16.03.2014/21:23

Specjalistyczne sklepy wracają do łask

Chleb z kiełbasą lubi prawie każdy, czemu więc nie oferować wędlin i pieczywa w jednym specjalistycznym sklepie? Zakłady Mięsne Wierzejki i Piekarnie Putka połączyły dystrybucję detaliczną swoich wyrobów i odniosły sukces.

Według wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska pod koniec trzeciego kwartału 2013 roku działało u nas około 10 200 sklepów mięsnych. To najliczniejszy segment w kategorii placówek specjalistycznych – mięsnych jest więcej niż drogerii, sklepów monopolowych, piekarni oraz warzywniaków. I trudno się temu dziwić, skoro mamy w Polsce około 2000 zakładów mięsnych, z których większość prowadzi sklepy firmowe. Magdalena Borek­‑Daruk z miesięcznika „Gospodarka Mięsna” ocenia, że drobni producenci, przerabiający do 25 ton surowca dziennie, utrzymują do pięciu placówek, a ci średniej wielkości – nawet dziesięć. Pozostałe firmy, wśród których są tacy potentaci, jak Animex czy Sokołów, ale i mniejsi wytwórcy (np. Zakłady Mięsne Wierzejki działające na Mazowszu, Lubelszczyźnie i Podlasiu, Niebieszczańscy na Dolnym Śląsku czy Gzella na Pomorzu) rozwijają sieci liczące co najmniej kilkadziesiąt, a bywa że kilkaset sklepów. Listę otwierają Zakłady Mięsne Łmeat z Łukowa, które zarządzają 200 punktami sprzedaży.

Dużych nie interesuje detal
Sklepy ogólnospożywcze, których działa obecnie około 80 000, koncentrują się mocno na artykułach świeżych i dbają o zaopatrzenie działów mięsno­‑wędliniarskich. Cóż więc sprawia, że mimo dużej liczby potencjalnych odbiorców, producenci uruchamiają własne kanały zbytu? Janusz Rodziewicz, prezes Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP, przekonuje, że tylko dzięki temu firmy mogą zaproponować konsumentom przedniej jakości wyroby mięsne w pełnym asortymencie. – Oferta sklepów firmowych to gwarancja świeżości. Klienci chcą, żeby mięso i wędliny spełniały ich oczekiwania, nawet kosztem nieco wyższej ceny. Produkty, którymi handlują największe sieci, nie trzymają tych standardów. Sklepy specjalistyczne bywają nieco droższe, ale mają o wiele lepszy towar. Nie wspominam nawet o jakości marek własnych – podkreśla Rodziewicz.
Mniejsze zakłady mięsne muszą budować detal z konieczności, bo nie mają szans na podpisanie umowy z dużymi sieciami. W przypadku niektórych firm posiadanie własnych sklepów to wręcz warunek konieczny do przetrwania.
Magdalena Borek­‑Daruk potwierdza, że rozwijanie sieci placówek firmowych przez zakłady mięsne jest domeną średnich i mniejszych firm. Wszystko wskazuje na to, że najwięksi będą wycofywać się z działalności handlowej, woląc skupić się na produkcji. Zarządzanie dużą siecią sklepów wymaga specyficznych umiejętności. Nic więc dziwnego, że taki potentat, jak Zakłady Mięsne Kania, uruchomił zaledwie dwa sklepy firmowe, a firma Dobrowolscy żadnego. Potężny Sokołów nie ma nawet 50 placówek, a średniej wielkości dostawcy, np. Niebieszczańscy czy Gzella, prowadzą ich po 150.

Wespół w zespół
Kierowane przez rodzinę Zdanowiczów Zakłady Mięsne Wierzejki nie obawiają się rozwijania własnej sieci sklepów mięsnych. Odpowiedzialny w firmie za sprzedaż detaliczną Piotr Zdanowicz podkreśla, że wyroby mięsne wypracowują spore obroty przy relatywnie niskich marżach. Stąd poszukiwanie dodatkowych źródeł przychodu. – To podstawowa przyczyna, dla której warto rozwijać własną sieć sklepów. Robimy to od lat i nie narzekamy. Dzięki placówkom firmowym wiemy, które produkty cieszą się największą popularnością – zauważa Zdanowicz.
ZM Wierzejki posiadają obecnie ponad 110 własnych sklepów mięsno­‑wędliniarskich, z czego ponad 30 prowadzą wspólnie z Piekarniami i Cukierniami Putka, jednym największych dostawców pieczywa na Mazowszu. Piotr Zdanowicz podkreśla, że o ile mięso oznacza duży obrót i niską marżę, to w przypadku pieczywa jest odwrotnie. A ponieważ pieczywo i wędliny uzupełniają się, to obie strony czerpią korzyści. Firmy nie powołały nowego podmiotu gospodarczego dla potrzeb tej współpracy, a jedynie dzielą koszty użytkowania lokalu. Kasy fiskalne nie są ze sobą powiązane, po prostu na sali sprzedaży działają dwa osobne stoiska. W przypadku Piekarni i Cukierni Putka na takiej zasadzie funkcjonuje ponad połowa placówek własnych. – I my, i Putka to firmy rodzinne, z dużymi tradycjami, darzące się zaufaniem. Przez lata nie zdarzały nam się poważniejsze spory. O ile wiem, nasze rozwiązanie próbowano skopiować, jednak nikomu się to nie udało. A my otwieramy wspólnie kolejne sklepy – kwituje Piotr Zdanowicz.
Liczba tradycyjnych sklepów spożywczych maleje w zastraszającym tempie, co potwierdza raport Bisnode Polska. Wynika z niego także, że jeszcze w latach 2009­‑2011 również specjalistycznych placówek mięsno­‑wędliniarskich ubywało w tempie 5 proc. rocznie. Jednak od początku 2012 roku przeżywają one swoisty renesans. Na koniec 2012 roku zanotowano spadek liczby takich sklepów o zaledwie 0,9 proc. wobec tego samego okresu rok wcześniej. W tym czasie liczba placówek ogólnospożywczych zmniejszyła się o ponad 3 proc., a warzywniaków o ponad 5 proc. Przez pierwsze trzy kwartały 2013 roku wskaźniki dla mięsnych nie były już tak optymistyczne, jak 12 miesięcy wcześniej (najpewniej miało to związek ze wspomnianym zamykaniem sklepów firmowych przez największych producentów), ale nic nie wskazuje na to, że powrócą ciężkie czasy. A tempo uruchamiania kolejnych placówek przez takie firmy, jak ZM Wierzejki, dowodzi, że przed specjalistycznymi sklepami mięsnymi otwierają się nowe horyzonty.

36_WH133

Witold Nartowski

Wiadomości Handlowe, Nr 3 (133) Marzec 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.