19.08.2014/22:00

Jak rozpoznać fałszywy banknot?

Rozmowa z Sylwestrem Salachem, prezesem firmy szkoleniowej DCB

Czy sprzedawcy w Polsce są dobrze przygotowani do pracy z banknotami?

Niestety, nie. Wielu kasjerów nawet nie patrzy na to, co przyjmuje. Pracodawcy rzadko inwestują w szkolenia, choć ich podejście znacząco się zmieniło, gdy w kwietniu do obrotu trafiły nowe banknoty. Od tamtej pory prowadzimy dużo więcej szkoleń.

Firmy boją się, że przestępcy wykorzystali ten moment, by zalać rynek fałszywkami?

Pierwsze dane statystyczne pojawią się za pół roku. Wprowadzanie nowych wzorów banknotów i towarzyszące temu zamieszanie to niewątpliwie okazja dla fałszerzy. Na szczęście najnowsze banknoty są dużo łatwiejsze do weryfikacji dla kasjerów. Pocieszeniem jest też fakt, że fałszerze przerzucają na walutę euro, gwarantującą większy zarobek.

Czy tylko zabezpieczenia na banknotach są ważne? Co z dokumentami, np. legitymacją szkolną czy dowodem osobistym, których ma prawo zażądać sprzedawca, gdy ma wątpliwości co do wieku kupującego?

Tam, gdzie sprzedawany jest alkohol, weryfikacja wieku i tożsamości kupującego jest kluczowa. Za sprzedaż jednego piwa nieletniemu można stracić zezwolenie na sprzedaż alkoholu. Często jest to jednoznaczne z bankructwem placówki. Takie rzeczy dzieją się naprawdę. Dlatego znajomość takiego dokumentu jak dowód osobisty, jego zabezpieczeń i sposobów podrabiania, ma ogromne znaczenie. Szkolenie z rozpoznawania fałszywych dokumentów trwa 3­‑4 godziny, można też wykupić warsztaty poświęcone banknotom, z dodatkową godziną przeznaczoną na dokumenty.

Pracodawcy podnoszą, że w handlu jest duża rotacja i nie ma sensu inwestować w szkolenia. Co Pan na to?

Często słyszymy te argumenty. Szkolenie z rozpoznawania zabezpieczeń na banknotach jest niedrogie, kosztuje 200­‑300 zł i trwa tylko cztery godziny. Nie wiąże się zatem z paraliżem pracy całego sklepu, szczególnie że szkolimy na dwie zmiany. Pamiętajmy, że wpadka związana z fałszywymi banknotami czy sprzedażą alkoholu nieletnim jest chętnie nagłaśniana przez media i psuje wizerunek firmy. Poza tym szkolenie uczy pracowników odpowiedzialności, przewidywania zagrożeń i umiejętności zapobiegania im.

Jak powinien zachować się kasjer, który zorientował się, że klient płaci „fałszywką” lub przedstawił podrobiony dokument tożsamości?

Zawołać ochronę, poprosić klienta o dowód osobisty i spisać protokół. Potem wezwać policję, która przejmie sprawę. Banknot trafi do sprawdzenia, a ten, kto nim płacił, zostanie poinformowany, czy był fałszywy. Pamiętajmy o dyskrecji. Ważne, by nie szarpać się, nie krzyczeć, nie panikować, nie oskarżać. Zbyt brutalny sposób zatrzymania klienta był już podstawą do wypłacenia przez sklep odszkodowania.

Łatwo jest przepuścić fałszywkę?

Idealnej podróbki, bo są i takie, kasjer nie wychwyci. Pozostałe 90 proc., a nawet więcej, jest do wykrycia.  Kasjer musi obejrzeć taki dowód czy banknot, powinien też dysponować odpowiednim sprzętem lub oświetleniem. Wszystko zależy od trybu pracy i organizacji stanowiska pracy. Na szkoleniach uczymy, jak w sekundę czy dwie rozpoznać fałszywy banknot – to nie jest takie trudne. Jeżeli jednak zdarzy nam się taka sytuacja, postępujmy zgodnie z procedurami. Konsekwencji karnych z przyjęcia fałszywego banknotu nie ma. Są, gdy próbujemy wprowadzić go ponownie do obrotu.

Dysponuje Pan statystykami obrazującymi skalę takich fałszerstw?

Rocznie odbywa się około 8000 spraw sądowych dotyczących fałszowania banknotów. W przypadku podrabiania dokumentów spraw jest ponad 16 000. Codziennie co pięć minut zapada jakiś wyrok. Mało?

Co ma zrobić kasjer, gdy pracodawca nie chce pokryć kosztów szkolenia?

Najlepiej zapłacić z własnej kieszeni. Koszt jest stosunkowo niewielki, a daje poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli pracodawca nie zapewnia szkolenia i odpowiedniego sprzętu do weryfikacji, to w razie wpadki kasjer może być zwolniony z odpowiedzialności, a przynajmniej o to się starać. Niestety, nieprzyjemności na policji i tak go nie ominą. Dlatego, jeśli szef nie jest odpowiedzialny, sami zadbajmy o siebie. To przecież my będziemy się tłumaczyć przed policją. Z rozmów z osobami, które zostały uniewinnione wynika, że nikt nie chciałby przechodzić tego drugi raz...

Gdzie szkolicie?

Jeździmy po całej Polsce. Bywamy w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu, Gdańsku i w wielu mniejszych miastach. Można dołączyć do 10­‑15‑osobowej grupy lub zorganizować własną.

Anna Terlecka

Wiadomości Handlowe, Nr 8 (137) Sierpień 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.