04.05.2016/00:00

Rodzinna atmosfera w... hipermarkecie

Idealny sklep? Ceny z dyskontu, oferta z hipermarketu i krótkie kolejki do kas. Taki sklep nie istnieje, ale żorski Kaufland jest bardzo blisko wzorca. I ta rodzinna atmosfera wśród załogi.

Choć kopalni tu już nie ma, Żory są miastem górniczym – każdy ma w rodzinie albo przynajmniej zna kogoś, kto pracuje pod ziemią na Boryni, Pniówku czy Krupińskim. Bezrobocie, w porównaniu ze słabiej rozwiniętymi regionami Polski, jest znacznie mniej odczuwalne. Jest też gdzie wydawać pieniądze: oprócz Tesco, Auchan, Lidla i Netto, zainstalował się nawet hard­‑dyskont Aldi.
Każda z wymienionych sieci ma swoją specyfikę. Ma ją także żorski Kaufland, o którym można powiedzieć, że jest dyskontem pod względem cen i hipermarketem, jeśli chodzi o szerokość asortymentu – ale tylko spożywczego. Powierzchnię, którą hipermarkety poświęcają na telewizory, pralki czy lodówki, Kaufland przeznacza pod spożywkę. Stąd w liczącym 3400 mkw. sklepie znajdziemy większy wybór mąk, niż w niejednym dwa razy większym hipermarkecie, gdzie proporcje między spożywką i przemysłówką rozłożone są po równo. Pytanie tylko, czy do hipermarketu przychodzi się po kuchnię gazową, czy raczej po coś, żeby na tej kuchni ugotować...

Wieczór świeży jak poranek
Dyrektorem żorskiego Kauflandu jest Aneta Piliszek. Młoda, delikatna, opanowana, trudno zgadnąć, że zarządza prawie stuosobowym zespołem. I to jak zarządza. Jej Kaufland trzy razy zwyciężał w wewnętrznym konkursie niemieckiej sieci, w którym oceniano m.in. roczny przyrost liczby klientów i obrotów oraz opinię tajemniczego klienta. – To zasługa całego zespołu – mówi skromnie szefowa.
Pracę w handlu zaczynała w małych delikatesach na stoisku ze słodyczami. Zatrudniła się, żeby trochę zarobić, nie planowała przyszłości. Ale zauważyła, że ogromną przyjemność sprawia jej aranżowanie ekspozycji. Zauważył to również szef i powiedział, że skoro potrafi tak układać bomboniery, aby co miesiąc rosły obroty, to może uda się jej z całym sklepem. Kiedy przyszły złe czasy dla drobnego handlu i praca w sklepie się skończyła, Aneta Piliszek przeniosła się do Reala, a stamtąd trafiła do Kauflandu. Najpierw na stanowisko kierowniczki działu produktów świeżych, który do tej pory jest jej oczkiem w głowie. – Wieczorem w sklepach brakuje świeżych warzyw. Postawiłam sobie cel: przekonać klienta, że o godzinie dwudziestej warzywa, owoce, mięso, sery i pieczywo mogą być tak samo świeże jak rano – mówi Aneta Piliszek. Udało się. Po świeży asortyment do Kauflandu przyjeżdżają nie tylko mieszkańcy Żor, ale i okolicznych miejscowości. Szefowa wie, co ich tu przyciąga, bo z nimi rozmawia.

Makaron na wagę tańszy
Źle się robi zakupy, gdy między regałami jest zbyt ciasno, żeby móc swobodne manewrować wózkiem. W Kauflandzie miejsca jest pod dostatkiem. Ponadto ani zgrzewki, ani opróżnione kartony czy folie nie leżą na podłodze, utrudniając swobodne przejście. Tam, gdzie trzeba było ustawić paletę, zrobiono to tak, jakby była ona przedłużeniem regału. Wygląda to estetycznie i jest funkcjonalne.
Po co pisać „owoce morza”, „sery”, „wędliny”, kiedy można nad każdym z tych działów umieścić zdjęcie. Wielkie fotosy kawioru, ostryg, wędlin czy pleśniowego sera w odpowiedniej stylizacji, nie dość że informują, to jeszcze pobudzają apetyt. Prosty chwyt, podnoszący walory estetyczne sali sprzedaży.
Łączący cechy dyskontu i hipermarketu Kaufland ma rozbudowaną ofertę delikatesową, także produktów na wagę: sałatki, koreczki śledziowe, suszone pomidory, nadziewane oliwki, a także wyszukane sery i wędliny – po to także przychodzą tu klienci.
Rzadko spotykanym asortymentem, również w sklepach wielkopowierzchniowych, jest makaron na wagę. Świderki, kolanka, muszelki są tu tańsze niż w dyskontach.
Fakt, że oferta przemysłowa Kauflandu jest mocno ograniczona, nie znaczy, że nie ma jej wcale. Klienci mogą przebierać w tzw. małym AGD (tostery, miksery, blendery, gofrownice, krajalnice, czajniki elektryczne itp.).
Kaufland to także stoiska koncesjonerów. Działają na własny rachunek, ale znajdują się w budynku z szyldem Kauflandu, więc muszą spełniać wymogi sieci, m.in. mieć estetyczny wygląd i przestrzegać godzin otwarcia. Tego też skrupulatnie pilnuje dyrektor marketu.

Mistrz oszczędzania
Sklep ma już 11 lat, ale wcale tego nie widać. Przynajmniej jeśli chodzi o stan regałów, lodówek, podłogi. Jest czysto. Posadzka lśni, podobnie jak wszystkie oszklone powierzchnie. Wszystko razem, łącznie z oświetleniem, tworzy przyjazny, sprzyjający zakupom, nastrój.
Działy są rozmieszczone i zatowarowane zgodnie z wymogami merchandisingu, a te w dużej mierze pozostają niezmienne. Wśród uwag klientów, które docierają do szefostwa, powtarza się jedna: „jak to dobrze, że nie zmieniacie układu działów”. – Ludzie mają coraz mniej czasu na zakupy. Chcą wejść, kupić i szybko wyjść. My im to zapewniamy. Pracownicy są przygotowani na to, że gdy klient prosi o pomoc, inne zajęcia schodzą na drugi plan – mówi szefowa.
Zgrany i zżyty ze sobą zespół to wartość, która kojarzy się raczej z niewielkim, osiedlowym sklepem, niż z handlowym molochem, podlegającym korporacyjnym rygorom. Żorski Kaufland jest pod tym względem wyjątkowy. – Udało nam się stworzyć grupę, która się lubi i wspiera. To ludzie cieszący się tym, co robią. Choćby jeden z moich kierowników, który codziennie rano, głośno, z uśmiechem wita klientów. To świadczy o jego zaangażowaniu i o tym, że praca jest jego pasją – tłumaczy Aneta Piliszek
Kaufland, oprócz stałego zatrudnienia, daje pracownikom m.in. opiekę zdrowotną Lux­‑Medu i bony towarowe. Dla tych, którzy chcą się mocniej angażować w funkcjonowanie sklepu, organizuje konkursy, np. Mistrz Oszczędzania, gdzie pracownicy dzielą się własnymi pomysłami, np. jak zmniejszyć koszty energii.
 

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.