nie jesteśmy w dołku. Oczywiście rolnicy chcieliby uzyskiwać wyższe ceny za mleko, niemniej zawsze tak jest. Średnia cena wynosi obecnie 1,30 zł za litr. Część gospodarstw może przy tym poziomie cen zupełnie normalnie funkcjonować, a nawet się rozwijać. Natomiast jest również grupa gospodarstw mlecznych, chociaż akurat w naszej spółdzielni są to zaledwie pojedyncze przypadki, które przy aktualnej cenie mleka nie są w stanie związać końca z końcem. W ich przypadku wynika to z przeinwestowania. Zjadają je zaciągnięte wcześniej kredyty. Niestety, nie wszystkie gospodarstwa inwestowały w ostatnich latach racjonalnie, a niektórzy chcieli rozwijać się po prostu zbyt szybko. Ogromną pokusę stanowiło dla nich dofinansowanie ze środków unijnych, które pokrywało połowę kosztów projektu. Wielu rolników działało na zasadzie – jak kupię Fiata, to dostanę 30 000 zł, a jak kupię np. Mercedesa, to 150 000 zł. Niektórym umknęło to, że trzeba jeszcze dołożyć drugie tyle z własnych pieniędzy. Takie podejście może prowadzić do utraty płynności. Natomiast podkreślam, że zdecydowana większość normalnie funkcjonujących gospodarstw, przy obecnych cenach mleka dobrze sobie radzi.

Mówi się, że problemem dla producentów mleka mogą stać się rosnące ceny pasz.

Faktycznie, z powodu suszy w niektórych rejonach kraju paszy jest mniej. Gdzieniegdzie może jej brakować, co oczywiście jest problemem. Rolnicy mają w tej sytuacji dwie możliwości – albo dokupią paszę, co jest drogim rozwiązaniem, albo zlikwidują część stada krów. Jest też trzecie wyjście – mogą zostawić wszystkie krowy, ale marnie je karmić, ale to jest naprawdę najgorsze wyjście. W tej chwili nie odczuwamy jeszcze wyraźnego wpływu suszy, ale w najbliższym czasie jej skutki pewnie będą widoczne.

Czy biorąc pod uwagę ten, ale i inne czynniki, małe gospodarstwa mleczne mają szansę przetrwania?

Jak najbardziej, a to dlatego, że małe gospodarstwa ponoszą zupełnie inne koszty, niż te większe. Dla nich szansą jest też ekologia. Jednocześnie zagrożeniem dla małych gospodarstw może być problem ze znalezieniem odbiorcy. Nasz rynek ułożył się tak, że w przypadku dużych mleczarni przeważającą ilość dostawców stanowią duże gospodarstwa. Ta tendencja w ostatnich latach tylko się pogłębiła. Bardziej efektywne logistycznie jest wysłanie samochodu do gospodarstwa, z którego dostaniemy od razu 5000 litrów mleka, a nie jedną kankę. Poza tym, mleczarnie są w stanie płacić więcej rolnikom, którzy prowadzą biznes o większej skali, bo współpraca z nimi jest korzystniejsza. Z drugiej strony, mniejsze gospodarstwa godzą się na nieco niższe ceny, ponieważ je na to stać. Małe mleczarnie wciąż jeżdżą do nich po tę przysłowiową bańkę mleka.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.