13.03.2013/22:33

Kobiece ręce służą Żabce

Ponad tysiąc osób dziennie robi zakupy w Żabce nieopodal poznańskiego rynku. Gdyby nie świetnie zorganizowana załoga, przy takiej liczbie kupujących trudno byłoby zachować porządek – szczególnie, że handel odbywa się tu na zaledwie 45 mkw.

Rzadko kiedy wśród kandydatów do nagrody Market Roku natrafiamy na placówki, którym trudno wytknąć jakikolwiek słaby punkt. Zwykle chodzi się o drobiazgi, zdradzające stosunek do klienta – czasem wystarczy kategoryczny komunikat przy kasie: „Płatności kartą powyżej 20 zł”. Bywa, że sprzedawca nie ma na sobie firmowej koszulki, albo koszulka ta jest brudna – i już sklep traci wizerunkowo. W Żabce przy ul. Wielkiej w Poznaniu właśnie takich niedociągnięć szukaliśmy (bo wyniki finansowe sklep ma świetne, bardzo porządnie prezentuje się też sala sprzedaży), ale ich nie znaleźliśmy.

Wycofała tanie wina

Od ponad dziesięciu lat placówkę prowadzi Katarzyna Jankowiak. Żabka, którą przejmowała jako świeżo upieczona ajentka, była nastawiona głównie na handel alkoholem i papierosami. Udało się jej przekształcić sklep monopolowy w placówkę ogólnospożywczą, w której zaopatrują się mieszkańcy okolicznych kamienic, pracownicy pobliskich banków, a w sezonie turyści, ściągający z całego kraju i z zagranicy, by zobaczyć słynne koziołki na wieży ratuszowej – to tuż za rogiem. Nieco bliżej, bo naprzeciwko sklepu pani Jankowiak, mieszczą się piekarnia i mięsny. Niejeden detalista, mając takie sąsiedztwo, odpuściłby sobie i pieczywo, i wędliny. Żabka potraktowała to jako wyzwanie i pieczywo zamawia w trzech różnych piekarniach, z każdej biorąc to, co najlepsze. W lodówkach znajdziemy sporo dań gotowych, które wystarczy podgrzać w kuchence mikrofalowej. Ten gest doceniają bankowcy, wpadający tu w porze śniadaniowej i obiadowej.

Problemy są, jak wszędzie. Mieszkańcy starych komunalnych kamienic, a tych nie brakuje na poznańskiej starówce, to specyficzna klientela. Niektórzy lubią wpaść na zakupy i wyjść nie płacąc. Okoliczne murki oblegają amatorzy taniego wina. W Żabce zaopatrywali się regularnie, do czasu, aż placówka wycofała ze sprzedaży ich ulubione trunki. Odbyło się to dzięki interwencji Katarzyny Jankowiak, która nie jest typem biernej ajentki. – Centrala zgodziła się na wycofanie z oferty tanich win, choć należą one do grupy produktów obowiązkowych. W ich miejsce wprowadziłam więcej win markowych i wyrobów luksusowych, np. bombonierek, choć nie ma wymogu ich zamawiania – opowiada ajentka Żabki. Za najsłabszą stronę sklepu uważa jego niewielką powierzchnię. – Gdyby było tu więcej miejsca, to nie miałabym żadnego problemu z jego zagospodarowaniem – rozmarza się.

Dla „tipsiary” nie ma pracy

– Największą wartością mojej Żabki są dziewczyny, które tu pracują. Latami budowałam ten zespół, wiele razy sparzyłam się na ludziach, ale teraz mogę sobie tylko pogratulować kadry. Sprzedawczynie są kulturalne, pracowite, schludnie ubrane – opowiada detalistka. Zatrudnia cztery osoby: pani Jola, kierowniczka, pracuje od dziewięciu lat, wszystkiego dopilnuje, zawsze można na nią liczyć. Pani Henryka jest starsza, ale tyle w niej werwy, że klienci tęsknią, gdy idzie na urlop. Szefowa ceni ją za pracowitość, uczciwość, zaangażowanie. Pani Asia – atrakcyjna, roześmiana, a przy tym bardzo pracowita. Sprawia, że na zakupy chętnie wpadają tu mężczyźni. Jest jeszcze pani Monika – zasadnicza i zorganizowana. Nikt tak, jak ona nie posprząta biura szefowej. – Nie wyobrażam sobie, żeby pracowała tu dziewczyna z tipsami na pół metra, która brzydzi się dotknąć mopa. W sklepie spożywczym nie ma miejsca dla takich ludzi – mówi ajentka. Pracownice są lojalne i oddane, więc pani Katarzyna odpłaca im tym samym. Przede wszystkim tu się nie dźwiga – gdy przychodzi dostawa, czyli w poniedziałki, środy i piątki, towar rozładowuje wynajęty do tego zadania mężczyzna.

Co miesiąc premia

W poznańskiej Żabce pracownice mogą liczyć na dodatkowe pieniądze – jeśli oczywiście wywiązują się należycie ze swoich obowiązków. I nie są to symboliczne kwoty, a 400-500 zł. W sklepach poznańskiej sieci premia zależy od tego, jak placówka wypadnie w tzw. Arkuszu Ocen Marketu. Co miesiąc sklep oceniany jest pod kątem czystości sali sprzedaży, dostępności cenówek, dat ważności towarów, blokowego układu towarów na półkach, zachowania zasad planogramu, jakości obsługi itp. Placówki odwiedza też tajemniczy klient. Co miesiąc Żabka przy Wielkiej wypada bez zarzutu. – Nasz sklep odwiedza ponad tysiąc klientów dziennie, więc jest co robić – mówi Katarzyna Jankowiak. Pytana, jakiej nagrody życzyłaby sobie od sieci, jeśli jej Żabka wygra w konkursie Market Roku, odpowiada: – Przydałyby się ekstra pieniądze, bo mogłabym podzielić się nimi z dziewczynami w podziękowaniu za ich ciężką pracę.

 





 













Anna Krężlewicz-Terlecka

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.