14.02.2014/00:30

Trzy pytania do... wiceprezesa Tesco

Po niefortunnej wypowiedzi premiera Camerona, dotyczącej polskich imigrantów, politycy PSL wez­wali do bojkotu sklepów Tesco. Jak skomentuje Pan sprawę?
Wypowiadały się w tej kwestii już dziesiątki polityków i komentatorów. Ja jestem przede wszystkim handlowcem i chciałbym rozmawiać o swoim przedsiębiorstwie. A jesteśmy firmą, która zatrudnia 30 000 osób, sprzedaje towary 1500 polskich przedsiębiorstw i gości w swoich progach pięć milionów klientów tygodniowo. Stanowimy ważną część polskiego życia gospodarczego. Działamy w sektorze, który jest w ostatnich latach jedną z lokomotyw gospodarki. Jesteśmy potrzebni.

Kto zyskałby, a kto straciłby, gdyby wprowadzono zakaz handlu w niedziele i święta? Kolejne ograniczenie to, wielce prawdopodobny, brak możliwości handlowania alkoholem w sieci. Czy to pokrzyżuje wasze plany związane z rynkiem e­‑commerce?
Ewentualne ograniczenie liczby godzin pracy sklepów musi przełożyć się na poziom zatrudnienia w tych placówkach. Pomysł może mieć, niestety, negatywne konsekwencje dla całej gospodarki. Oznacza to bowiem mniej pracy dla najemców punktów w pasażach handlowych, pracowników agencji ochrony czy serwisów sprzątających. Zapomina się także o skomplikowaniu kwestii dostaw do sklepów zamykanych raz w tygodniu. Za wszystkie te utrudnienia będą musieli zapłacić przedsiębiorcy. Niewykluczone, że postulowane zmiany ograniczą możliwość dalszego obniżania cen przez sieci handlowe.
Z kolei kwestia handlu alkoholem z wykorzystaniem Internetu jest wręcz modelowym przykładem sytuacji, gdzie prawodawstwo nie nadąża za biznesową rzeczywistością. Ustawa z lat 80. nie przewidziała sprzedaży alkoholu z dostawą do domu, a brak jasnych regulacji powoduje liczne, niekiedy sprzeczne, interpretacje lokalnych urzędów czy sądów. Akceptujemy przecież fakt dostarczania alkoholu przez – obrazowo mówiąc – „taksówkarza”, ale nie jesteśmy w stanie zorganizować się, by zmienić przepisy tak, aby za dostawę odpowiedzialny był bezpośrednio sklep.
Warto podkreślić, że nasz serwis zakupów z wykorzystaniem Internetu dostępny jest tylko dla osób pełnoletnich. Chcemy dawać klientom prawdziwie szeroki wybór. Dyskryminowanie części asortymentu przy dostawie produktów do domu wydaje się zupełnie nieuzasadnione.

Działające w Polsce sieci handlowe od dłuższego czasu promują się niemal wyłącznie przez pryzmat cen. To brak pomysłów czy konieczność? Jakie efekty przyniosła akcja „Ciach!” i czy jest jeszcze z czego „ciąć”?
To, że z kwartału na kwartał notujemy coraz lepsze wyniki sprzedaży like for like (bez uwzględniania nowych otwarć – red.), jest w dużej mierze efektem inwestycji związanych z akcją „Ciach!”. Ponad 80 proc. klientów w Polsce mówi, że cena należy do najważniejszych kryteriów wyboru sklepu na zakupy, więc sieci handlowe konkurują i będą konkurować cenami. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że tania oferta jest tylko jednym z czynników, które przyciągają klientów do sklepów. Szeroki asortyment, obsługa klienta, jakość i świeżość produktów – wszystko to pomaga wygrać na konkurencyjnym rynku. Przykładem niech będzie „Gwarancja Satysfakcji”. Od kilku miesięcy klienci mogą oddać do sklepu produkty marki własnej Tesco, jeśli tylko nie trafią one w ich gusta – my zwracamy pieniądze. Chcemy tym samym pokazać, jak bardzo pewni jesteśmy jakości naszych wyrobów.
W 2014 roku wszystkim klientom życzyłbym realnego oddalenia widma kryzysu: większej dostępności miejsc pracy, stabilności zatrudnienia i wzrostu realnych wynagrodzeń. To w rzeczywistości życzenia także dla firm handlowych – przecież, im lepsza sytuacja polskich gospodarstw domowych, tym lepsza kondycja handlu i przedsiębiorstw produkcyjnych.

Wojciech Chełchowski

Wiadomości Handlowe, Nr 2 (132) Luty 2013

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.