03.05.2014/11:42

Hitpol w Czaszynie po mistrzowsku wykorzystuje powierzchnię

Sala sprzedaży czaszyńskiego sklepu Hitpol ma zaledwie 85 mkw., dlatego każdy centymetr jest na wagę złota. Widać to chociażby na przykładzie mini wystawki paletowej, gdzie w dobrej cenie zaprezentowano cukier – zajmuje dosłownie pół metra kwadratowego.

Czaszyn to wieś, przez którą jedzie się w Bieszczady i na Słowację. Znajdującym się tam sklepem Hitpol zawiaduje Gminnej Spółdzielni z Zagórza, kierowana przez prezes Marię Roczniak. Niespełna dwa lata temu placówka przeszła gruntowny remont. Jej ponowne otwarcie było świętem dla całej okolicy. Zobaczyliśmy wtedy, jak bardzo takie miejsce było mieszkańcom potrzebne – mówi pani prezes. Sklep wszedł do sieci Hitpol. Dzięki temu ma wsparcie w pozyskiwaniu tanich produktów, gazetkę i konkursy dla klientów. Pracuje od 6 do 21, bo kupujących nigdy nie brakuje. Żółtych koszy jest kilkanaście, o wózkach nie ma co marzyć, nie zmieszczą się w alejkach. – Ale podejrzałam gdzieś i już zamówiłam takie koszyki na kółkach z wyciąganym uchwytem. Starszym będzie łatwiej – mówi pani Maria. Dodaje, że kolejnym utrapieniem są niezbyt wydajne chłodnie. Na droższe, lepsze, na razie nie ma pieniędzy. Ale to też się w końcu załatwi, innej opcji nie ma.

Sąsiedzi wpadają po skrzydełka

Całą ścianę na końcu sklepu zajmuje stoisko mięsno-wędliniarskie. Oferuje sporo produktów z kilku zakładów, zainteresowaniem cieszą się swojskie wyroby z masarni Troja z pobliskiego Zagórza, choć są nieco droższe niż pozostałe. Zaglądają tu turyści jadący na Słowację, przyjeżdżają także Słowacy. Polują przede wszystkim na mięso drobiowe, potrafią wykupić wszystkie zapasy. Rekordem był dzień otwarcia – samych udek kurczaka poszło wówczas 1300 kg. Wszyscy też chwalą tutejsze pieczywo. Trudno się dziwić, własna piekarnia, zaopatrująca sklepy spółdzielni, znajduje się zakedwie parę kilometrów stąd. Bułki i chleb docierają gorące i pachnące. Każda półka zapełniona jest tylko tym, co niezbędne klientom. Stara zasada „wszystkiego po trochu” tu akurat sprawdza się w stu procentach. Poza spożywką są więc produkty szkolne, artykuły sanitarne, chemia czy podręczna apteczka.

Przypominają o solenizantach

Przy stoisku alkoholowym, udało się wygospodarować miejsce na kolejną małą wystawkę, taką okazyjną. Kiedy akurat nie ma świąt, Dnia Matki czy walentynek, ekspedientka kaligrafuje na tekturce imię popularnego solenizanta. Każda okazja do zakupów jest dobra. Alkohol schodzi nieźle, stąd solidne zatowarowanie. Oczywiście najlepsza rotacja jest na piwie, więc skrzynki z promocyjną ofertą stoją naprzeciwko kasy. Jak mówi pani prezes, wieś jest ambitna. Chce mieć dobry sklep, w którym będzie wszystko. Dlatego na skrawku powierzchni obok warzyw i owoców pojawił się wysoki regał z ofertą ogrodniczą. Przed sklepem stoją butle z gazem a w kasie można opłacić rachunki, co uwalnia od kilkukilometrowej wędrówki na pocztę. Jest jeszcze jedna sprawa, o którą prezes walczy od dłuższego czasu. Chce sprawić, by mieszkańcy mogli w sklepie pobierać pieniądze, jak z bankomatu. Trochę to potrwa, ale na pewno się uda.







Tekst i zdjęcia
Wojciech Chełchowski

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.