13.04.2014/18:20

Limito podsyci apetyt na łososia

Rozmowa z Mirosławem Orzołem, prezesem firmy Limito

Polska jest w światowej czołówce, jeśli chodzi o spożycie mięsa na osobę. Jakie perspektywy ma w tak mięsożernym kraju branża rybna?
Branża rybna w Polsce rozwija się całkiem dobrze, jednak duża część produkcji kierowana jest na eksport. Wśród konsumentów zmienia się świadomość, na co wpływ ma m.in. coraz większa dostępność produktów rybnych, szczególnie świeżych. To dobrze rokuje na przyszłość. Szczególnie zauważalne są działania dyskontów, które 2­‑3 lata temu mocno postawiły na segment świeżych ryb w zmienno wagowych opakowaniach MAP. Limito było jednym z pierwszych dostawców łososia w tej postaci. Klienci chętnie wybierają produkty zapakowane w MAP, ze względu na możliwość wyboru odpowiedniej wielkości oraz na gwarancję świeżości, którą daje hermetyczne pakowanie. Jako producent i jeden z prekursorów takiego rozwiązania zamierzamy mocno rozwijać się na tym polu, wierzymy w tę kategorię.

Czy Polacy jedzą z roku na rok więcej ryb?
Wręcz przeciwnie, konsumpcja ryb w naszym kraju od kilku lat nieznacznie, ale spada. Wyjątkiem jest łosoś, w przypadku którego od kilku lat odnotowujemy dynamiczny wzrost spożycia. Widać, że Polacy coraz większą uwagę przywiązują do jakości ryb, które kupują. Po boomie, jaki mieliśmy kilka lat temu na ryby, takie jak panga czy tilapia, przyszedł czas na łososia. My oferujemy produkty najwyższej jakości, które mają spełnić oczekiwania prawdziwych smakoszy tej ryby. Rośnie też spożycie pstrąga oraz dorsza, przez długi czas zapomnianego, a obecnie powracającego na stoły. Limito specjalizuje się w łososiu, zajmujemy się też pakowaniem świeżych pstrągów czy dorszy.

Jako kraj liczymy się w produkcji i przetwórstwie ryb?
Zdecydowanie tak. W Polsce mamy ponad 250 zakładów przetwórczych, które w ubiegłym roku wyprodukowały 400 000 ton gotowych przetworów rybnych. Polska jest też największym w Europie eksporterem łososia z Norwegii, z której w ubiegłym roku sprowadzono aż 125 000 ton. Większość polskich firm zajmujących się przetwórstwem łososi jest nastawionych na eksport, na rynek krajowy trafia ułamek produkcji. Tak jest i w naszym przypadku, ale chcemy wzmocnić obecność na rodzimym podwórku. Za granicą mamy mocną pozycję. Eksportujemy głównie do Niemiec i Francji, ale także do Włoch, a nawet do Australii, Japonii czy Libanu. Naszymi odbiorcami są renomowane niemieckie sieci, jak Edeka, Norma czy Aldi, który – choć jest hard dyskontem – dba o wysoką jakość oferowanych wyrobów.

Skąd pochodzą łososie, których obróbką zajmują się polskie firmy?
Z hodowli w Norwegii, Chile, Szkocji, Anglii, Irlandii i Kanadzie. W naszej fabryce wykorzystujemy wyłącznie łososie z Norwegii, ze względu na wysokie standardy, jakie spełniają tamtejsze hodowle. Łosoś norweski to gwarancja jakości i smaku.

Skupiacie się na łososiu?
To nasz flagowy surowiec, celujemy w półkę premium. Poszerzamy ofertę o nowości, wchodzimy w nowe kategorie. W marcu wprowadziliśmy cztery produkty z kategorii premium, na które składa się łosoś z różnymi rodzajami marynaty – z pieprzem kolorowym, pesto z serem, marynatą pomarańczową oraz łosoś marynowany Slow food. Jako pierwsi w Polsce zastosowaliśmy w tych produktach sól morską, zamiast soli kuchennej. Budujemy dystrybucję, podpisaliśmy umowy z Almą, Marcpolem, Carrefourem, Tesco, kończymy negocjacje z Piotrem i Pawłem oraz kilkoma innymi operatorami. Indywidualni konsumenci mogą kupić te produkty również w ramach tzw. zakupów grupowych w serwisie Gruper.

