28.11.2014/11:35

Tak kupuje Ania Wyszkoni

Rozmowa z wokalistką Anną Wyszkoni

Ma Pani czas na robienie zakupów spożywczych?

Teraz jest go wprawdzie nieco mniej, ale generalnie muszę ten czas znajdować – mam rodzinę, dzieci, trzeba przygotowywać posiłki. Zakupy są po prostu niezbędne.

Odwiedza Pani ulubione miejsca, czy kupuje raczej „na szybko”?

Mam swój ulubiony sklep, niestety na drugim końcu Wrocławia… Mimo wszystko pokonuję te kilometry, czasem stojąc w korkach, bo wiem, że tam właśnie znajdę wszystko, czego potrzebuję i dobrej jakości. To dobry, sprawdzony sklep i, co ważne, można w nim kupić „gotowce” – pyszne, świeże obiady przygotowane na miejscu.

A kupowanie przez internet?

Nie korzystam. Muszę widzieć, co wkładam do koszyka. Szczególnie gdy chodzi o żywność dla moich dzieci. Lubię spojrzeć na etykietę, sprawdzić skład produktu, zapytać panią za ladą z jakiej mąki jest konkretne pieczywo. Jeśli chodzi o wędliny czy parówki, nigdy nie kupuję pakowanych produktów, a jedynie te na wagę ze stoiska – wówczas mogę poprosić o dokładne informacje. Podobnie jest, kiedy wybieram sery. Nie wyobrażam sobie takich zakupów w internecie. Ja nawet ubrań nie kupuję w ten sposób. Muszę dotknąć, sprawdzić, przymierzyć.

Co jada Anna Wyszkoni?

Nawet w trasie staram się pilnować. Nie jadam w fast­‑foodach czy na stacjach benzynowych. Organizatorzy koncertów zazwyczaj przygotowują nam bardzo dobre posiłki, więc nie mogę narzekać. Trzymam się zasady, że na trzy godziny przed koncertem nie jem, więc w garderobie nie sięgam po kuszące ciasteczka czy czekoladę. Po koncercie z kolei przeważnie zajadam się owocami. Staram się zawsze mieć przy sobie banany, tego nauczył mnie jeszcze trener, gdy ćwiczyłam w klubie fitness. Są doskonałym źródłem potasu, dodają energii, a przy tym to lekki, nieobciążający organizmu posiłek.

Ulubione potrawy.

Dzieci uwielbiają kurczaki, ja z narzeczonym (Maciej Durczak, manager artystki – red.) chętnie robimy sobie wieczorami sałatki. Uwielbiam też sushi, mamy sprawdzoną knajpkę, do której się czasem wybieramy. Dwa razy w tygodniu staram się przygotowywać potrawę z ryb. Za staniem przy kuchni nie przepadam, zawsze gotuję w pośpiechu i ze względu na dzieci. To mnie mobilizuje.

Na ile sposobów umie Pani przyrządzić kurczaka?

Co najmniej na kilka: udka, piersi, w panierce, z grilla. Dzieciaki najbardziej lubią pierś kurczaka przysmażaną na maśle – w panierce lub bez.

Układa im Pani jadłospis?

Całkowicie wolnej ręki mieć nie mogą, bo pewnie pochłaniałyby całe góry słodyczy. Staram się pilnować tego, co jedzą, choć czasem ulegam, kiedy młodsza córka robi „maślane oczy”, widząc, jak syn pałaszuje mleczną kanapkę. Bardziej rygorystyczny jest mój partner, który dba, by wszyscy domownicy właściwie się odżywiali. Nie używamy cukru, zastąpiliśmy go miodem i syropem z agawy, stosujemy też specjalny rodzaj soli. W lodówce zawsze muszą być także kalafiory i brokuły oraz naturalny jogurt, który jadamy z płatkami lub z miodem i orzechami.

A kuchenne eksperymenty?

Zdarzają się bardzo rzadko. Mam mało czasu i brakuje mi talentu do gotowania. W kuchni trzeba włożyć serce w to, co się przygotowuje.

Można Panią spotkać przy półce z produktami eko i bio?

Coraz częściej. Szczególnie gdy kupuję owoce i warzywa, sięgam po te z upraw ekologicznych. Rzeczywiście smakują inaczej. Są lepsze i zdrowsze – wierzę w to.
Wojciech Chełchowski

Wiadomości Handlowe, Nr 11-12 (140), Listopad - Grudzień 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.