07.07.2014/22:06

Jak kupuje Urszula Chincz?

Rozmowa z dziennikarką Urszulą Chincz, prowadzącą program „Pytanie na Śniadanie” w TVP2

Czy zakupy spożywcze to codzienność, czy raczej utrapienie? Zdarza się Pani kupować w dyskontach?

To miła codzienność. Nawet dosłownie, bo świeże pieczywo czy owoce rzeczywiście kupuję każdego dnia. Wszędzie: i na lokalnym targu, i w dużych sieciach handlowych, i w dyskontach. Tyle że w każdym z tych miejsc co innego. Większe zakupy, raz na dwa tygodnie, robię w dużych sklepach, a potem uzupełniam tylko świeże produkty w pobliskiej piekarni czy warzywniaku.

Jest Pani znana również jako „Ula Pedantula”, czy z pedanterią podchodzi Pani także do zakupów?

Rzeczywiście, staram się planować zakupy. Zwykle rozpisuję sobie ramowe menu na cały tydzień i wtedy wiem z góry, co danego dnia będzie mi potrzebne. Chociaż, koniec końców, zawsze kupuję znacznie więcej rzeczy niż było na liście…

A zakupy w internecie, ma Pani do nich zaufanie?

Z takiej formy zakupów korzystałam po urodzeniu dziecka – wychodzenie z niemowlakiem stanowiło wyzwanie – środek zimy, ubieranie, rozbieranie, noszenie dziecka i siatek. Wtedy sklepy internetowe przyszły mi z pomocą. Nigdy nie spotkały mnie niemiłe niespodzianki związane z jakością dowożonych produktów.

Jaką kuchnię Pani preferuje?

Bardzo lubię makarony i… krwiste mięso. Moja ulubiona kolacja to befsztyk z sałatą i lampka czerwonego wina. Nie lubię natomiast słodyczy. Nie spróbowałam nawet własnego tortu weselnego. Półki z czekoladą i cukierkami nie robią na mnie wrażenia.

Co ostatnio Panią pozytywnie zadziwiło, jeśli chodzi o produkty spożywcze?

Niedawno na nowo odkryłam placki tortilla – do tej pory używałam ich tylko do dań w stylu meksykańskim, a okazało się, że są świetnym zamiennikiem chleba. Można zrobić „rolowane” kanapki z szynką, serem czy nawet Nutellą. Pycha!

Czy na zakupach sprawdza Pani dokładnie skład produktów?

Nie robię tego. Od lat mam ulubione produkty, ulubione marki i sięgam po nie bez zastanowienia. Ale unikam żywności mocno przetworzonej, chociaż oceniam to raczej po wyglądzie, niż po etykiecie.

„Pytanie na śniadanie” oglądają miliony telewidzów. Jak dba Pani o siebie, czy istnieją diety cud i wszystko mogące tabletki?

Na szczęście nie mam skłonności do tycia i dla utrzymania formy wystarczy, jeśli pobiegam kilka razy w tygodniu. Szczerze mówiąc, nie bardzo wyobrażam sobie siebie na diecie… nie wiem, czy miałabym dość silnej woli. Cudowne metody nie istnieją. Trzeba stosować filozofię Francuzek – wszystko, ale z umiarem!

Czy moda na tzw. zdrową żywność to coś trwałego?

Wydaje mi się, że będzie długotrwałym trendem. Trzeba jednak uważać na to, co rzeczywiście jest ekologiczne, w odróżnieniu od bardzo drogich produktów, które eko czy bio są jedynie z nazwy. Jak zwykle warto jeść sezonowo – to, co akurat urosło, jest świeże i tanie. Truskawki w grudniu? Nie, zdecydowanie dziękuję.

Jest coś, do czego ma Pani szczególną słabość?

W mojej ulubionej piekarni w Konstancinie są takie minipączki. Chociaż nie przepadam za słodyczami, im nie umiem się oprzeć. Nieważne, ile kupię, zawsze zjem wszystkie. Często ukrywam pustą torebkę przed moim synem, żeby mu nie było przykro, że już się nie załapał.

Jest Pani otwarta na nowości?

Nie ulegam modom – z rezerwą przyjmuję „wynalazki”. Ale chętnie sięgam po produkty z różnych stron świata i próbuję nawet tych najbardziej egzotycznych. Z przyjemnością odtwarzam smaki poznane gdzieś w podróży. Chociaż nigdy nic nie smakuje tak dobrze, jak w oryginalnym miejscu.

Czy zakupy mogą być przyjemnością?

Oczywiście. Tyle że trudno to osiągnąć. Bo, po pierwsze muszą się odbywać w tygodniu, nie w weekendy, po drugie przed południem, a po trzecie – bez dzieci, które ciągle czegoś chcą. Wtedy można pogawędzić z zaprzyjaźnionym sprzedawcą, zobaczyć, co nowego kryje się na półkach i na spokojnie skomponować pyszną kolację.

À propos sprzedawców: pomagają czy irytują?

Bardzo często do zakupów potrafi mnie zachęcić – lub wręcz przeciwnie – właśnie sprzedawca. Niestety, mam wrażenie, że to niedoceniany zawód. Za sklepową ladą często spotyka się zniechęcone, niemiłe osoby, które zachowują się tak, jakby były w pracy za karę. Sama prowadziłam kiedyś sklep i wiem, że to bardzo ciężka praca. Ale uprzejmość, chęć pomocy i miłe nastawienie do klientów potrafią zdziałać cuda. Jeśli do tego dochodzą jeszcze kompetencje oraz wiedza o produktach, które się sprzedaje, daje to ogromną przewagę. Wierzę, że sklepy będą konkurować między sobą właśnie takimi elementami, jak przyjazne nastawienie do klientów i jakość obsługi.

Wojciech Chełchowski

Wiadomości Handlowe, Nr 6-7 (136) Czerwiec - Lipiec 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.