19.01.2014/13:57

Piotr i Paweł inwestuje w logistykę

Do 2018 roku, licząca dziś sto sklepów, sieć Piotr i Paweł chce mieć 250 placówek. Realizacja rozłożonego na pięć lat planu wymaga dużych inwestycji w logistykę. Choćby rozbudowy magazynu w podpoznańskich Gądkach.

W kwietniu br. magazyn w Gądkach – jeden z dwóch obsługujących całą Polskę (drugi to podwarszawskie Błonie) – powiększy się o 8000 mkw. Na tym jednak nie koniec inwestycji Piotra i Pawła w logistykę. Sieć chce mieć co najmniej cztery magazyny, żeby nie wozić towarów dalej niż 200 kilometrów. Teraz dystans między magazynem a sklepem może sięgać nawet 300 kilometrów.

Większy obiekt w Gądkach pozwoli firmie uruchomić własną dystrybucję mięsa, drobiu, wędlin i ryb, czyli towarów, które obecnie wożą zewnętrzni operatorzy. Sklep nie będzie już musiał, tak jak teraz, przyjmować pięciu samochodów dziennie – wystarczy jeden. Ale to nie jedyna korzyść. Wyeliminowanie pośrednika pozwoli obniżyć koszty. W efekcie franczyzobiorca Piotra i Pawła otrzyma towar w korzystniejszych cenach. Czy „zaoszczędzonymi” pieniędzmi będzie chciał podzielić się z konsumentem – to już zależy od niego.

Własna dystrybucja, nie dość że tańsza, to jeszcze przyczyni się do poszerzenia asortymentu. Obecnie wielu regionalnych producentów wyrobów mięsnych i ryb nie handluje z Piotrem i Pawłem, bo im się to po prostu nie opłaca, ze względu na zbyt dużą odległość i związane z nią wysokie koszty transportu. Dochodzi więc do sytuacji, że np. jeden rodzaj wędlin jest dostępny w sklepach tylko w zachodniej części Polski. Przejęcie dystrybucji rozwiąże ten problem.

Po co kupować gdzie indziej?

Nadrzędnym celem rozbudowy magazynu jest jednak – jak podkreślają przedstawiciele Piotra i Pawła – usprawnienie dystrybucji, czyli przyspieszenie dostaw, przy zachowaniu jakości.

Centrala sieci i jej serwis logistyczny, choć działają pod tym samym szyldem, są odrębnymi firmami. Magazyny to dla franczyzobiorców po prostu hurtownia, która na konkurencyjnych zasadach walczy, żeby właśnie od niej brać towar. Mimo to udział dwóch magazynów logistycznych w ogólnym obrocie Piotra i Pawła sięga 65 proc. (wciąż „na zewnątrz” pozostają gazety i pieczywo). 65 proc. to dużo, biorąc pod uwagę, że w sieci panuje pełna swoboda, jeśli chodzi o źródło zaopatrzenia. Oczywiście nie dotyczy to marki własnej (około 500 produktów) oraz, stworzonej wspólnie z Bać­‑Polem i Topazem, marki „Lubię” (obecnie 40 produktów, docelowo 100). Skąd taki dobry wynik przy dowolności w wyborze dostawcy? Zdaniem Wojciecha Błaszczyka, dyrektora logistyki Piotra i Pawła, sklepy nie mają powodu, by zaopatrywać się gdzie indziej. – Tu otrzymują wszystko w jednej dostawie. Detalista czasem może znaleźć na rynku tańszy towar – ale to już o jeden samochód więcej do obsłużenia. Dziesięć produktów to kilka samochodów, do obsługi których trzeba zatrudnić dodatkowe osoby, czyli dodatkowy koszt. Za każdą dostawą idą faktury. Jeśli ktoś zamawia towar u nas, wszystko przechodzi online, nie ma zbędnych papierów. Jeżeli towar pochodzi z kilku źródeł, trzeba zatrudnić kogoś do faktur. Kolejną sprawą jest kontrola cen. Nie wystarczy umówić się z dostawcą na niskie ceny, trzeba je stale sprawdzać. A to jest 17 000­‑20 000 pozycji, czyli znowu potrzeba dodatkowej osoby. Współpraca z naszym magazynem gwarantuje, że cena się zgadza i jest bardzo konkurencyjna. Działamy w końcu pod tym samym szyldem – mówi Wojciech Błaszczyk.
Sieć Piotr i Paweł chce, żeby przez jej magazyny logistyczne przechodziło 80 proc. dystrybucji. To niełatwe, ale możliwe, bo wskaźnik ten stale rośnie.

Niezależna kontrola pilnuje jakości

Choć w Piotrze i Pawle nie lubią określenia „delikatesy”, trzeba przyznać, że sieć prowadzi placówki o ponadprzeciętnym standardzie. Sklepy zapracowały na to nie tylko wystrojem sali sprzedaży, ale także asortymentem dostosowanym do potrzeb wymagających klientów oraz jakością obsługi. Nad utrzymaniem standardów czuwa, funkcjonujący w strukturach centrali, dział jakości. Jako niezależna komórka, gwarantuje zdrowe podejście kontrolerów do obowiązków. – Jabłko, które trafia do naszych sklepów, musi mieć odpowiedni kaliber, sprawdzany na wejściu do magazynu. Dział jakości przepuszcza jabłka przez kalibrownicę i odrzuca te, które nie trzymają normy. Detalista, który się u nas zaopatruje, ma więc pewność, że to, co otrzymał, spełnia wymogi Piotra i Pawła. Od kwietnia identycznie będzie z mięsem i wędlinami. Sklep, który bierze towar z innych źródeł, nie ma tej pewności. Znam przypadki, że pracownicy takich placówek sami stoją z kalibrownicą... – dodaje Błaszczyk.

Jego zdaniem obecnie w logistyce dominuje trend, żeby na każdym kroku optymalizować koszty: na oświetleniu, na flocie samochodowej, a także poprzez automatyzację.

Jeszcze w tym kwartale Piotr i Paweł wprowadzi system zmniejszający koszty, oparty na podziale produktów na wolno i szybko rotujące. Pierwsze będą wyjeżdżać z magazynu codziennie, drugie – np. raz w tygodniu. Dziś sklep­‑klient zamawia wszystko i wszystko dostaje. Taki system dodaje pracy zarówno magazynierowi, kompletującemu zamówienie, jak pracownikowi sklepu, który ustawia towar na regale. Wkrótce się to zmieni.


Hubert Wójcik

Wiadomości Handlowe, Nr 1 (131) Styczeń 2013

Dodaj komentarz

1 komentarz

  • konos 20.01.2014

    Wykorzystują po prostu moment - kiedy wyceny magazynów będą ponownie tak niskie? No właśnie - Jartom ma dobre wyceny nawet w strefach ekonomicznych, więc logiczne, że firmy będą chciały inwestować.

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.