30.11.2013/22:50

Opłaty półkowe w praktyce

Sieci handlowe, które pobierały lub nadal pobierają nielegalne opłaty półkowe – niezależnie od tego, jak te opłaty się nazywają – wymyślają rozmaite konstrukcje prawne, mające utrudnić lub uniemożliwić dostawcom dochodzenie roszczeń. Wszystko to na niewiele się zda, gdy poszkodowany dostawca wie, co zrobić.

Ponad dziesięć lat temu podczas posiedzenia parlamentarnej Komisji Nadzwyczajnej „Przedsiębiorczość, Rozwój, Praca” Mirosław Grabowski, prezes Naczelnej Rady Zrzeszenia Handlu i Usług, stwierdził: „Takich technik, jakie stosują przedsiębiorcy dysponujący wielkimi powierzchniami handlowymi, nie znaliśmy i nie stosowaliśmy. Tam kosztuje każde wejście na sklepową półkę. Za promocję towaru płaci producent. Także on zabiera towar, który nie schodzi z półki. Producentowi płaci się za dostarczone wyroby w najlepszym przypadku po trzech miesiącach, co oznacza, że to on kredytuje przedsiębiorcę. Dlatego musimy być chronieni przez państwo”. W tych kilku zdaniach udało mu się podsumować sytuację polskich dostawców, która tylko nieznacznie zmieniła się pomimo upływu dekady.

Czyn nieuczciwej konkurencji

W trakcie obrad tejże komisji, na skutek wniosku posła Marka Górskiego, wprowadzono do rządowego projektu nowelizacji ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji poprawkę dotyczącą pobierania dodatkowych opłat. Od 10 października 2002 roku, zgodnie z art. 15 ust. 1 pkt. 4 tej ustawy, czynem nieuczciwej konkurencji jest utrudnianie innym przedsiębiorcom dostępu do rynku, poprzez pobieranie innych niż marża handlowa opłat za przyjęcie towaru do sprzedaży. W tym samym czasie uchwalono również przepis dotyczący wprowadzania do sprzedaży przez sieci dyskontowe towarów pod markami własnymi o wartości przekraczającej 20 proc. obrotów.

Wspomniane regulacje przez kilka lat obowiązywania były w zasadzie martwe, a zapisy dotyczące dyskontów, jako nie nadające się do zastosowania, wobec braku jakiejkolwiek definicji „dyskontu”, nadal martwymi pozostają.

W przypadku przepisu dotyczącego opłat półkowych sytuacja zmieniła się po kluczowym i precedensowym wyroku Sądu Najwyższego z 26 stycznia 2006 roku. Sądom uświadomiono, że fakt, iż dostawca podpisywał umowy i regulował wynikające z nich opłaty, nie wyklucza bezprawności pobierania tychże opłat, ani nie jest przeszkodą dla ich odzyskania. Dostawcy zrozumieli, że mogą odzyskać nielegalnie pobrane pieniądze. Pamiętajmy, że w tamtym okresie praktycznie wszyscy odbiorcy towarów, w tym przede wszystkim sieci handlowe i hurtownie – zarówno zagraniczne jak i polskie – pobierały opłaty półkowe.

Sytuacja nie zmieniła się do dziś, pomimo ewolucji zjawiska. Regułą nadal jest, że w przypadku handlu każdego rodzaju towarem, praktycznie wszyscy – mali i duzi, z polskim lub zagranicznym kapitałem – płacą za to, że ich towar jest zamawiany i obecny na półkach odbiorcy. Każdy produkt może bowiem zostać zastąpiony towarem o podobnych właściwościach i w podobnej cenie, jeżeli dostawca nie zgadza się na warunki stawiane przez odbiorcę, tj. na uiszczanie opłat.

Różne wyroki sądowe

Choć zjawisko pobierania opłat półkowych dotyczy wszystkich rodzajów towarów, to szczególnie mocno widać je w branży FMCG, o czym można się przekonać choćby z lektury wyroków sądowych. Wyroki dotyczące opłat półkowych ewoluowały przez lata. Linia orzecznictwa jest już jednak na tyle jednolita (i to na niekorzyść odbiorców), że Sąd Najwyższy (SN) praktycznie nie zajmuje się opłatami półkowymi. Ostatni wyrok SN w tego typu sprawie pochodzi z 25 października 2012 roku i był on uchyleniem niekorzystnego dla dostawcy wyroku warszawskiego sądu apelacyjnego. O tym ostatnim rozpisywano się, twierdząc, że „legalizuje opłaty półkowe”. Nie legalizował i nie mógł ich legalizować, a dostawcy przegrywają z odbiorcami sprawy dotyczące opłat półkowych z reguły z powodów formalnych i dowodowych, a nie z powodu odmiennej wykładni prawa.

Wykładnia jest już jasna. Jeżeli uiszczenie opłaty w jakiejkolwiek formie jest warunkiem nabycia towarów przez odbiorcę, mamy do czynienia z zakazaną opłatą półkową. Nie zastanawiamy się nad zyskownością, atrakcyjnością i ekwiwalentnością „świadczenia” odbiorcy.

