17.09.2014/11:35

Trzy pytania do... Andrzeja Gantnera

Trzy pytania do... Andrzeja Gantnera, dyrektora generalnego Polskiej Federacji Producentów Żywności Związek Pracodawców

Producenci muszą wprowadzić gruntowne zmiany na opakowaniach. Czy podołają temu i czy nie przełoży się to na wyższe ceny produktów?

Rozporządzenie nr 1169/2011 zostało opublikowane trzy lata temu, zatem błędów wynikających z nieznajomości nowych przepisów nie będzie można tłumaczyć presją czasu. Staramy się pomóc producentom w prawidłowym wprowadzeniu zmian na etykietach, chociażby poprzez organizowanie szkoleń z zakresu znakowania żywności z udziałem przedstawicieli administracji państwowej czy publikację przewodników na stronie internetowej. Nowe regulacje rodzą ogromne koszty dla całego przemysłu żywnościowego w Polsce i UE. Warto też pamiętać, że kolejny okres przejściowy, dotyczący już wyłącznie tabel wartości odżywczych, minie w grudniu 2016 roku i te firmy, które nie dostosowały znakowania produktu w tym zakresie do grudnia br., będą musiały ponieść dodatkowe wydatki. Prawo żywnościowe reguluje praktycznie wszystkie kluczowe obszary produkcji żywności i pod względem skomplikowania przewyższa nawet prawo podatkowe. To duże utrudnienie szczególnie dla małych i średnich firm, które często nie mają wystarczających zasobów kadrowych, aby śledzić przepisy na bieżąco. Częste zmiany, dokonywane zarówno na poziomie unijnym, jak i w krajowych aktach wykonawczych, powodują błędy w oznakowaniu żywności, które przez urzędy kontrolne są interpretowane jako wprowadzanie konsumentów w błąd i karane jako zafałszowanie żywności, a w skrajnych przypadkach nawet jako wprowadzanie do obrotu żywności niebezpiecznej. Konsekwencje dla przedsiębiorców mogą być bardzo poważne – od konieczności wycofywania całych partii produktów z rynku, przez wysokie kary finansowe, po pozbawienie wolności.

Trwa wojna cenowa, mnożą się głębokie promocje. Czy taka gra na granicy wytrzymałości i opłacalności ma sens? Co można z tym zrobić?

Proste przewagi, typu niższa cena, zaczną sukcesywnie zanikać. Kluczowe będzie właściwe pozycjonowanie produktów, w oparciu o ich unikatowe walory smakowe, jakościowe, specyficzne właściwości. To jakość i umiejętność wyróżnienia się, a nie cena okażą się w najbliższej dekadzie kluczem do dalszego rozwoju. Konkurencja oparta wyłącznie na cenie, przy jednoczesnym pogarszaniu się jakości produktów, to droga donikąd – zarówno dla producentów żywności, jak i dla dystrybutorów. Pojawiły się już pierwsze symptomy deflacji na rynku żywności, wynikającej zarówno ze spadku cen surowców, jak i z nieustannej presji dystrybutorów na cenę. Deflacja, choć w krótkim okresie jest dobra dla konsumentów, to w dłuższej perspektywie okazuje się szkodliwa dla gospodarki, a także dla samych konsumentów. Rośnie ryzyko bankructw i zwiększenia się bezrobocia, spadku wynagrodzeń, a to w konsekwencji zawsze negatywnie oddziałuje na popyt, skutecznie blokując rozwój gospodarczy. W polskich warunkach może to oznaczać znaczące pogorszenie się kondycji małych i średnich przedsiębiorstw oraz tradycyjnego handlu.

Jakie dostrzega Pan zagrożenia dla sektora spożywczego?

Największe zagrożenia dla polskich przedsiębiorców związane są z szerokimi konsekwencjami konfliktu rosyjsko­‑ukraińskiego. Wprowadzone od początku sierpnia embargo na polskie owoce, warzywa, mleko oraz mięso i ich przetwory teoretycznie w skali makroekonomicznej nie stanowi większego problemu, bo sprzedaż do Rosji to tylko około 5 proc. polskiego eksportu żywności. Ale w skali mikroekonomicznej, na poziomie poszczególnych producentów i przetwórców, których produkcja była ukierunkowana na rynek rosyjski, może być prawdziwą katastrofą i przyczyną bankructw. Bez szybkiej i kompleksowej pomocy UE, ten czarny scenariusz może się spełnić. Co prawda przeżyliśmy już w Polsce kilka embarg ze strony Rosji, lecz tym razem zakaz ten obejmuje praktycznie całą Unię. Z jednej strony może to wzmocnić solidaryzm europejski, szczególnie w kwestii ewentualnych rekompensat i skargi do WTO, z drugiej jednak sytuacja na najważniejszym dla nas rynku, czyli UE (trafia tam ponad 70 proc. polskiego eksportu żywności – red.) może stać się bardzo trudna, ze względu na pojawiające się z dnia na dzień nadwyżki surowców i produktów. Skutki, jako kraj, możemy odczuć bardzo dotkliwie, bo cena to druga, po jakości, przewaga, jaką posiadają polskie produkty. Czeka nas dużo trudniejsza niż dotychczas walka o rynki krajów trzecich, na których nam obecnie szczególnie zależy. Najwięksi unijni eksporterzy żywności zintensyfikują swoje działania promocyjne i polityczne, a patrząc na potencjał w tym zakresie Francji czy Niemiec, może nam być bardzo trudno przebić ich oferty. Moim zdaniem najważniejszy efekt, na który liczy Rosja, wprowadzając embargo, to destabilizacja sytuacji polityczno­‑społecznej. Embargo uderza w bardzo wrażliwą grupę w UE, czyli w rolników, sadowników i ogrodników. Putin wie, że jeśli Bruksela nie podejmie odpowiednich kroków na czas, to niezadowolenie producentów rolnych będzie destabilizować sytuację polityczną we Wspólnocie. Mówimy o potężnej grupie społecznej, która bardzo szybko reaguje na każde pogorszenie rentowności produkcji. Kluczowa jest zatem szybka reakcja Komisji Europejskiej, gwarantująca pokrycie powstałych w wyniku embarga strat.

Wojciech Chełchowski

Wiadomości Handlowe, Nr 9 (138) Wrzesień 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.