07.07.2014/22:06

Nie zmarnuj sezonu

Latem liczba klientów sklepów w miejscowościach wypoczynkowych rośnie kilkunastokrotnie. Ale do ich obsługi potrzeba trzy razy więcej ludzi.

Zatrudnienie to największy problem właściciela sklepu w polskim kurorcie. Chętnych wprawdzie nie brakuje, ale wyłuskanie kilku odpowiednich osób jest niezwykle trudnym zadaniem. W sezonie potrzeba głównie dodatkowych kasjerów­‑sprzedawców oraz pracowników do wynoszenia towaru z magazynu i układania na półkach. Z kasjerami jest ten problem, że zanim zasiądą za kasą, trzeba ich przeszkolić, co zajmuje 3­‑4 dni. Z kolei personel do uzupełniania półek nie wymaga większego przeszkolenia, ale tu łatwiej można trafić na kogoś, kto nie nadaje się do pracy w sklepie (czego od razu przecież nie widać). – Taka osoba porusza się między magazynem a salą sprzedaży jak mucha, którą ktoś spryskał środkiem owadobójczym – mówi Robert Gołaś, właściciel kołobrzeskiego Groszka. Zatrudnienie pracownika, który nie radzi sobie z utrzymaniem porządku na półce to dla sklepu strata nie do odrobienia. Pieniądze przeciekają wówczas przez palce, bo w sezonie każdy dzień jest na wagę złota. I nie chodzi tylko o to, że źle wyeksponowane produkty nie trafią do koszyka – sprawa jest poważniejsza: brak towaru na półce zniechęca klientów, którzy idą do konkurencji (zazwyczaj kilka kroków dalej). A z wakacyjnym klientem często jest tak, że jeśli spodoba mu się jakiś sklep, robi w nim zakupy do końca pobytu. Dlatego jeden błąd może dużo kosztować.

Zatrudnianie dodatkowego personelu zaczyna się w czerwcu i przebiega stopniowo. W lipcu i sierpniu liczba pracowników sezonowych jest największa, nieraz trzykrotnie przekracza stałe zatrudnienie, we wrześniu spada, żeby w październiku wrócić do wyjściowego poziomu.

Dziesięć razy lepiej

W wakacje rośnie sprzedaż całego asortymentu – od mięs i warzyw, po chemię gospodarczą. Jednak popyt na niektóre towary rośnie zaledwie o kilka procent, a na inne o kilkaset. Letnie hity to mięso na grilla, używki, napoje i słodycze. Oczywiście dostawy tych produktów powinny przychodzić częściej niż zwykle, co wymaga zmian organizacyjnych. Mięso, pieczywo, warzywa, bez względu na porę roku, dostarczane są codziennie, więc tu nic się nie zmienia. Ale codziennych dostaw wymaga także alkohol, który poza sezonem dowożony jest trzy razy w tygodniu. Od właściciela sklepu zależy, jak zaplanuje logistykę dostaw. Warto się do tego przyłożyć, bo jak pokazują historyczne dane sklepów w wakacyjnych miejscowościach, obroty rosną nawet dziesięciokrotnie. Tyle zyskują najlepsze placówki, znajdujące się w ciągach komunikacyjnych, np. przy drodze na plażę. Sklepy poza szlakami są w gorszej sytuacji. – Ludzie, którzy przyjeżdżają na wypoczynek, nie chcą szukać sklepu, a później tracić w nim czasu. Przyjechali wypocząć, pobyt kosztuje, więc pragną zrobić szybko zakupy i iść nad morze – mówi Robert Gołaś. Jego Groszek w wakacje nie ma problemów z dostawami. – Zaopatrzenie w Eurocashu działa perfekcyjnie, nie mogę mieć najmniejszych zastrzeżeń. Czasem pojawia się problem z zastawionym dojazdem przez samochody turystów, które w sezonie parkują dosłownie wszędzie. Ale dostawcy sobie z tym już radzą, dlatego nie ma to wpływu na ciągłość zaopatrzenia – dodaje detalista.

Chłodne lepiej się sprzedaje

Dużo sklepów w miejscowościach wypoczynkowych podnosi latem ceny. Dotyczy to głównie niezrzeszonych placówek. To praktyka, która, oprócz korzyści, przynosi także negatywny efekt. Odstrasza bowiem miejscowych klientów, którzy w sezonie omijają taki sklep z daleka. A zdarza się, że i po wakacjach wolą robić zakupy gdzie indziej. Ponadto, placówka, która przesadzi z podwyżką, może zostać „ukarana” utratą klientów na rzecz tych handlowców, którzy zadowolą się mniejszą marżą, licząc na większy obrót.

Kołobrzeski Groszek pracuje na stałych marżach, niezależnie od pory roku. W sprzedaży pomagają mu promocje i gazetka, w której w okresie letnim znajdują głównie towary najbardziej poszukiwane przez turystów.

Największym błędem, jaki detalista może zrobić w sezonie, jest nieprzestrzeganie zaproponowanych przez producenta zasad ekspozycji. Chodzi głównie o napoje (ale nie tylko). Niedobrze, gdy właścicielowi sklepu wydaje się, że na temat ekspozycji Coca­‑Coli wie więcej, niż merchandiser tej firmy. Efekt: wymieszane pojemności (bo szef chciał wyróżnić te, na których jest wyższa marża) piwo w lodówce obok napojów gazowanych. Bo chłodne lepiej się sprzedaje... To prawda, że latem lepiej się sprzedaje piwo z lodówki niż z półki, jednak pod warunkiem, że jest to lodówka z piwem. Jeśli piwo stoi obok Coca­‑Coli, zakłócona zostaje zasada przejrzystości ekspozycji. Czytelny układ w pionie i poziomie to podstawa, dlatego zamiast wystawiać pełną ofertę, lepiej ograniczyć asortyment lub ułożyć go zgodnie z zasadami. Rezultat będzie zaskakujący. 

(HUW)

Wiadomości Handlowe, Nr 6-7 (136) Czerwiec - Lipiec 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.