13.04.2014/19:12

TAGO: jakość na pierwszym miejscu

Rozmowa z Tadeuszem Gołębiewskim, twórcą i właścicielem firmy Tago

Oprócz Tago stworzył Pan również pierwszą polską sieć hoteli. Trudno łączyć zarządzanie dwoma tak różnymi biznesami?
Wbrew pozorom nie są one aż tak bardzo odmienne, w obu wykorzystuje się produkty spożywcze – w hotelarstwie gastronomia jest wyjątkowo ważna. Zresztą sam nie kieruję wszystkim, mam zaufaną kadrę specjalistów. Staram się niczego nie zaniedbywać, ale może tak być, że tam gdzie zaniedbuję, to wychodzi na dobre, bo mniej przeszkadzam (śmiech). Kiedy przebywam w fabryce, to pochłaniają mnie wyłącznie jej sprawy, a kiedy odwiedzam hotel, skupiam się na nim, nie myśląc wtedy o sytuacji w Tago. Sporą część mojej pracy stanowią podróże, ale helikopterem podróżuje się szybko i wygodnie.

Myślał Pan kiedyś o sprzedaży któregoś z biznesów i skupieniu się wyłącznie na tym drugim?
Trzykrotnie dostałem ofertę sprzedaży Tago – m.in. od Japończyków i Francuzów – ale to firma zakorzeniona w rodzinnych tradycjach. Żona oraz dzieci, które praktycznie wychowały się w zakładzie cukierniczym, były przeciwne sprzedaży.

Podobno zaoferowano Panu za Tago 150 mln zł.
Nie chciałbym rozmawiać o kwotach, ale mogę powiedzieć, że cena była znacznie wyższa. Jednak wtedy kwota nie miała już znaczenia, bo zdecydowałem, że będę dofinansowywał i rozwijał firmę. Od tego czasu, tzn. od 2012 roku, w Tago bardzo wiele się zmieniło.

Co dokładnie?
Przyszła nowa dyrekcja, kadra handlu zagranicznego, a dział marketingu został powiększony. W przeciągu dwóch lat fabryka powiększyła się o 14 000 mkw. Przy tej okazji została wyremontowana stara część zakładu. Mówię tu o budynku, bo maszyny modernizujemy na bieżąco, poprawiając ich wydajność i przystosowując do produkcji nowego asortymentu. Ostatnio kupiliśmy dodatkowe trzy linie do ciasta francuskiego, dzięki czemu produkcja tych ciasteczek będzie pięciokrotnie większa niż rok temu. Obecnie mamy nowoczesne 23 linie, a w ostatnim czasie zatrudnienie wzrosło o prawie 80 pracowników, których jest już ponad 500. Modernizacja to konieczność w warunkach ostrej konkurencji.

Zapotrzebowanie na ciasteczka francuskie jest tak duże, że trzeba było zwiększyć ich produkcję aż pięciokrotnie?
Nowe linie kupiliśmy głównie z myślą o eksporcie. Podobny cel przyświecał modernizacji i rozbudowie biura, na co nie szczędziliśmy pieniędzy. Chodziło o to, abym mógł wygodnie przyjąć zagranicznych kontrahentów i pokazać, że u nas nie jest tak, jak sądzili – siermiężnie. Inwestorzy przyjeżdżają do nas, widzą to wszystko i są bardzo mile zaskoczeni. Efekt? Poważnie nas traktują, na równi z partnerami z Zachodu.
Obecnie wszyscy polscy producenci słodyczy myślą o eksporcie. Tago jest już w ponad 50 krajach, a będzie w kolejnych. Szacujemy, że w okolicach wakacji towar wysyłany za granicę powinien odpowiadać za 60 proc. naszych przychodów. Patrzymy z nadziejami na północną Afrykę, Azję, Chiny i Rosję. Każdy z tych kierunków ma wciąż duży potencjał rozwoju.

Czy Tago ma jakiś eksportowy hit?
Zagranicę podbijają Tagersy – kakaowe wafelki zawierające 47 proc. czekolady, czyli wyraźnie więcej niż u konkurencji. Co więcej, oferujemy ten produkt w bardzo dobrej cenie. Zresztą nasze pozostałe nowości, m.in. ciasteczka francuskie Wiktorki czy Precle z masłem i seria dla dzieci Tago Kids, czyli Oletki, Łatki oraz Tagerki, przyjęły się bardzo dobrze, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Trafione produkty. Liczymy, że tegoroczne nowości – m.in. kuleczki z ciasta francuskiego i laminowanego, obtaczane w czekoladzie i innych polewach – również okażą się hitem sprzedaży.

Kiedyś robił Pan słodycze, kierując się gustem swoich dzieci, które testowały nowe produkty. Jak dziś firma opracowuje nowości?
Trzeba sprawdzać swoje wyroby na najbliższych osobach. Najlepiej na dzieciach, póki są małe. Obecnie mój dorosły już syn wraz ze mną zarządza firmą, więc nie mogę (śmiech). Zresztą, świat za bardzo poszedł do przodu – teraz są zupełnie inne sposoby badania potencjalnych nowości, robią to armie ludzi uzbrojonych w komputery, wykorzystujących specjalne grupy testowe. W Tago nowości opracowuje stworzony pół roku temu Instytut Badawczy Rozwoju Przemysłu Cukierniczego. Zatrudniliśmy w nim m.in. profesorów z SGGW i zagranicznych specjalistów, którzy mają wdrażać u nas swoje rozwiązania i dzielić się doświadczeniem. Chcemy trafić do każdego klienta – dzieci, dorosłych i emerytów – ponieważ oferujemy produkty zdrowe, powstające z surowców ekologicznych, bez dodatków chemicznych. U nas wszystko jest naturalne.

