17.05.2014/21:37

Odbudowa sklepu po klęsce żywiołowej

W powodzi stracili dom i sklep. Niejeden by się załamał, ale nie Lejwodowie z Wilkowa. W pół roku odbudowali biznes, w dwa lata wyszli na prostą. Dziś ich placówka jest ładniejsza niż przed kataklizmem.

O Monice i Jacku Lejwodach, właścicielach Euro Sklepu o powierzchni 400 mkw. w Wilkowie, pisaliśmy w lipcu 2010 roku. Ich gmina była jedną z najbardziej poszkodowanych w powodziach, które tamtego lata przetoczyły się przez kraj. Zdjęcia zrozpaczonego Jacka Lejwody na tle zrujnowanej placówki obiegły czołówki gazet. W godzinę woda zabrała dom, sklep, towar. Czteroosobowa rodzina ledwo uszła z życiem.

Bez szans na kredyt



Przed katastrofą prowadzili wyróżniający się, świetnie zaopatrzony supermarket z dziewięcioosobową załogą. To był sklep, o którym opowiadali sobie przedstawiciele handlowi, zadziwieni, że w małym Wilkowie działa taka placówka. „Po” było jedno wielkie gruzowisko. Nie mieli dachu nad głową, stracili 350 000 zł w towarze i 200 000 zł w wyposażeniu. Do tego doszły długi za zniszczone produkty (około 50 000 zł), bo przecież nie wszystko kupowali za gotówkę. Oszczędności nie było, bieżące nadwyżki szły na doinwestowanie sklepu.

Ci, którzy widzieli rozmiar klęski, zakładali, że to koniec supermarketu Lejwodów. A oni od razu wiedzieli, że go odbudują. – W środku jeszcze stała woda, gdy mąż powiedział, że zrobi wszystko, by sklep wyglądał lepiej niż przed powodzią. I słowa dotrzymał – Monice Lejwodzie łamie się głos.

Nie występowali o kredyt, bo przecież bez zabezpieczenia i poręczycieli żaden bank go nie przyzna. Najpierw dostali 6000 zł standardowej zapomogi dla powodzian, z czego 2500 zł poszło na opłacenie składek ZUS, własnych i pracowników. Trzeba było też zapłacić kilkaset złotych za utylizację wędlin i konserw. Gmina finansowo ich nie wsparła, choć podatki odprowadzali niemałe – za samo zezwolenie na sprzedaż alkoholu płacili po 10 000 zł rocznie. Blisko 6000 zł zebrali detaliści zrzeszeni w sieci Euro Sklep. Pieniądze przywiozła ówczesna prezes Maria Kręcina.

Rzeczoznawcy przyznali 70 000 zł odszkodowania za dom. Większość tej kwoty poszła na odbudowę sklepu, więc mieszkali jak Spartanie. – Zimą temperatura w pokojach nie przekraczała 10°C, ale dzieci nie narzekały – podkreśla pani Monika.

Dobrze, że stracili wszystko

Tak, byli ubezpieczeni, ale nie od powodzi, bo rzeka przecież daleko. Dopiero co opłacili składkę na 50 000 zł od kradzieży towaru, częściowo ubezpieczyli wyposażenie sklepu. Pomyśleli, że warto się zabezpieczyć na wypadek, gdyby ktoś włamał się do placówki i ukradł z dziesięć butelek wódki.
Podpisując umowę, nie zdawali sobie jednak sprawy, że odszkodowanie należy się tylko przy pełnej szkodzie. Czyli, gdyby część towaru ocalała, nie dostaliby złamanego grosza. Zorientowali się dopiero, gdy przyszło do wypłaty odszkodowania. Dlatego Monika Lejwoda mówi, że szczęściem w tym całym nieszczęściu był fakt, iż stracili wszystko.

Sprzyjało im również to, że gmina była jedną z najbardziej poszkodowanych w kraju. Strumień pieniędzy, który popłynął na odbudowę domów, dróg, uprzątnięcie pól i sadów, oznaczał miejsca pracy dla bezrobotnych.

Lejwodowie skorzystali dwa razy – raz, że Powiatowy Urząd Pracy (PUP) opłacił dwóch robotników, którzy pomagali Jackowi odbudować sklep, dwa – gdy w grudniu 2010 roku placówka ponownie ruszyła, PUP oddelegował do pracy u nich osiem osób, też powodzian. Do października 2011 roku pensje tym pracownikom wypłacał urząd. Ci, którzy się sprawdzili, są w sklepie do dziś, oczywiście na normalnych zasadach.

Odbudowa trwała od lipca do listopada. Jacek pracował codziennie po kilkanaście godzin. Sam kładł tynki, płytki, obłożył ściany boazerią. Z otwarciem zdążyli przed Bożym Narodzeniem. Sklep nie był w pełni zatowarowany, ale klienci dopisali.

Monika Lejwoda dużo opowiada o ludziach, którzy im pomogli. Tomek Mąka, ówczesny szef hurtowni Tradis w Puławach, negocjował dla nich ceny i jak najdłuższe terminy płatności. Meble udało się kupić taniej dzięki zabiegom Jarka Sosnówki z Makro, pomogła też firma wyposażeniowa z Lublina.

