02.05.2017/10:00

Znika szyld Minimarket. Sklepy przechodzą rebranding na Lewiatan

Sklepy szczecińskiej sieci Minimarket sukcesywnie przechodzą pod skrzydła Lewiatana. Z siedmiu pod dawnym szyldem zostały jeszcze trzy, a do końca półrocza nie będzie ani jednego. O zmianie zadecydowały realia biznesowe i relacje personalne.

Tomasz Nieżychowski zaczynał od importu produktów marki Dr. Oetker, później miał hurtownię spożywczą, a po ośmiu latach postawił na handel detaliczny. Przez pewien czas prowadził jednocześnie oba biznesy, ale w końcu zrezygnował z dystrybucji, żeby w pełni poświęcić się sklepom. Czasy sprzyjały rozwojowi placówek spożywczych, w efekcie pod logo Minimarket powstało ich siedem – sześć w Szczecinie i jedna w Trzebieży.

Minimarkety są niewielkimi sklepami – średnia powierzchnia sprzedaży to 100 mkw., zatrudniającymi od trzech do czterech osób. Mimo ograniczonej powierzchni w każdej placówce udało się wygospodarować miejsce na osobne stoisko mięsno-wędliniarskie, nabiałowe i owocowo-warzywne.

Biznes Nieżychowskiego był dochodowy, szło mu na tyle dobrze, że wraz ze wspólnikami postanowił rozwijać franczyzę. W rezultacie sieć rozrosła się do 12 sklepów. I wtedy zaczęły się schody, bo handlem detalicznym zaczęli się coraz bardziej interesować zagraniczni gracze. – Biedronka, Żabka i inne sieci pokrzyżowały nam plany. Wierzyliśmy we franczyzę, ale mimo szczerych chęci i ciężkiej pracy nie funkcjonowało to jak należy, bo nie udało nam się stworzyć wystarczająco silnej grupy zakupowej, a na rynku zaczynało brakować miejsca dla takich małych firm – mówi Tomasz Nieżychowski.
 
Przedsiębiorca postanowił związać się z silnym podmiotem, żeby stać się bardziej konkurencyjnym. Padło na Lewiatana, ze względu na ludzi, którzy tam pracują. – Znam ich, bo od dawna współpracowałem z Tradisem, zanim jeszcze został przejęty przez Eurocash. Poza tym mieli najbardziej pasującą do nas ofertę – argumentuje nasz rozmówca.

Szef Minimarketu chwali warunki współpracy z Lewiatanem. – To bardzo miękka franczyza. Jesteśmy zobligowani do sprzedaży tego, co jest gazetkach, zaś w przypadku pozostałych towarów mamy dowolność. Ale po co mam korzystać z tej swobody, jeśli np. osełka masła na rynku kosztuje mnie 6 zł, a w Lewiatanie – 5,80 zł. Podobnie jest z innymi produktami. Nie interesuje mnie twarda franczyza, w ramach której tylko warzywa mogę kupować, gdzie chcę. To nie dla mnie – tłumaczy Nieżychowski.

W tej chwili cztery sklepy funkcjonują w barwach Lewiatana, a trzy jeszcze jako Minimarkety. Ale – jak zapowiada prezes – do połowy roku na wszystkich zawiśnie ten pierwszy szyld. Trwa załatwianie formalności i prace adaptacyjne.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.