13.04.2014/22:26

Franczyzowe dyskonty na prowincji

Biedronka chce się rozwijać także drogą franczyzy. Dyskonty w wersji mini mogą przyspieszyć upadek wielu tradycyjnych sklepów w małych miejscowościach.

Kiedy przed kilku laty w niewielkiej mazowieckiej gminie Żabia Wola gruchnęła wiadomość, że nieopodal urzędu gminy budują Biedronkę, na detalistów padł blady strach. Po roku okazało się, że obawy były nieuzasadnione, bo w powstałym pawilonie zaczęły funkcjonować placówki handlowe, z Biedronką nie mające nic wspólnego. Ubocznym skutkiem tej plotki stały się natomiast zmiany w systemie funkcjonowania już istniejących sklepów. Jeden wszedł w struktury Delikatesów Centrum, drugi przyłączył się do sieci Top Market, zaś w budynku, który wywołał ten popłoch ruszył Topaz Express. Konkurencja funkcjonuje, klienci są zadowoleni, a o strachu sprzed kilku lat nikt już nie pamięta. Pytanie, na jak długo?
Przed dwoma laty napisaliśmy o kilkunastu działających po cichu ajencyjnych Biedronkach, którymi kierownictwo Jeronimo Martins specjalnie nie chciało się chwalić. Dopiero pod koniec ub.r. firma oficjalnie potwierdziła, że zamierza rozwijać się także poprzez franczyzę na nieco mniejszych niż dotąd powierzchniach, w niewielkich miejscowościach. Lider wchodzi więc na teren, na którym dotychczas drobni detaliści czuli się jeszcze w miarę pewnie. Alfred Kubczak, dyrektor ds. korporacyjnych Jeronimo Martins Polska, zapewnia, że nie oznacza to żadnej nowej strategii, lecz jest konsekwencją dawno już przyjętych założeń. Małe Biedronki mają mieć charakter convenience, czyli wygodnych, położonych blisko klienta, łatwo dostępnych sklepów.
Krzysztof Paściak, posiadający 7 małych sklepów na Podkarpaciu przyznaje, że wiadomość o wejściu Biedronki we franczyzę i mniejszy format zmroziła go. Dotychczas miał do czynienia tylko z jednym dyskontem, położonym około 3 kilometry od jednego z jego sklepów, a i boleśnie odczuwał skutki takiego sąsiedztwa. Większość placówek kupca, działających w ramach sieci Nasz Sklep (także pod szyldem Delikatesy Premium), konkurowała raczej z innymi sieciami franczyzowymi, takimi jak np. Delikatesy Centrum. – Jeśli zaczną powstawać mniejsze, franczyzowe Biedronki w małych miejscowościach, nie będziemy w stanie sprostać konkurencji cenowej z ich strony. Wąski asortyment tego typu placówek jest dla wiejskiego klienta wystarczający. Tracimy więc również atut szerszej oferty – martwi się Paściak.
Detalista z Podkarpacia podkreśla, że w najtrudniejszej sytuacji znajdą się detaliści dysponujący jednym, lub dwoma sklepami i działający samodzielnie. – Ich możliwości pozyskania tańszego towaru są niewielkie – mówi. Zapytany natomiast, czy sam zdecydowałby się na wejście w system franczyzowy Biedronki, twierdzi, że zależałoby to od warunków tej franczyzy, których przecież prawie nikt jeszcze nie zna.
Dynamiczny rozwój sieci dyskontowych wymusił kolejną falę zmian w organizacji handlu tradycyjnego. Coraz liczniejsi dystrybutorzy proponują np. takim sklepom marki własne o jakości i w cenach porównywalnych do tych znanych z Biedronki. Wystarczy wspomnieć markę Lubię, zaoferowaną przez Bać­‑Pol, Piotra i Pawła oraz Topaz docelowo także innym sieciom handlowym. Podobnie jak marki własne firmy Top Food, dystrybuowane przez Specjał. (WN)

Wiadomości Handlowe, Nr 4 (134) Kwiecień 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.