13.04.2014/22:16

Metamorfoza sklepu po wejściu do sieci

W Widełce zmieniło się wszystko, w Nieżywięciu tylko logo i nazwa sklepu. Różne są drogi wchodzenia detalistów pod znany szyld.

Sklep w Widełce, należący do kolbuszowskiej Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu „Samopomoc Chłopska”, prowadzony był według standardów typowych dla wczesnych lat 90. – sprzedaż zza lady, proste regały, a na nich ograniczony asortyment. Raz na jakiś czas przyjeżdżał przedstawiciel handlowy producenta, u którego panie zamawiały towar na zasadzie „tego pięć sztuk, a tego ze dwie”. Stany magazynowe sprawdzały wzrokowo. Tak było dopóki placówka nie weszła do franczyzy Groszka.

Nikt nikogo nie zmusza
Przez pierwsze kilka miesięcy klienci wychodzili ze sklepu, żeby sprawdzić, czy nie pomylili drzwi. I też mieli problem, bo budynek wprawdzie się zgadzał, ale witryny oklejono groszkowymi motywami. Wewnątrz zmieniło się wszystko oprócz posadzki. Przede wszystkim ladę zastąpiła samoobsługa, a kartkę i długopis – system komputerowy, pomagający składać zamówienia i kontrolować stany magazynowe. Oczywiście przedstawiciele handlowi wciąż odwiedzają placówkę, ale większość zamówień składanych jest elektronicznie, przez e­‑hurtownię. Efekt: 100­‑proc. wzrost obrotów, choć trzeba przyznać, że przyczyniło się do tego również wydłużenie godzin pracy. Sklep pracuje w godzinach 6­‑21 (wcześniej 7­‑18).
Powitanie klienta wzrokiem, a najlepiej uśmiechem, wcześniej zdarzało się sporadycznie. Teraz jest na porządku dziennym. To efekt szkoleń, podczas których personel miał także okazję poznać podstawowe zasady merchandisingu, np. na jakiej wysokości umieszczać towar w zależności od kategorii.
Stefan Batory, prezes Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu „Samopomoc Chłopska” w Kolbuszowej, chwali współpracę z Groszkiem. – To w dużej mierze kompromis, bo działamy w oparciu o miękką franczyzę. Nikt nam nie narzuca swojej woli, do niczego nas nie zmusza – mówi. Jako przykład przytacza lokalizację stanowiska z pieczywem. – Zgodnie z obowiązującymi w handlu standardami, pieczywo powinno być jak najdalej od wejścia. Jednak, żeby uszanować potrzeby i zwyczaje starszych ludzi, uznałem, iż stoisko będzie bliżej – dodaje prezes.

Wzrost obrotów dzięki gazetce
Gdy zlokalizowany w Nieżywięciu sklep Katarzyny Znajmieckiej wchodził do Groszka, był już samoobsługowy. Właścicielka zlikwidowała ladę i wprowadziła koszyki, kiedy przejmowała placówkę po ojcu. Zmiany ograniczyły się więc do nowej witryny, okleiny w oknach, doszło podświetlone logo. Po wejściu do sieci obroty na produktach spożywczych wzrosły o 5 proc. – To w główniej mierze zasługa gazetki promocyjnej i lepszych cen – mówi Znajmiecka. Szerokość asortymentu się nie zmieniła, tylko więcej dostaw realizowanych jest przez Eurocash, kosztem innych hurtowni. Doradca Groszka odwiedza sklep co dwa tygodnie, częściej kontaktuje się telefonicznie, informując o sprawach ważnych dla placówki, np. o nowych promocjach. Kiedy jest na miejscu, sprawdza ceny – czy nie odbiegają od tych z gazetki. Interesują ją głównie towary z listy top 20. – Jest to oczywiście pewien rodzaj kontroli, ale ja odbieram ją bardziej jako pomoc – dodaje właścicielka.

Miękka franczyza to kompromis
Krzysztof Ziobrowski zrezygnował z prowadzenia sklepu na własną rękę, kiedy zauważył, że Polacy zaczynają bardziej doceniać placówki działające pod rozpoznawalnym logo. Wtedy postanowił, że na jego sklepie też pojawi się taki szyld. Padło na Groszka. Jako alternatywę miał twardą franczyzę, ale – jak twierdzi – nie cierpi, gdy ktoś mu wszystko narzuca. – Z perspektywy dziesięciu lat mogę powiedzieć, że Groszek dał mi wiele, ale dużo musiałem i wciąż muszę robić sam. Samo logo nie wystarczy. Nigdy nie było tak, że czekałem aż franczyzodawca poda mi coś na tacy. Dziwię się ludziom, którzy idą do sieci z myślą, że ona poprowadzi za nich sklep. To błędne rozumowanie – mówi Krzysztof Ziobrowski, właściciel Groszka w Gorliczynie. We współpracy partnerów franczyzowych zdarzają się czasem zgrzyty, ale właściciel traktuje je jako coś naturalnego. – Wiem, co dostaję i czego mogę się spodziewać. Nigdy się nie wkurzyłem do tego stopnia, żebym chciał porzucić sieć – dodaje Ziobrowski. (HUW)

Wiadomości Handlowe, Nr 4 (134) Kwiecień 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.