18.08.2014/11:29

Tamara Arciuch na zakupach

Rozmowa z Tamarą Arciuch, aktorką teatralną i filmową

Lubi Pani chodzić na zakupy?

Jestem nietypową kobietą, bo nie przepadam za tzw. shoppingiem. Po wizycie w trzecim butiku jestem chora i chcę wyjść. Szczególnie gdy sprzedawczynie już w wejściu rzucają się z pytaniem, w czym mogą pomóc. Wtedy robię w tył zwrot. Są kobiety, które przesiadują pół dnia w galerii handlowej, muszą pomacać każdą rzecz z osobna i z naręczem ubrań udają się do przymierzalni, gdzie spędzają godzinę. Podziwiam, ale to nie dla mnie. Zupełnie inaczej z zakupami spożywczymi. Lubię je, sprawia mi przyjemność wybieranie produktów i wkładanie ich do koszyka.

Jak często bywa Pani na zakupach?

Co dwa, trzy dni. Nie lubię, gdy żywność długo zalega w lodówce, jestem wyczulona na wszelkie zapachy i nie chcę jeść czegoś, co jest nieświeże. Dlatego wolę kupować częściej, a mniej. Mimo że mam lodówkę ze specjalną funkcją, dzięki której produkty dłużej zachowują świeżość.

Ma Pani „swoje” sklepy?

Są takie dwie czy trzy sprawdzone placówki, w których zaopatruję się w mięso i warzywa. Po duże zakupy jeżdżę do większego sklepu. Bywa, że kupuję warzywa bezpośrednio od rolników. Uważam, że produkty dostępne w Polsce są lepszej jakości, niż np. na południu Europy. Mamy też większy wybór towarów.

Czyta Pani etykiety zanim kupi nowy produkt?

Zawsze. Nie jestem ortodoksyjna, jeśli chodzi o tropienie konserwantów i sztucznych dodatków, ale staram się zwracać uwagę na to, co jemy – ja i moja rodzina. Oczywiście drobne grzeszki się zdarzają, ale moje ciało źle się czuje, gdy zjem coś, co jest nafaszerowane chemią. Skoro organizm sam protestuje, to unikam takich rzeczy.

Słodycze są jednym z tych drobnych grzeszków?

Nie przepadam za słodkościami. Prędzej wolę domowej roboty lasagne, która też jest bombą kaloryczną. Kiedyś w ogóle nie zwracałam uwagi na kalorie. Ostatnio robię to coraz częściej. Co tu kryć, z wiekiem metabolizm spowalnia. Ale lubię gotować i spędzać czas w kuchni. Jadamy sporo ryb i warzyw. Czasem to bardziej wymyślne dania, ale bywa, że robię tradycyjny polski obiad.

Czego nie podałaby Pani swoim bliskim?

Zupek w proszku i wszelkich produktów z dodatkiem glutaminianu sodu i konserwantów. Zamiast popularnej przyprawy, która go zawiera, używam suszonych ziół i efekt jest równie dobry. Polecam.

Jest Pani znaną osobą. To pomaga w zakupach?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Nie sądzę, bym była jakoś szczególnie traktowana. Generalnie, sprzedawcy są uprzejmi i pomocni. Odpukać, nigdy nie spotkało mnie nic przykrego.

Potrzebuje Pani fachowej rady, np. w dziale mięsnym?

Nie, zwykle sama wiem, co chcę kupić, choć oczywiście zdarzają się sprzedawcy, którzy potrafią doradzić i można się czegoś od nich dowiedzieć.

Bywa Pani w dyskontach?

Nie jestem ich fanką, ale jak każdy – czasem i w nich robię zakupy. W okolicy domu mam dyskont oraz sklep prywatny i muszę stwierdzić, że dyskont ma lepsze warzywa. Generalnie, lubię sklepy, które znam. Nie znoszę, gdy właściciel czy kierownik zmienia układ towarów. Ciągłe przemeblowywanie półek doprowadza mnie do szału. Kupuję na pamięć – tu leży to, tam coś innego. Gdy wszystko się zmienia, tracę orientację.

Irytuje Panią, gdy w sklepie nie ma...

Oliwy z oliwek. Nie gwiazdorzę, to artykuł, którego używam na co dzień. Wydawało mi się, że oliwę można już kupić wszędzie.

Kupuje Pani przez internet?

Nie, to nie dla mnie. Muszę dotknąć, obejrzeć, powąchać. Co najwyżej mogłabym zamawiać w sieci artykuły chemii gospodarczej, np. proszki do prania. Ale też tego nie robię.

Anna Terlecka

Wiadomości Handlowe, Nr 8 (137) Sierpień 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.