02.02.2013/15:52

W tym Luksie ekspedientki nie uśmiechają się z musu

Życzliwy stosunek do klienta to cecha wspólna niemal wszystkich małych sklepów. Jednak Lux Mini w warszawskiej dzielnicy Anin jest pod tym względem placówką wyjątkową.

Klientela społemowskiego sklepu Lux Mini w stołecznym Aninie to przede wszystkim mieszkańcy pobliskich domów jednorodzinnych. Przy ul. Lucerny są również bloki, ale to raczej apartamentowce, niż wielka płyta. Przynajmniej w sąsiedztwie sklepu. Otoczenie wskazuje więc na duży potencjał. Potwierdza to koszyk zakupowy na poziomie nieco powyżej 21 zł. To dużo, biorąc pod uwagę, że 90-metrowy Lux Mini jest traktowany, jak typowy sklep osiedlowy, do którego klienci przychodzą po wędlinę, pieczywo, napoje i towary pierwszej potrzeby, większe zakupy robiąc w super- i hipermarketach. A także w pobliskiej Biedronce. Szefowa, Iwona Chrobak, zapewnia, że portugalski dyskont nie psuje obrotów społemowskiej placówki. – Mamy na to sposób: robimy wszystko, żeby się od nich odróżniać. Postawiliśmy na wędliny, mięso i drób, po które klienci wolą przychodzić do nas. Oni mają stale ten sam asortyment, który my staramy się rozszerzać. To oczywiście zachęca do odwiedzania sklepu – mówi kierowniczka.

Jednym ze sposobów na przyciągnięcie klientów do niewielkiego Luksa są „produkty-ciekawostki”, jak nazywa je szefowa. Chodzi o asortyment rzadko spotykany gdzie indziej. Przykładem mogą być choćby soki Rabenhorst, które charakteryzują się tym, że nie są sztucznie witaminizowane. Podobnych produktów znajdziemy tu więcej. Większość zasila ofertę ekologiczną placówki.

Lux Mini w Aninie obsługuje głównie mieszkańców pobliskich domów jednorodzinnych

Przebywając w Luksie dłużej niż pół godziny, trudno nie zauważyć, że sklep wyróżniają specyficzne relacje personelu z klientami. Wygląda to tak, jakby nie tylko wszyscy się znali – co jest naturalne – ale byli także ze sobą zaprzyjaźnieni. Ekspedientki nie pytają tu z automatu o zdrowie, tylko prawie z każdym mają osobny, zawsze niedokończony, temat do rozmowy: „Wykupił pan leki?”, „Jak egzaminy?”, „Pana gazetka już jest...”.

Czy to specyfika takich enklaw, jak Anin, czy zasługa personelu, kierowniczki albo prezesa – trudno powiedzieć. Być może jakieś znaczenie ma fakt, że część dziewięcioosobowej załogi to pracownicy ze społemowskim rodowodem, którzy uczyli się handlu i w starym, i w nowym systemie. – Nie uśmiechamy się z musu. Tylko wtedy, kiedy chcemy. A że chcemy często, to już zasługa naszych klientów – mówi Iwona Chrobak. I ma rację. Łatwo odróżnić pracownika, który zagaduje, bo dostał od szefa takie polecenie, od tego, który po prostu chce i robi to z przyjemnością – tak, jak w anińskim Luksie.

Dobre wrażenie psuje nieco brak miejsca. Główna alejka, biegnąca przez środek sklepu, jest wystarczająco szeroka, by minęły się w niej dwie osoby. Niestety nie można tego powiedzieć o skrajnej alejce, gdzie znajduje się m.in. chemia gospodarcza i piwo. To zapewne cena za różnorodność towaru, która jest elementem strategii Luksa w walce o odróżnianie się od portugalskiej konkurencji. To również powód, dla którego każdy towar, który słabo rotuje, jest od razu eliminowany.

Hubert Wójcik

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.