25.06.2014/14:05

Kotlet na tacce kontra fasolka w słoiku

Wąska i mało zróżnicowana oferta to główna przyczyna stagnacji na rynku dań gotowych. Po części to wina samych konsumentów, deklarujących przywiązanie do tradycyjnych smaków. A te jakby się przejadły. Czy segment dań oferowanych na tackach MAP pomoże odwrócić negatywny trend?

W polskich chłodziarkach półki zdominowane są przez nabiał. Na Zachodzie, np. w Wielkiej Brytanii, też jest on ważny, ale drugą tej samej wielkości chłodziarkę wypełniają w całości dania gotowe. W sałatkach, daniach obiadowych (od tradycyjnej kuchni angielskiej z szeroką ofertą zapiekanek, tzw. „pies”, przez dania hinduskie, chińskie, „light”, wegetariańskie, po produkty dla diabetyków) jest taki wybór, że można by przez dwa miesiące codziennie jeść inną potrawę. A przecież dochodzą jeszcze wyłożone w zamrażarkach różne dania mrożone, kanapki dostępne w kąciku gastronomicznym czy impulsowe saszetki z „zalewajkami” wyłożone przy kasach.

Dlaczego w Polsce oferta dań gotowych wciąż jest tak relatywnie uboga, skazując amatorów takich smaków na jakieś sześć do dziesięciu pozycji, będących wariacjami na temat fasolki po bretońsku, pulpetów (również skąpanych w sosie pomidorowym) czy flaków? Producenci przyznają, że ubogi asortyment to spora wada kategorii, ale jakoś nie widać innowacji, mających skierować ten rynek na nowe tory.

Trudno się temu dziwić, skoro konsumenci niezmiennie deklarują, że chcą spożywać te tradycyjne dania – fasolki, pulpety, flaki. To wyroby od lat oferowane w słoikach, choć rynek opakowań poszedł do przodu, co widać przede wszystkim w segmencie tacek – więc producenci na nich właśnie budują portfolio. I robi się błędne koło.
Sprawy nie ułatwia fakt, że kategoria dań gotowych jest oparta na impulsie – klient wchodzi do sklepu i dopiero tam decyduje, co kupi, by zaspokoić głód. A nic tak nie odbiera apetytu, jak monotonia na talerzu. W dodatku słoik nie jest poręczny – trzeba przełożyć potrawę do naczynia, podgrzać ją, przełożyć na talerz, pozmywać... Nic dziwnego, że z daniami gotowymi wygrywają więc różnego rodzaju snacki i przekąski, choćby mocno promowane przez producentów wędlin kabanosy.

Jakie powinno być danie gotowe? – Smaczne, kompletne, estetycznie podane, w funkcjonalnym opakowaniu, które można zastosować w specjalistycznym automacie vendingowym, czy włożyć do mikrofalówki – mówi Zdzisław Müller z firmy Right Target, która rozwija sprzedaż dań gotowych poprzez sieć maszyn vendingowych wstawianych do biurowców, zakładów pracy czy call centers.

Podkreśla, że aby potrawa była smaczna, jej cena musi być zoptymalizowana, bo dania gotowe konkurują z ofertą firm cateringowych. – Trudno jednak oczekiwać, że kupując słoik z daniem mięsno­‑warzywnym za 5,50 zł, otrzymamy wysokiej jakości produkt. Przy tak niskiej cenie jest to niemożliwe – wskazuje Müller.

Oferta w prowadzonej jego sieci automatów obejmuje 27 propozycji przygotowywanych bez konserwantów i oferowanych na plastikowych tackach. Za taki podgrzany obiad (mięso, ziemniaki i surówka) z dołączonymi sztućcami klient płaci poniżej 10 zł. Na świecie w ten sposób rozwija się teraz sprzedaż dań mrożonych. U nas to na razie melodia trudnej do określenia przyszłości.

(ATE)

Wiadomości Handlowe, Nr 6-7 (136) Czerwiec - Lipiec 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.