Bezzasadna opłata logistyczna

Piszę o „zapłacie w jakiejkolwiek formie”, gdyż opłata może być pobierana w różnej postaci – jako np. przelew dostawcy, ale również potrącenie przez odbiorcę z płatności lub rabat na fakturze dostawcy.

Najbardziej jaskrawą i najtrudniejszą do obrony w sądzie formą opłaty półkowej jest premia pieniężna lub bonus obrotowy. Jest to kwota, płatna z dołu, za jakiś okres, w formie procentu od obrotu dostawcy z odbiorcą. Najczęściej procent wzrasta w zależności od progu obrotów. Jeden z sądów apelacyjnych skwitował to zjawisko jako sytuację, w której im większy obrót i handel, tym gorzej dla dostawcy. Z uwagi na fakt, że te premie i bonusy nie wytrzymują konfrontacji w sądzie, bardzo duża część odbiorców zmieniła ich nazwę na „wynagrodzenie za doradztwo” lub „informacje”. Dostawcy już nie płacą np. dwunastoprocentowej premii od obrotu, ale kwotę 12 proc. od obrotu za wygenerowany elektroniczny miesięczny „raport” o tym, ile ich produktu sprzedało się u odbiorcy… Ironią jest, że odbiorcy równocześnie domagają się od dostawcy comiesięcznych raportów o obrotach…, w celu wyliczenia wynagrodzenia.

Kolejną, oczywiście bezzasadną, opłatą półkową jest opłata, najczęściej nazywana logistyczną. Dostawca dostarcza na swój koszt towar do centrali logistycznej odbiorcy. Następnie płaci za to, że towar, stanowiący już własność odbiorcy, jest rozwożony do jego sklepów. Odbiorca nawet nie nalicza kosztu dostawy w związku z rzeczywistymi kosztami, tak jak czyni to każda firma logistyczna, ale jako procent od obrotu dostawcy… Opłaty logistyczne ewoluują w związku z przegranymi przed odbiorców sprawami sądowymi: pojawia się np. usługa odbioru od dostawcy. Pamiętajmy jednak, że jeżeli skorzystanie z usługi logistycznej stanowi warunek współpracy, to nadal mamy do czynienia z zakazaną opłatą półkową.

Słabe argumenty świadków

Odbiorcy są w dużej mierze uzależnieni od pobierania opłat procentowych, o czym można się przekonać z budżetów marketingowych i promocyjnych. Te budżety „uzasadniane” są czynnościami, będącymi częścią zwykłej działalności sklepów, tj. eksponowaniem towarów i zachęcaniem klientów do ich nabywania, albo działaniami służącymi interesom odbiorcy. Ogromna część dostawców płaciła i płaci za to, że ich kontrahenci wydają gazetki i katalogi, które zwiększają obrót… odbiorcy. Dostawca zawsze musi sprzedać partię towaru do gazetki w promocyjnej cenie, a odbiorca zarabia zarówno na obrocie generowanym przez klientów skuszonych okazją, jak i na kosztach marketingu i promocji, nie mających wiele wspólnego z rzeczywistymi kosztami. W sporach sądowych świadkowie odbiorców, czyli kupcy i marketingowcy, nie potrafią w żaden sposób wykazać dlaczego naliczono koszt gazetki, jako procent od obrotu lub też w jaki sposób kalkulowano kwotę w sytuacji, w której wymagano od dostawcy zapłaty konkretnej sumy pieniędzy. Agencja reklamowa, która postąpiłaby tak wobec klienta, bardzo szybko by go straciła.

Skoro mowa o argumentacji świadków powoływanych przez odbiorców, warto dodać, że często próbują oni udowodnić, iż ich działania marketingowe i promocyjne rzeczywiście przyniosły korzyści dostawcom. Najczęściej jednak nie potrafią nawet dowieść, że w kolejnym okresie wzrosły zamówienia – a często udaje im się „wykazać”, że… zamówienia spadły, bo odbiorca kupił wcześniej zapas towaru w cenie promocyjnej zamiast cennikowej.

Dostawcy zrzekają się roszczeń

Przegrane sprawy sądowe sprawiają, że odbiorcy próbują ochronić swoje interesy ekonomiczne i prawne. Niewielka część z nich deklaruje, że rezygnuje z jakichkolwiek opłat i przechodzi na relacje net net. W praktyce okazuje się jednak, że nie do końca tak jest, bo niektórzy nadal stosują procentowe opłaty logistyczne.

Największa część odbiorców wymyśla różne konstrukcje prawne, mające utrudnić lub uniemożliwić dochodzenie roszczeń. Tworzy się coraz bardziej skomplikowane pseudo­świadczenia, mające uzasadnić pobieranie opłat, np. za automatyczne raporty o sprzedaży lub doradztwo handlowe, które nigdy nie miało miejsca. Podpisuje się załączniki ze skomplikowanymi trybami mediacji i sądownictwa polubownego. Tworzy się nawet porozumienia przewidujące zrzeczenie się roszczeń dostawców, jako warunku dalszego handlu – pewna sieć gwałtownie wycofała się ze stosowania takiego porozumienia, gdy dostawcy wykorzystali tekst jako dowód na stosowanie opłat półkowych.

