10.04.2013/14:46

Ile prawdy w „Dniu kobiet”

Młoda reżyserka Maria Sadowska nakręciła pierwszy film fabularny na temat pracy polskich kasjerek. Jeszcze zanim padł pierwszy klaps, Katarzyna Kwiatkowska, odtwórczyni głównej roli, spędziła kilka godzin na kasie, by lepiej wczuć się w rolę. Doświadczenie to wspomina jako traumę.

Film – historia kasjerki, która awansuje na kierowniczkę supermarketu – wszedł na ekrany na początku marca. Po pierwszych dwóch weekendach obejrzało go 39 000 widzów. To raczej słaby wynik w porównaniu z innymi polskimi produkcjami o tematyce społecznej, które ostatnio wyświetlano w kinach. Głośny „Sponsoring” Małgorzaty Szumowskiej o prostytuujących się studentkach tylko w premierowy weekend obejrzało prawie dwa razy więcej osób. Otwarcie „Galerianek” (nieletnie prostytutki polują na klientów w centrach handlowych) Katarzyny Rosłaniec przyciągnęło mniej widzów, ale frekwencja i tak zbliżyła się do 65 000. – „Dzień kobiet” zebrał najlepsze recenzje, ale ma najgorszą oglądalność. Najwyraźniej tematyka pracy w hipermarkecie nie interesuje widzów na tyle, by iść do kina, i to mimo usilnych starań producenta, który określa film polską „Erin Brockovich” (amerykańska produkcja z oskarową rolą Julii Roberts – red.) – komentuje znajomy filmoznawca.
Akcja „Dnia kobiet” toczy się w supermarkecie sieci Motylek. Obraz handlu z perspektywy Motylka może dołować – kolorowe są tylko opakowania towarów, kontrastujących z szarą rzeczywistością marnie opłacanych pracowników, którymi pomiata management.
Główna bohaterka, Halina, jest samotną matką wychowującą dorastającą córkę. Gdy awansuje z szeregowej kasjerki na kierowniczkę, musi się zdecydować, po czyjej jest stronie – dziewczyn czy kierownictwa.
Grająca Halinę Katarzyna Kwiatkowska przyznała w wywiadzie dla magazynu „Grazia”, że przed rozpoczęciem zdjęć usiadła na kasie w prawdziwym sklepie. „To było straszne. Wszystko mi się myliło. Kwitki, kody, pieniędzy nie mogłam z szufladki wygrzebać. Przypuszczam, że gdybym naprawdę pracowała na kasie, pod koniec każdego dnia miałabym takie manko, że nie wystarczyłoby mi pensji na jego pokrycie. Obiecywałam sobie, że będę się do ludzi uśmiechać, ale moja twarz była raczej ponura, zalękniona. Po kilku godzinach miałam spuchnięte nogi, a głowę jak sklep. Potwornie ciężka praca” – wspomina.
Film, chwilami brutalny, może szokować: mamy w nim poronienie z przepracowania, tyranie na zapleczu, szantaż emocjonalny i finansowy oraz – jakże by mogło zabraknąć tego wątku – pampersy, w których pracują kasjerki, bo kierownictwo zabroniło im wychodzenia do toalety. Andrzej Faliński z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji obejrzał „Dzień kobiet”, jak tylko film wszedł na ekrany. I przyznaje, że jest bardzo prawdopodobne, iż gdzieś w Polsce ktoś kiedyś naprawdę kazał kasjerkom wkładać te pampersy. Tyle że działo się to wiele lat temu. – Odnotowane dwie dekady temu incydenty dały kanwę do zrobienia jednorodnej narracji. Ale dziś opisane w filmie zdarzenia, nawet incydentalnie, nie mają prawa wystąpić, a produkcja nie odzwierciedla rzeczywistości pracy w handlu. Jest to przestroga – przyjmijmy ją po prostu jako uprawnioną artystycznie, i tylko artystycznie, „dokumentalizowaną fabułę”, wyciągając wnioski dla życia i pracy – przekonuje Faliński.

(ATE)

Wiadomości Handlowe, Nr 4 (124) Kwiecień 2013

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.