Słodycze chyba nie za dobrze współgrają z obecną modą na zdrowy tryb życia.
Mięso też nie, ale samymi warzywami człowiek nie żyje, a mody przemijają. Jestem spokojny, bo słodycze nie mogą być wyparte przez inne produkty. Ludzie lubią słodkości i ich sobie nie odmawiają, niezależnie od zasobności portfela. W Polsce wciąż jesteśmy daleko za zachodnią Europą pod względem spożycia słodyczy na osobę i mamy wciąż bardzo duży potencjał wzrostu. Na pewno będziemy trzymali rękę na pulsie.

Mocno drożejące surowce były w ostatnim czasie dla firm produkujących słodycze największą bolączką. Jak przełożyło się to na ceny gotowych wyrobów?
Cena czekolady wzrosła ostatnio o około 20 proc., a rynek nie zaakceptuje o tyle wyższej końcowej ceny produktów. Pewnie będziemy musieli trochę podnieść ceny naszych wyrobów, ale nie przewidujemy aż tak drastycznych podwyżek. Może zaoszczędzimy pieniądze gdzieś indziej, żeby nie obciążać konsumentów. Na pewno damy sobie radę.

Który kanał sprzedaży jest dla Tago ważniejszy?
Tago zaczynało na rynku tradycyjnym i ten kanał będzie zawsze dla nas istotny. W ostatnich czasach ubywało małych sklepów, jednak rynek tradycyjny odżywa, z czego się cieszę. Dzięki sieciom franczyzowym mamy coraz więcej ciekawych sklepów i chętnie będziemy do nich sprzedawać nasze wyroby. Oczywiście nie możemy przejść obojętnie obok prężnie rozwijającego się kanału nowoczesnego, napędzanego przez dyskonty. Jesteśmy i w Biedronce, i w Lidlu. Weszliśmy w marki własne, mamy technologiczne możliwości, by zrobić dobrej jakości markę własną bez szukania oszczędności na surowcach. Produkujemy też dla Żabki, ale priorytetem są dla nas produkty pod naszą marką, a zwłaszcza ciasteczka francuskie.

Dlaczego?
Produkujemy je jako jedyni w Polsce. Aby takie ciasteczka były dobre, trzeba je robić na bazie masła, a nie na margarynie. A jak wiadomo, masło jest drogie. Jednak, produkując ten wyrób w dużych ilościach, zarabiam wystarczająco.

Jakie będą trendy na rynku słodyczy w najbliższej przyszłości?
Na topie są słodycze konfekcjonowane, zaś sprzedaż luzowa, która kiedyś napędzała handel, kurczy się. Społeczeństwo jest zasobniejsze i wygodniejsze, ludzie wolą kupować ciasteczka w mniejszych i bardziej funkcjonalnych opakowaniach. Dlatego, zmieniając w zeszłym roku szatę graficzną opakowań na nowocześniejszą, wprowadziliśmy innowacyjny system otwórz­‑zamknij, który zabezpiecza świeżość i gwarantuje wyższą jakość produktów. Niestety to kosztowny w produkcji system. Ale tak jest z nowościami i innowacjami – na początku trzeba do nich dokładać. Konkurencja jeszcze nie skopiowała tego rozwiązania, ale to kwestia czasu. Kiedy ludzie przekonają się do funkcjonalności takich opakowań, na pewno je docenią, a my zdobędziemy wielu stałych klientów.

Za dwa lata minie pół wieku odkąd produkuje Pan słodycze.
To prawda, minęło mnóstwo czasu, ale na emeryturę się jeszcze nie wybieram. W tym czasie wszystko się zmieniło – handel, sposób produkcji, warunki gospodarcze i ja sam. Niezmienione pozostały tylko ciastka, które produkujemy. Dawniej były cukier, mąka, woda, soda i nic więcej, a teraz mamy bardzo szeroki wybór nowych składników i surowców, a przede wszystkim ogromną automatyzację produkcji.

Jak z Pańskiej biznesowej perspektywy zmienił się handel?
Radykalnie. PRL to były siermiężne czasy i nie za mile je wspominam. Po zmianie ustroju nagle pojawiła się konkurencja, która wymusiła na producentach zmianę mentalności – trzeba było zacząć produkować pod klienta, a nie pod sklepy, by czymkolwiek zapełnić półki. Zmiana ustrojowa dała Tago impuls do rozwoju, a mnie powód do zadowolenia, że potrafiłem się odnaleźć w nowych realiach i nawiązać skuteczną walkę – nie tylko z polską, ale również z zagraniczną konkurencją. Handel jest dziś zupełnie inny niż 20 czy nawet 10 lat temu. Ale jedno pozostaje niezmienne – jakość, która zawsze wygrywała z innymi czynnikami, nawet z ceną. Jeśli jakość jest odpowiednia, to klient był i będzie skłonny za nią płacić. W tym kierunku szliśmy i będziemy iść dalej.

Sebastian Szczepaniak

Wiadomości Handlowe, Nr 4 (134) Kwiecień 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.