26.07.2016/15:48

Światowe Dni Młodzieży psują detalistom biznes

„Z Krakowa wyjechała masa mieszkańców. W efekcie sklepy zlokalizowane w miejscach, gdzie nie ma pielgrzymów, notują olbrzymie spadki obrotów. W moim przypadku jest to 50 proc.” – skarży się jeden z franczyzobiorców dużej sieci convenience.

O tym, że przyjazd do stolicy Małopolski 1-1,5 mln uczestników Światowych Dni Młodzieży może rozruszać handel, mówiło się od dawna. Organizacje turystyczne szacowały, że każdy ze spodziewanych 500 000 cudzoziemców będzie codziennie wydawać około 200 zł, a w przypadku Polaków kwoty będą oscylować w granicach 100 zł. Na odzew ze strony detalistów nie trzeba było długo czekać.

Wybrane sklepy Biedronka w Krakowie są na czas ŚDM są czynne całą dobę. W placówkach w aglomeracji krakowskiej można płacić również w euro. Sieć hurtowni Makro Cash&Carry Polska wprowadziła specjalne oferty cenowe dla lokali gastronomicznych oraz wyprodukowała 450 000 gotowych pakietów żywieniowych dla pielgrzymów. Oferta Tesco poszerzyła się o kolekcję pamiątkowych świec i wody mineralne, z zakupu których część środków przeznaczona będzie na cele statutowe Caritasu. Wybrane krakowskie super- i hipermarkety Carrefour wydłużyły godziny pracy (cztery z nich są otwarte 24 godziny na dobę). Mniejsze sklepy też przygotowały się na napływ pielgrzymów, inwestując w napoje, nabiał, słodycze, warzywa i owoce oraz kosmetyki, w tym szczególnie środki higieny osobistej – artykuły cieszące się największą popularnością wśród uczestników dwóch ostatnich edycji ŚDM.

Okazuje się jednak, że jest i druga strona medalu. Z powodu Światowych Dni Młodzieży wyprowadzono zmiany w organizacji ruchu, a jednym z ich elementów są zakazy wjazdów dla większych samochodów zaopatrzenia między 10.00 a północą – Musieliśmy się temu podporządkować. O ile w przypadku świeżej żywności kłopotu nie ma, bo i tak musi ona trafić do punktu rano, to komplikacje pojawiają się chociażby z artykułami chemicznymi. Ich dostawy za pośrednictwem kurierów odbywają się w różnych godzinach i zdarza się, że towar do nas nie dociera – mówi Grzegorz Bieszczad, właściciel jednego z krakowskich Freshmarketów.

Zwraca przy tym uwagę na znacznie poważniejszy problem. – Z Krakowa wyjechała masa mieszkańców. W porównaniu z okresem wakacyjnym w minionych latach różnica jest ogromna. W efekcie sklepy zlokalizowane w miejscach, gdzie nie ma pielgrzymów, bo akurat nie znajdują się tam żadne atrakcje turystyczne czy punkty związane bezpośrednio ze Światowymi Dniami Młodzieży, notują olbrzymie spadki obrotów. W moim przypadku jest to 50 proc. – przynajmniej jeśli chodzi o wczorajszy i dzisiejszy dzień – opowiada Grzegorz Bieszczad.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.