17.08.2016/13:22

Nadchodzi bezgotówkowa rewolucja

Informacje z kasy fiskalnej mają być niebawem wysyłane przez internet bezpośrednio do skarbówki, co ma usprawnić kontrolę i ograniczyć nadużycia. Mowa o tzw. centralnym rejestrze paragonów – jednym z pomysłów rządu na walkę z szarą strefą. 

Szacuje się, że wprowadzenie takiego rozwiązania może przynieść budżetowi państwa rocznie około 6,5 mld zł oszczędności. Podobne projekty wdrożono już na Węgrzech, w Chorwacji, Turcji i Bułgarii. Nowe kasy miałyby zacząć działać w 2017 roku, a system w pełni powinien ruszyć w 2018 lub na początku 2019 roku. Wydatki na wprowadzenie rejestru (m.in. uruchomienie serwera do zbierania danych i specjalnego systemu do ich analizy) szacowane są na 370 mln zł.

Do kieszeni będą też musieli sięgnąć właściciele sklepów – na jedną nową kasę, współpracującą z systemem, trzeba będzie wydać nawet 2000 zł. Ministerstwo Rozwoju uspokaja, że dla przedsiębiorców przewidziano ulgi na zakup kas i możliwość odliczenia VAT-u. Wymiana urządzeń i przygotowanie technologii są niezbędne, ale równie ważna jest popularyzacja rozwiązania wśród detalistów i konsumentów. Część sprzedawców szybko przestawi się na nowy system, innych trzeba będzie do tego zachęcić. Wiceminister rozwoju Tadeusz Kościński nie wykluczył w rozmowie z „Wiadomościami Handlowymi” tego, że rząd zaproponuje preferencyjną stawkę podatku VAT dla przedsiębiorców stosujących e-paragony (cyt. „trzeba policzyć, czy dzięki oszczędnościom płynącym z cyfryzacji byłoby nas na to stać”).

Zachęty zachętami, ale problemem może być sam transfer danych, bo tysiące niezależnych wiejskich sklepów jest nieskomputeryzowanych i nie ma dostępu do internetu. Jak z tym problemem poradzi sobie resort finansów? I czy w ogóle będzie chciał się tym zająć? Czy nowy pomysł nie spowoduje fali upadłości sklepów prowadzonych przez starsze osoby? Handel nie kończy się na rogatkach Warszawy, Krakowa czy Poznania. Miałem w tym roku przyjemność odwiedzenia przepięknych Mazur i tam na dziewiczej mazurskiej wsi spotkałem kilkanaście sklepów, wyposażonych w kasy fiskalne, ale oczywiście stacjonarne, a nie systemowe, zapewne pamiętające wczesnego Gierka. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, żeby taka placówka, jak na zdjęciu, i jej właściciel byli w stanie sprostać wymogom cyfryzacji. A wiejskie sklepy to też jest handel. Mają one niejednokrotnie dla miejscowej społeczności ogromne znaczenie – są miejscem, w którym można opłacić rachunki, nadać paczkę, wypełnić kupon totolotka czy najzwyczajniej w świecie spotkać się i porozmawiać ze sprzedawcą czy sąsiadem.

Żeby była jasność: kibicuję rządzącym, gdy walczą z szarą strefą, a co za tym idzie – z nieuczciwą konkurencją. Popieram lwią część z artykułowanych ostatnio pomysłów na uszczelnienie systemu podatkowego. Mam tylko prośbę do decydentów, żeby – zanim wyprodukują jakikolwiek akt prawny dotyczący cyfryzacji handlu – odwiedzili przynajmniej kilka sklepów na głębokiej prowincji i dłużej porozmawiali z ich właścicielami. Od nikogo nie dowiedzą się więcej niż od praktyków.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.