12.03.2013/11:07

Marki własne rosną w siłę

Większość dużych sieci handlowych zapowiedziała, że będzie systematycznie poszerzać asortyment marek własnych. Ma to być jeden ze sposobów na walkę z kryzysem. Najwymowniejszym wyznacznikiem rynkowych zmian są delikatesy Alma, które pod koniec ub.r. otworzyły w Warszawie sklep dedykowany swojej marce własnej Food & Joy.

Czy takie produkty zaczną zajmować na półkach miejsce mniej popularnych brandów – przede wszystkim ze średniej półki cenowej?

ZA 

Artykuły private labels coraz skuteczniej rywalizują z markowymi produktami. W moim Odido hitem sprzedażowym, ze względu na niską cenę, jest ARO. Coraz lepiej rotują też produkty ze znaczkiem Fine Food, stale promowane przez Makro. To ogólny trend, że w gazetkach, a nawet w telewizyjnych reklamach sieci handlowych, pojawia się coraz więcej produktów marek własnych. Podam wymowny przykład: jednym z warunków przystąpienia do franczyzy Carrefour Express jest zatowarowanie sklepu w ponad 300 indeksów ich marki własnej. Sieci naciskają, żeby wprowadzać takie produkty, bo marże na nich są duże. Średnia marża w moim sklepie to 21 proc. Na produktach marek własnych mam zazwyczaj 30 proc. i więcej. W przypadku tych wyrobów klientowi trudno bowiem porównać cenę, a produkty markowe może sprawdzić w większości sklepów. Dlatego uważam, że artykuły private labels, dzięki relatywnie dobrej jakości i atrakcyjnej cenie, będą w przyszłości coraz mocniej kanibalizować produkty markowe. Potentatom, typu Coca­‑Cola, Knorr czy Winiary, nie zagrożą nigdy. Ale słabe i gorzej rozpoznawalne brandy będą systematycznie wypychane z półek przez marki własne. Proces ten musi postępować, bo mamy kryzys – ludzie oszczędzają na jedzeniu i szukają tańszych zamienników. W swoim Odido mam 3300 SKU, z czego na private labels Makro przypada już 350 indeksów.





PRZECIW

Wiem, że coraz więcej sieci handlowych wprowadza do sprzedaży marki własne, ale nie uważam, żeby ten asortyment był warunkiem niezbędnym do osiągnięcia sukcesu. Razem z mężem prowadzimy sklep od 10 lat i nigdy nie mieliśmy w ofercie produktów private labels. Bez nich placówka też może funkcjonować i to nawet dobrze, bo Sieć 34, do której należymy, wytypowała nasz sklep do udziału w konkursie Market Roku 2013. Gdybyśmy nie osiągali dobrych wyników, nie wybrano by nas spośród ponad 1000 innych placówek. Sama nigdy nie kupowałam i nie używałam w domu produktów marek własnych, bo wszystkie zakupy robię w swoim sklepie. Choć w Sieci 34 są dostępne jakieś wyroby private labels, nie interesuję się nimi. To zdecydowanie nie jest asortyment dla moich klientów. Prowadzimy mały sklep na obrzeżu miasta, na osiedlu domków jednorodzinnych. Mieszkający tu zamożniejsi ludzie, nie są tak wrażliwi cenowo i na zakupach szukają przede wszystkim najpopularniejszych brandów oraz wyrobów premium, do których mają zaufanie. W naszym sklepie, oferującym około 4000 SKU, marki własne nie mają racji bytu, podobnie jak mniej znane brandy. Produkty private labels nie zagrożą markowym tak długo, jak będą klienci przedkładający gwarancję jakości nad cenę. A tych raczej nie zabraknie.



Wiadomości Handlowe, Nr 3 (123) Marzec 2013

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.