Niektórzy już nie pracują w tych przedsiębiorstwach, one same też się pozmieniały – Tradis należy dziś do Eurocashu – ale Monika podkreśla, że za sprawą tamtych wydarzeń zawiązały się wyjątkowe relacje. Gdy ludzie z dawnego Tradisu w Puławach jesienią ub.r. założyli nową hurtownię, wiadomo było, że Lejwodowie będą zamawiać towar właśnie u nich. Nie skuszą się za to nawet na najlepsze oferty pobliskiej hurtowni, której właściciel tamtego feralnego lata bezwzględnie zażądał zwrotu 1200 zł za towar. Monika Lejwoda nie miała wtedy co do garnka włożyć, ale wysupłała ostatnie zaskórniaki i oddała. Teraz przedstawiciel handlowy hurtowni zagląda, przymila się, że sklep ładny i chętnie by coś do niego wstawił. Raczej nie ma szans.

Na ścieżce wzrostu

Za towar, który popłynął, rozliczyli się co do grosza. Poza ponurymi wyjątkami, nikt ich nie ponaglał. Długi, około 50 000 zł, spłacali w ratach. Systematycznie rosły obroty, przed kataklizmem wynoszące 400 000 zł miesięcznie.

W 2011 roku przyjechali letnicy. Było ich wielu, bo ludzie chcieli na własne oczy zobaczyć najbardziej poszkodowaną gminę w kraju. Długo stałymi klientami sklepu byli robotnicy uprzątający pola, nasadzający drzewa w sadach, odbudowujący domy. W 2012 roku poczuli, że stanęli na nogi, a życie wróciło do normy. W 2013 roku urodziło im się trzecie dziecko. Lęk przed wodą został, tego nie da się wymazać. Jak tylko mocniej popada, Jacek jeździ nad rzekę sprawdzić stan wałów.
Oczywiście, że się ubezpieczyli, choć po powodzi składki wzrosły dwukrotnie. Ubezpieczenie – rocznie wydają na nie około 10 000 zł – obejmuje i towar, i wyposażenie, ale ponieważ działka leży na terenach zalewowych, to w razie kataklizmu otrzymają jedynie 80 proc. kwoty ubezpieczenia. Monika Lejwoda nie załamuje z tego powodu rąk.

– Kiedyś żyliśmy tylko sklepem, pochłaniały nas sprawy materialne. Przez tę powódź przewartościowaliśmy całe życie. Mamy siebie i to jest najważniejsze – mówi.



101_separator

Ubezpieczenie małego sklepu już od 30 zł miesięcznie

Podstawowym ubezpieczeniem jest ubezpieczenie mienia od ognia i innych zdarzeń losowych. W przypadku wykupienia tego ubezpieczenia ochroną będą objęte np. środki obrotowe i lokal od skutków zalania, powodzi lub pożaru. Dla osób, które prowadzą sklep, ważne jest też, aby środki obrotowe były chronione w przypadku kradzieży z włamaniem lub rozboju. Podstawowe ubezpieczenie małego sklepu spożywczego będzie kosztować rocznie około 350 zł za cały pakiet, obejmujący: ogień i inne zdarzenia losowe, kradzież z włamaniem, OC, dewastację i stłuczenie szyb. Oczywiście składka jest zależna od szkodowości, wysokości sum ubezpieczenia oraz zabezpieczeń mienia.

Częstym ubezpieczeniem, wybieranym przez klientów z branży handlowej, jest ubezpieczenie szyb i innych przedmiotów szklanych od stłuczenia. Do zbicia witryny czy szyby może przecież dojść nawet nieumyślnie. Odszkodowanie może przyjąć formę zorganizowanej i opłaconej przez nas usługi szklarza, który przyjedzie do sklepu naprawić szkodę.

Handlowcy, którzy mają artykuły przechowywane w chłodniach, powinni pomyśleć o ubezpieczeniu mrożonek od rozmrożenia, w wyniku przerwy w dostawie prądu, awarii urządzenia lub uszkodzenia zamrażarki wskutek uderzenia pioruna. Polecamy też opcję ubezpieczenia stałych kosztów działalności związanych z prowadzeniem sklepu, które przecież trzeba ponosić mimo zalania czy pożaru. Opcja ta obejmuje np. pokrycie opłat dzierżawnych, rachunków za prąd, wodę, odsetki rat kredytowych czy pensje pracowników.

Jeśli chodzi o ubezpieczenia mienia w transporcie, to jego zakres i rodzaj zależy od profilu działalności. Kluczowe jest określenie, kto odpowiada za przewożony towar i do kogo on należy. Przedsiębiorca przewożący własny towar powinien mieć ubezpieczenie cargo – czyli ładunków w transporcie. Oprócz towaru obejmuje ono maszyny, urządzenia i wyposażenie. Są one ubezpieczone na wypadek uszkodzenia, zniszczenia lub utraty wskutek zdarzeń losowych. Co ważne, za zdarzenia losowe uznaje się nie tylko pożar, powódź i działanie innych żywiołów (łącznie 10 przypadków), ale też wypadek, rabunek czy kradzież z włamaniem, a nawet upadek na środek transportu przedmiotu nie należącego do ubezpieczającego i nie będącego pod jego kontrolą.

Sumy ubezpieczenia mienia w transporcie w pakiecie Warta Ekstrabiznes Plus, skierowanym do małych i średnich firm, wynoszą od 10 000 do 150 000 zł, a składki – od 60 do 850 zł rocznie.

Takie ubezpieczenie warto mieć, zarówno gdy przedsiębiorca przewozi towary własnym transportem, jak i wówczas, gdy powierza je przewoźnikowi. Warto pamiętać, że choć przewoźnik powinien mieć ubezpieczenie OC, to taka polisa obejmuje tylko szkody powstałe z jego winy. Jeśli w wyniku wichury na samochód przewróci się drzewo, to przewoźnik nie odpowiada za zniszczony towar. Wtedy przyda się polisa cargo.





101_separator

Anna Terlecka


Wiadomości Handlowe, Nr 5 (135) Maj 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.