26.06.2013/00:01

Miasto oblężone przez dyskonty

Miesięczny zysk sklepu spożywczego działającego przy jednej z głównych ulic Raciborza wynosi 200 złotych netto. Słownie: dwieście.

Zanim w mieście pojawiły się dyskonty, właścicielka zatrudniała trzy ekspedientki, jednak – w miarę rozrastania się taniej konkurencji – musiała jedną po drugiej zwolnić. Od kiedy w bezpośrednim sąsiedztwie ma dwie Biedronki i Netto, sama stoi za ladą. Gdyby nie poważna choroba, uniemożliwiająca znalezienie pracy, zrezygnowałaby z prowadzenia sklepu i poszła gdzieś, choćby na ćwierć etatu. – Może dla kogoś 200 zł to śmieszna suma, ale nie dla mnie – mówi właścicielka, prosząc o niepodawanie nazwiska. Sklepu jeszcze nie likwiduje, bo dzięki niemu ma zajęcie i świadczenia. Jednak nie wyobraża sobie przyszłości w tej branży. – Ja i moje środowisko jesteśmy pewni, że rodzimy handel w Raciborzu niedługo umrze – dodaje.

Dlaczego Racibórz?

Nie ma przesady w stwierdzeniu, że w mieście królują dyskonty. Przy Opawskiej, jednej z głównych handlowych ulic Raciborza, odległość z Netto do Biedronki to mniej niż sto metrów (oba sklepy sąsiadują z hipermarketem E.Leclerc). Kilka ulic dalej zainstalowały się Biedronka i Lidl, które dzieli podobny dystans. W okolicy jest jeszcze, aspirujący do miana dyskontu, Kaufland. – Kaufland jest najlepszy, na drugim miejscu umieściłabym Biedronkę – ze względu na dobre owoce. Netto wypada najsłabiej. Na temat Lidla nie mam wyrobionego zdania – mówi Lidia Wolska, mieszkanka Raciborza. Liczebna przewaga dyskontów nad innymi placówkami handlowymi rzuca się mieszkańcom w oczy, ale nie przeszkadza. Przeciwnie, odkąd w mieście pojawiła się tania zagraniczna konkurencja, polskie sklepy poprawiły ceny i obsługę. Na pytanie, dlaczego to właśnie Racibórz został dyskontowym „rekordzistą” Polski, po namyśle kobieta odpowiada: – Nie różnimy się przecież od ludzi w innych polskich miastach. Nie jesteśmy ubogim regionem, choć najbogatszym też nie. Może chodzi o to, że sklepy te obsługują także klientów z pobliskich miejscowości, jak Sudół, Borucin, Bojanów, Rudnik – wylicza Lidia Wolska.

Odpowiedź łatwiej przychodzi Jerzemu Kowalikowi, właścicielowi mieszczącego się naprzeciwko Netto przy ul. Opawskiej sklepu Pod Arkadami. – Winny jest prezydent, że na to pozwala. Jeszcze jeden market nie skończy się budować, a już powstaje następny. W ciągu ostatnich dwóch lat upadło dziesięć sklepów. Jak na Racibórz, to katastrofa – mówi Jerzy Kowalik. On też musiał zwolnić ekspedientkę. Wychodzi na swoje, bo jest właścicielem lokalu, co obniża koszty. Ponadto wyspecjalizował się w domowych ciastach, którymi przyciąga klientelę.

