REKLAMARC Foods - baner główny - grudzień 2018

PRZEMYSŁ I PRODUCENCI

Pozostałe

inne

 

20 września 2018, 16:19

(fot. Pexels)

W grudniu br. miną 4 lata od wejścia w życie unijnych przepisów w zakresie znakowania żywności. Jak rozporządzenie zmieniło polską branżę spożywczą? Swoimi doświadczeniami dzieli się specjalista Centrum Znakowania Żywności oraz producenci.

REKLAMAMAURENT (EVEROAD) - belka w artykułach - I etap - (10-25.12.2018)

Celem unijnego rozporządzenia jest chęć ułatwienia konsumentom dokonania świadomego wyboru produktów poprzez transparentność i czytelność etykiet. Przepisy dotyczące znakowania produktów spożywczych mają za zadanie zapobiegać nieprawidłowym praktykom i fałszowaniu żywności.

Jak po tym czasie wygląda sytuacja w polskiej branży oraz z jakimi problemami borykają się rodzimi producenci opowiada Katarzyna Szatkowska, dietetyk i specjalista ds. prawa żywnościowego Centrum Znakowania Żywności.

– Rozporządzenie 1169/2011 w sprawie przekazywania konsumentom informacji na temat żywności bardzo dużo zmieniło w ostatnich latach. Większość dostępnych na rynku etykiet spełnia nowe, ujednolicone standardy. Bardziej klarowna stała się deklaracja alergenów i niemal wszystkie produkty posiadają informację o wartości odżywczej – tłumaczy Katarzyna Szatkowska.

Dodaje, że w obrocie pozostaje również sporo produktów, które częściowo lub mocno nie spełniają uregulowań prawnych.

– Są to najczęściej produkty lokalne, od mniejszych producentów, którzy nie posiadają specjalistów w dziedzinie znakowania. Większym firmom zdarzają się drobne błędy, np. nieprawidłowy układ treści. O ile znakowanie produktów opakowanych jest ogólnie na dość dobrym poziomie, tak znakowanie żywności nieopakowanej (pełnym składem dostępnym w miejscu sprzedaży) pozostawia dużo do życzenia – kontynuuje Katarzyna Szatkowska.

Jak zaznacza specjalista ds. prawa żywnościowego naruszenie zasad rzetelnego informowania zdarza się wszystkim.

– Wielu producentów podkreśla szczególne właściwości produktów podczas gdy wszystkie podobne posiadają takie same właściwości (np. komunikat "bez laktozy" na żółtym serze ponieważ wszystkie sery żółte nie zawierają laktozy), a także stosuje wprowadzające w błąd treści marketingowe (np. "Jak u mamy" na zupie w proszku) – dodaje Katarzyna Szatkowska.

Podkreśla też, że częstym przypadkiem jest nieznajomość wśród producentów uregulowań dotyczących oświadczeń żywieniowych i zdrowotnych. Wielu producentów pragnie podkreślać właściwości prozdrowotne swoich produktów podczas gdy żywność (w tym suplementy diety) z zasady nie może posiadać leczniczych właściwości. Tylko pewne ściśle określone komunikaty dotyczące "zdrowotności" są dozwolone do stosowania.

Według eksperta prawa żywieniowego znakowanie produktów opakowanych jest na dość dobrym poziomie, jednak już znakowanie produktów nieopakowanych (ich pełny skład dostępny jest w miejscu sprzedaży) pozostawia wiele do życzenia.

– Co więcej, zupełnie martwa pozostaje regulacja dot. deklarowania pełnych składów wraz z alergenami w restauracjach i innych placówkach żywienia zbiorowego. Teoretycznie w każdym takim miejscu powinniśmy mieć dostęp do pełnej informacji o składzie produktu, nie tylko alergenach. W praktyce w większości jest to niemożliwe, a tylko w niektórych placówkach można uzyskać informację o alergenach – podsumowuje Katarzyna Szatkowska.

Poleć innym

Czy ten artykuł był przydatny dla ciebie, twojej firmy i branży? Głosów: 2

  • 2
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY

Komentarze (1)

dodaj komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
  • ~igi (nie Foods) 1 2 miesiące temu

    Ciekawe, w jaki sposób nazwa "jak u mamy" wprowadza konsumenta w błąd. Czyżby miał uwierzyć, że koncentrat zupy w proszku będzie taki jak przyrządzała jego mama? No, to już zakładałoby wyjątkową naiwność konsumenta. Przez takie interpretacje inspekcje ścigają porządnych producentów, zamiast walczyć ze sprzedażą pączków z ziemi, etykietami w rodzaju "przywraca życie", czy margarynami złożonymi głównie z tłuszczy trans, taki jak słynna osełka z Łukowa.

    oceń komentarz  zgłoś do moderacji
do góry strony