Tradycyjny handel mniej was interesuje?
Też chcemy w nim być, prowadzimy rozmowy. Na półce z wędzonym łososiem czuć stagnację – producenci proponują podobne, niczym nie wyróżniające się wyroby. Konsumenci szukają nowych, „zdrowych” smaków, a branża rybna nie do końca potrafi odpowiedzieć na te potrzeby. Sami niebawem zaproponujemy niespotykany na polskim rynku produkt z kategorii przekąsek. Nie zdradzę szczegółów, by nie psuć niespodzianki. Mamy też kilka innych ciekawych projektów, nad którymi pracujemy.

Branża nie pali się do promowania ryb, a jak promuje, to nieprzekonująco. Będziecie sami dźwigać ciężar, a inni będą spijać śmietankę?
To prawda, przez ostatnie dwa lata byliśmy jedynym z niewielu producentów, który niósł marketingowo tę kategorię. Problem polega na tym, że sieci handlowe sprowadziły łososia do grupy produktów, którymi wabią klientów, a więc marże są maksymalnie niskie. Trudno więc mówić o dużych inwestycjach czy budżetach marketingowych. Stąd roszady w portfolio i wprowadzanie produktów premium. Nadal będziemy obecni w segmencie mrożonych ryb premium, w ramach którego proponujemy np. polędwicę marynowaną, którą od razu po wyjęciu z opakowania można włożyć do piecyka, czy steków marynowanych, idealnych na grilla. Stawiamy na jakość i różnorodność.

Na co powinien zwracać uwagę sprzedawca, który ma ambicję oferować klientom ryby dobrej jakości?
Na kolor i strukturę mięsa. Łosoś, który jest blady, najprawdopodobniej wcześniej był mrożony, jeśli dodatkowo mięso po naciśnięciu się rozpada, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że produkt został nastrzyknięty solanką. Wprawdzie łosoś to nie szynka, nie można go tak mocno naszpikować, ale są kolosalne różnice w jakości, wynikające z nastrzykiwania lub jego braku. Natomiast idealny produkt jest solny na sucho, bez nastrzykiwania, cięty na świeżo, wcześniej nie mrożony. Można go poznać po intensywnym, równomiernym kolorze oraz sprężystej strukturze. Takie właśnie są produkty marki Limito. Łosoś tak przygotowany może nie należy do najtańszych, ale do klienta należy wybór: jakość i smak albo niska cena. Mówiąc wprost, dobrego łososia wędzonego nie kupimy po 50 zł/kg. Trzeba wydać dwa razy więcej.

W tym roku mija dziesięć lat, odkąd Limito rozpoczęło działalność w Polsce. Co było najważniejszym wydarzeniem w życiu firmy?
Ukończona dwa lata temu budowa fabryki w Grudziądzu, którą śmiało można określić jako jeden z najnowocześniejszych zakładów przetwórstwa rybnego w Europie. Zajmujemy się tam obróbką ryb, głównie świeżego łososia. Jest on na miejscu filetowany, porcjowany, wędzony, a następnie, w postaci zamrożonej wysyłamy go kontenerami w najdalsze części świata. Dzięki tej inwestycji z firmy typowo handlowej staliśmy się przedsiębiorstwem produkcyjno­‑handlowym, zaistnieliśmy na globalnym rynku, podejmując szereg wyzwań biznesowych, o których wcześniej nie mogliśmy nawet marzyć.

Anna Terlecka

Wiadomości Handlowe, Nr 4 (134) Kwiecień 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.