20.06.2018/10:55

Polacy przodują w technologicznej rewolucji związanej z płatnościami bezgotówkowymi [FELIETON]

Karty zbliżeniowe pojawiły się nad Wisłą w 2007 roku, wkrótce po swoim europejskim debiucie. Polacy szybko przekonali się do bezstykowych płatności, choć początki nie były łatwe.

Kontrowersje wzbudzał brak wymogu potwierdzania operacji PIN‑em, a wokół zbliżeniówek narosło wiele mitów. Ktoś nawet produkował specjalne, wyłożone folią aluminiową pokrowce na karty, które blokowały sygnał NFC. Miały one zabezpieczać kartę przed oszustami, którzy chcieliby „ściągnąć” z niej gotówkę, a kosztowały niemało, bo nawet 300 zł. Okazało się jednak, że karty bezstykowe są bezpieczne, a przypadki ich nieuprawnionego użycia więcej niż sporadyczne.

Dziś na polskim rynku jest około 30 mln kart płatniczych z funkcją zbliżeniową. Kilkaset tysięcy klientów korzysta także z płatności NFC opartych na tej samej technologii. Według danych publikowanych przez Narodowy Bank Polski dwie trzecie kartowych transakcji bezgotówkowych odbywa się poprzez zbliżenie. Bezstykowo można zapłacić w niemal każdym miejscu, które przyjmuje „plastik” – ponad 90% z pół miliona terminali ma odpowiedni czytnik, a limit pojedynczej transakcji ma zostać niebawem podniesiony z 50 do 100 zł.

Tak jest w Polsce, której w powszechnej opinii wciąż jeszcze wiele brakuje do sąsiadów z Zachodu. Pewnie brakuje, ale nie w przypadku nowinek technologicznych, które przyjmują się u nas bardzo szybko. Na tym polu dogoniliśmy i szybko zostawiliśmy daleko z tyłu zachodnią Europę. Przekonuję się o tym coraz częściej.

Ostatnio zdumiała mnie sytuacja, która miała miejsce w hotelu w jednym z dużych niemieckich miast – gdy płaciłem za pobyt, recepcjonistka wzięła moją służbową kartę (rozstaję się z nią niechętnie z wiadomych względów) i przeciągnęła przez czytnik w archaicznym terminalu. Co więcej, transakcji nie potwierdzałem PIN‑em, tylko podpisem. Poczułem się jak w muzeum. Zacząłem się zastanawiać, kiedy ostatnio podpisywałem się na paragonie, płacąc za zakupy czy usługę? Jakieś 9, a może 10 lat temu…

Ale czego wymagać od zachowawczych Niemców, którzy hołdują zasadzie: po co wprowadzać coś nowego, skoro dotychczas stosowane rozwiązanie działa bez zarzutu. Tak jest chociażby z telefonami komórkowymi, które u nas niemal całkowicie wyparły telefony stacjonarne, które za zachodnią granicą wciąż są w powszechnym użyciu.

Jeden z niemieckich kontrahentów, odwiedzając siedzibę naszego wydawnictwa i nie widząc na biurkach klasycznych aparatów ze słuchawkami na kablu, zapytał mnie, dlaczego pracownicy nie mają telefonów. – Mają – odpowiedziałem. – I nawet płacą nimi za zakupy.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.