Słaby głos drobnych kupców

O tym, że władze miasta powinny przeciwdziałać niekontrolowanej ekspansji sieci dyskontowych, przekonani są także inni raciborscy kupcy. Chcieli w tej sprawie iść do prezydenta, jednak zanim się zorganizowali, spora część z nich zbankrutowała. Tym, którzy zostali, zabrakło odwagi albo siły przebicia i inicjatywa została pogrzebana. Być może tak by się nie stało, gdyby wybrali jedną osobę koordynującą działania. – W końcu nikt nie poszedł, ale nie sądzę, że udałoby nam się coś uzyskać. Prezydent nie dba o rodzimy handel. Udowodnił to – mówi właścicielka sklepu, która również chce pozostać anonimowa. Na rozkręcenie placówki pieniądze pożyczyła od ojca. – Dostałam trzydzieści tysięcy, które tata zarobił w Norwegii. Jestem zobowiązana oddać mu te pieniądze. Tylko jak? Radziłam sobie, kiedy obok były dwie Biedronki, ale rok temu pojawiła się trzecia i utargi przestały wystarczać na pokrycie kosztów. Za chwilę upadnę, lokal znowu zostanie pusty, a ja nie wiem, co będę dalej robić – martwi się młoda kobieta.

Kiedyś raciborskie zakłady dawały pracę setkom osób, teraz – jak mówią mieszkańcy – to wioska. Wielu młodych ludzi, korzystając z bliskości południowej granicy, pracuje w Austrii (bliżej stąd do Wiednia niż do Warszawy), cześć jeździ na zarobek do Niemiec. Co dwa tygodnie wracają i zaopatrują się... w dyskontach.

Władza dostrzega problem

– Dostajemy sygnały z rynku, że coraz trudniej prowadzi się działalność gospodarczą w drobnym handlu. Mówią też o tym radni na sesjach, nie ma natomiast żadnych formalnych protestów. Przyznaję, choć są to tylko odczucia niepoparte żadnymi badaniami, że nadreprezentacja dyskontów jest dla miasta pewnym problemem. Tyle że w naszej ocenie równie ważny wpływ na drobny handel mają hipermarkety, jak Auchan, E.Leclerc czy Kaufland – mówi Mirosław Lenk, prezydent Raciborza. I dodaje: – Samorząd ma ograniczone możliwości wpływania na rozwój dyskontów, ponieważ te placówki, zazwyczaj o powierzchni mniejszej niż 2000 mkw., nie podlegają pod ustawę o sklepach wielkopowierzchniowych i lokalizowane są przede wszystkim na działkach prywatnych. Ponadto – zdaniem prezydenta – dyskonty wcale nie opanowały całego handlu w mieście. – W Raciborzu dobrze funkcjonują sklepy sieci Novex, jest dużo PSS‑ów, które mają wielu klientów. Działa tu także wiele sklepów osiedlowych, których pozycja, ze względu na specyfikę osiedlowego handlu, jest niezagrożona przez takie szyldy, jak Lidl, Netto, Aldi czy Biedronka – mówi Mirosław Lenk.

Miasto korzysta z dwóch instrumentów organizacji handlu i usług. Jednym z nich jest plan przestrzennego zagospodarowania, w którym nie dopuszcza się lokalizacji inwestycji wielkopowierzchniowych w centrum, bądź wpisuje się ograniczenia, typu wysokość i rodzaj zabudowy (np. nie można budować blaszaków czy sklepów parterowych). Drugi instrument stanowi polityka czynszowa, pośrednio wpływająca na ceny najmu lokali prywatnych. Miasto stosuje czynsze na poziomie od 7 do 14 zł za metr kwadratowy.

Działający od lat 80. minionego wieku sklep Pod Arkadami Jerzego Kowalika jeszcze zarabia. Dzięki niskim kosztom, domowym ciastom i stałym klientom, którzy przychodzą albo z przyzwyczajenia, albo dlatego, że czują się zagubieni w nowoczesnych marketach. Co będzie, gdy ich zabraknie? – Gdyby ktoś zaproponował mi pracę za 2000 zł miesięcznie, to jeszcze dziś zamykam interes – przyznaje detalista.


Racibórz
- 56 000 mieszkańców
- największa w Polsce koncentracja sklepów dyskontowych
- 11 dyskontów (8 Biedronek, po jednym sklepie sieci Aldi, Lidl i Netto)
- 5100 osób na jeden dyskont
Źródło: Market Side


Hubert Wójcik

Wiadomości Handlowe, Nr 6-7 (126) Czerwiec - Lipiec 2013

 

 

 

 

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.