Coraz mniejsza część odbiorców (głównie z polskim kapitałem) udaje, że problem ich nie dotyczy, bo „nie stosują opłat”, albo dlatego, że wygrali kilka spraw w swoim sądzie okręgowym. Z biegiem czasu jednak orzecznictwo nawet mniejszych okręgów sądowych ujednolica się z orzecznictwem sądów warszawskich, poznańskich, krakowskich i wrocławskich. Wspominam o tych okręgach, gdyż największa liczba spraw toczy się właśnie w nich, i tam z reguły wygrywają dostawcy. Niestety, właśnie tam najdłużej czeka się na rozpatrzenie sprawy – minimum rok od złożenia pozwu.

Nielegalnej opłaty nie odliczysz od podatku

Oprócz zagrożenia sprawami cywilnymi, opłaty półkowe naruszają prawo podatkowe. Nielegalna opłata nie może być rozliczona jako koszt lub przy podatku VAT. Problem podatkowy jest szczególnie dotkliwy dla dostawcy wobec zagrożenia oskarżeniem o zaniżanie podstawy opodatkowania.

W obliczu przegranych sieci i problemów podatkowych, powstaje pytanie: dlaczego, zamiast w ogóle zrezygnować z opłat i przejść na proste relacje net net, odbiorcy nadal próbują je stosować?

Odpowiedź jest skomplikowana. Część sieci nie może zmienić modelu ekonomicznego, gdyż po prostu został on im narzucony przez zagraniczną centralę. Część nie może go zmienić, bo kryzys na rynku i tak zniszczył ich model ekonomiczny. Inni dostawcy mocno odczuli skutki zmian i przejęć na polskim rynku – gwałtownie wzrastają opłaty, przy jednocześnie malejących obrotach. Problem dotyczy konkretnych sieci handlowych, likwidujących działalność lub zmieniających profil, które w ostatnim czasie są masowo pozywane przez dostawców. Niektóre nie mogą zmienić modelu ekonomicznego, gdyż zostanie zniszczony istotny element sposobu ich funkcjonowania. Problem dotyczy sieci handlowych opartych na istnieniu centrali pośredniczącej w relacjach ze sklepami bardziej lub mniej niezależnymi. Centrala po prostu nie może ujawnić, ile zarabia na pośrednictwie – do czego przyznają się wprost świadkowie na rozprawach. Oto prosty przykład: cena produktu w cenniku 1 zł – centrala dodaje 0,05 zł, sprzedając go sklepowi, pobiera jednak aż 0,20 zł z tytułu opłaty półkowej, więc zysk centrali to 0,25 zł. Sklep jest zadowolony, bo widzi tylko 0,05 zł marży. A dostawca faktycznie dostaje za swój produkt jedynie 0,80 zł. Przy zastosowaniu mechanizmu net net: cena produktu w cenniku to 0,80 zł – centrala dodaje 0,25 zł, sprzedając go sklepowi. Zysk centrali wynosi więc tyle samo, co w przypadku pierwszego mechanizmu (0,25 zł), ale sklep jest niezadowolony, bo widzi 0,25 zł marży.

Potrzeba ujednolicenia europejskiego prawa

Polska jest bodajże jedynym krajem w Europie, w którym wprost zakazane jest pobieranie opłat półkowych. Ich obrońcy, których wypowiedzi są coraz liczniejsze, proporcjonalnie do liczby spraw sądowych wygranych przez dostawców, powołują się na brak zakazu pobierania opłat w prawie europejskim. Zapominają jednak o tym, że nie ma europejskiego prawa dotyczącego różnych postaci nieuczciwej konkurencji pomiędzy przedsiębiorcami. Unijne prawo konkurencji na razie reguluje zjawiska monopolistyczne i krzywdzące konsumentów. Podkreślam „na razie”, bo w ostatniej Zielonej Księdze Komisji Europejskiej w sprawie nieuczciwych praktyk handlowych w łańcuchu dostaw produktów spożywczych i niespożywczych między przedsiębiorstwami mówi się o potrzebie ujednolicenia przepisów dotyczących nieuczciwej konkurencji. W raporcie można przeczytać m.in. o problemie opłat półkowych.



Rady dla dostawców
W sezonie zawierania nowych rocznych umów handlowych:
- badajmy możliwość rezygnacji z opłat i przejścia na relacje net net. Rzadko który kupiec zaproponuje umowę net net bez zapytania dostawcy. Wątpliwości podatkowe są odpowiednim uzasadnieniem dla postawienia takiego pytania;
- kwestionujmy i rezygnujmy z aneksów z zapisami o mediacjach lub wskazującymi na na sąd polubowny, w przypadku sytuacji spornych;
- nie podpisujmy umów, porozumień i oświadczeń, w których zrzekamy się roszczeń z tytułu deliktów, czyli opłat półkowych wstecz;
- utrwalajmy najwięcej, jak się da, rozmów na piśmie.











Wiadomości Handlowe, Nr 11-12 (130) Listopad - Grudzień 2013

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.