02.02.2013/16:04

Zaplecze mówi wszystko o Carrefourze Roberta Matusika

Robert Matusik, właściciel ponad dwustumetrowego sklepu Carrefour Express na warszawskim Żoliborzu, wierzy, że największą wartością firmy są ludzie. Dlatego inwestuje w komfort pracy swoich pracowników, a ci odwdzięczają się lojalnością.

Carrefour Express przy ul. Gwiaździstej w Warszawie działa w apartamentowcu na skraju dużego osiedla. To zamożna okolica, co ma swojego dobre i złe strony – gdy pod koniec stycznia rozmawiamy z właścicielem Robertem Matusikiem, przygotowuje się on na dwa słabsze handlowo tygodnie, w związku z feriami. Minusem, który przez cały rok odbija się na obrotach placówki, jest brak parkingu.

To jeden z sześciu sklepów Carrefour Express prowadzonych przez Matusika. Flagowy działa przy Rondzie ONZ, w samym sercu Warszawy. Przy Gwiaździstej mieści się jednak centrum dowodzenia. Na pięterku przedsiębiorca ma swoje biuro – tak bowiem należy nazwać przytulny, elegancko urządzony gabinet, w niczym nie przypominający zajmowanych przez kierowników placówek spożywczych ciasnych pokoików (nie bez racji zwanych często „kanciapami”). Szef, dbając o własny komfort pracy, nie zapomniał o pracownikach – mają oni do dyspozycji obszerną przebieralnię z boksami, przylegającą do niej łazienkę i pokoik socjalny. Wszędzie schludnie, czyściutko. Aż szkoda, że klienci tego nie widzą.

Na dole jest magazyn z chłodnią i wyjściem prowadzącym na podjazd dla dostawców. Ręka do góry, kto ma równie porządne zaplecze! Chętnie je odwiedzimy i opiszemy.

Nie wierzy w twardą franczyzę

We wszystkich sklepach Matusika panuje ten sam standard. W każdym jest np. maszyna do czyszczenia podłogi, dzięki czemu kafelki lśnią czystością nawet w samym środku zimowej zawieruchy. – Oczywiście taki sprzęt to spory wydatek (około 15 000 zł – red.), ale komfort pracy nieporównywalny – tłumaczy właściciel.

Kilkanaście lat temu był dyrektorem handlowym dużej firmy, na początku XXI wieku, został jednym z pierwszych franczyzobiorców nieistniejącej już sieci handlowej Leader Price. Zaczął od placówki w podwarszawskim Tłuszczu, po trzech miesiącach otworzył kolejne sklepy. W szczytowym momencie prowadził ich dziesięć, zatrudniając 150 osób. To była twarda, rygorystyczna franczyza, handlowało się praktycznie w 100 proc. marką własną przywożoną z magazynu centralnego, sprzedaż była paletowa: typowy hard dyskont. – Byłem jedynie organizatorem dystrybucji i zbytu, żyłem głównie z marży, nie mając wpływu na finalne ceny produktów. W tych czasach nie było żadnej alternatywy – wspomina Robert Matusik. W jednym sklepie na półkach było około 2000 SKU, z czego 900 kosztowało mniej niż złotówkę, tysiące klientów i po sąsiedzku Biedronka, dogorywająca z braku klientów – trudno uwierzyć, ale tak właśnie wówczas było.

Rozpoznawalny szyld, gazetki promocyjne i duży margines niezależności – to dlatego nasz kandydat wybrał franczyzę Carrefoura

Nasz rozmówca, zapytany dlaczego dołączył do sieci Carrefour Express, wymienia: rozpoznawalny szyld, gazetki promocyjne wydawane co dwa tygodnie, a przede wszystkim – duży margines niezależności. Tylko połowa zaopatrzenia w sklepach kandydata z Żoliborza pochodzi z magazynu centralnego Carrefoura. Warzywa, wędliny, mrożonki, papierosy, większość alkoholi – w ten towar detalista zaopatruje się u zewnętrznych dostawców. Produktów marek własnych nie musi zamawiać, ale niektóre artykuły są tak dobrej jakości, że szkoda byłoby nie mieć ich na półkach. – Po doświadczeniach z Leader Price nie wierzę w twardą franczyzę, która nie uwzględnia specyfiki lokalnych rynków – zarzeka się Matusik. Ofertę franczyzową Carrefoura uważa za najlepszą na rynku.

Klienci sklepu przy ul. Gwiaździstej to ludzie poruszający się samochodami, wielu z nich mieszka w apartamentowcu. W okolicy nie ma dużych placówek, a największą konkurencją są… sklepy internetowe. Największy ruch zaczyna się pod wieczór, gdy ludzie wracają z pracy. – Ze względu na klientów, placówka ma charakter delikatesowy, ale nawet w takim otoczeniu należy dać ludziom wybór w postaci asortymentu i z wyższej, i z niższej półki cenowej – mówi Robert Matusik. Przywiązuje dużą wagę do wyglądu sali sprzedaży – stąd np. duża liczba elementów drewnianych na dziale mięsnym i ciemnych regałów. Detalista przyznaje, że zmierza w stronę małej Almy.

Lojalność procentuje

Nasz kandydat prowadzi tę placówkę od dwóch lat, przejął ją od innych franczyzobiorców związanych z siecią Carrefour, którzy postanowili wycofać się z biznesu. Sklep nie radził sobie najlepiej. Matusiak wiedział w co się pakuje, widział wyniki finansowe placówki, dostrzegał wady lokalizacji. Zaryzykował, przebudował asortyment i w ciągu dwóch lat podniósł obroty o ponad 100 proc. Teraz przygotowuje ankietę dla klientów – chce się dowiedzieć, co jeszcze warto zmienić. Siłą firmy, jak podkreśla, jest załoga. Niektórzy z jego współpracowników to ludzie, których zatrudniał jeszcze za czasów Lider Price. Ufa im. Kierowniczka placówki, Agnieszka Bardadyn podejmuje bieżące decyzje, koordynuje własne promocje sklepu itp. Jeśli chodzi o szeregowy personel, to rotacja jest niewielka. I chyba nie tylko schludne pomieszczenia socjalne sprawiają, że chce się tu pracować – ekspedientki chwalą szefa za ludzkie podejście, doceniają też, że, oprócz płaconej na czas pensji, mogą liczyć na premie i dodatkowe bonusy (np. ubezpieczenia zdrowotne). Na jednej zmianie pracuje 5 osób, cała załoga to 11 ludzi.

Anna Krężlewicz-Terlecka

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.