REKLAMAMLEKOVITA - Święta Śmietanka - Baner Główny (14-19.12.2019)
– To najprostszy z możliwych konkurentów, bo ma najwęższy asortyment. Z Tesco, oferującym duży wybór i markowe towary, byłoby mi znacznie trudniej rywalizować – mówi Krzysztof Parzyszek, którego sklep mieści się naprzeciwko Biedronki. Współwłaściciel Delikatesów Blask znalazł receptę na konkurowanie z dyskontami.
REKLAMAStoisko mięsne - belka w artykuła (14.11.-31.12.2019)
Pracujący po dwanaście godzin dziennie Krzysztof Parzyszek, oprócz zajmowania się swoimi czterema sklepami, cały czas jeździ i dogląda dziesięciu franczyzowych Delikatesów Blask

Pracujący po dwanaście godzin dziennie Krzysztof Parzyszek, oprócz zajmowania się swoimi czterema sklepami, cały czas jeździ i dogląda dziesięciu franczyzowych Delikatesów Blask

Ludzie przyjeżdżają do Biedronki, a potem idą do mnie na zakupy uzupełniające. Dyskont pomaga mi bardziej niż ja jemu – wyjaśnia Krzysztof Parzyszek, właściciel czterech sklepów Delikatesy Blask. Portugalczycy otworzyli swoją placówkę w warszawskim Wawrze, naprzeciwko sklepu pana Krzysztofa, trzy lata temu. Początki były naprawdę trudne. – Nie przespałem wielu nocy, bo w pierwszym miesiącu obroty spadły o połowę! To był szok – wspomina nasz rozmówca. Po kilku miesiącach sprzedaż jednak wzrosła, aż w końcu osiągnęła poziom sprzed startu Biedronki. Jak udało się to osiągnąć?

Zrobił wszystko na opak

Przede wszystkim właściciel zorganizował sklep zupełnie inaczej niż Biedronka. Na początek zwiększył zatowarowanie do ponad 5000 SKU, czyli zaoferował klientom blisko pięciokrotnie większy wybór niż konkurent. – Stawiam na znane marki i nie handluję tanimi wyrobami – zdradza detalista. Podjęcie tej decyzji ułatwił fakt, że sklep znajduje się w okolicy, gdzie mieszka sporo dobrze sytuowanych klientów. – Ale przychodzą do mnie także niezbyt zamożni emeryci, którzy cenią sobie komfort robienia zakupów – opowiada nasz rozmówca. Tłok, konieczność brania dużego wózka na kółkach, nieumiejętność zlokalizowania cenówek – m.in. z tych powodów starsze osoby nie przepadają za zakupami w dużych placówkach handlu nowoczesnego. W sklepie pana Krzysztofa nie mają żadnego z tych problemów, bo detalista zadbał m.in., by metki z ceną znalazły się na niemal wszystkich produktach.

Alkohol i papierosy to podstawa

Parzyszek handlu uczył się od 16. roku życia, gdy zaczął pomagać w sklepie rodziców. – Na początku tylko zamiatałem salę sprzedaży, myłem podłogi i zbierałem kapsle przed wejściem. Potem zacząłem jeździć z ojcem po towar do Makro, a gdy zrobiłem prawo jazdy, rodzice wysyłali mnie samego. I tak to szło, aż w końcu z bratem przejęliśmy interes i zaczęliśmy otwierać kolejne sklepy – opowiada. To właśnie podczas praktyk u rodziców pan Krzysztof zrozumiał, jak ważny jest kontakt z klientem. – Prawie wszędzie mam stałą załogę. Klienci znają ekspedientki i na odwrót, często widzę, jak rozmawiają. A gdy ktoś zadzwoni i poprosi o odłożenie jakiegoś produktu – nie ma problemu. Stawiam na bliski kontakt z ludźmi, bo tego nie ma w dyskoncie – podsumowuje nasz rozmówca.

Miła obsługa i duży wybór to nie wszystko. Trzeba jeszcze mieć odpowiedni towar. – U nas zawsze konikiem był alkohol i zawsze mieliśmy go dużo. Alkohol oraz papierosy to podstawa, bo inaczej klient nie wejdzie do sklepu – twierdzi Parzyszek. W jego placówkach napoje alkoholowe odpowiadają przeciętnie za jedną trzecią obrotów, a są punkty, w których wskaźnik ten dochodzi do 40 proc. Parzyszek zrobił jeszcze jedną rzecz – wykorzystał fakt, że w Biedronce nie można płacić kartą, więc umożliwił u siebie płacenie za zakupy „plastikowymi” pieniędzmi już od złotówki.

Franczyza rozpoczęta przy grillu

Pan Krzysztof doświadczenie w walce z dyskontami ma spore. Pięć lat temu uruchomił sklep na warszawskim Ursynowie, naprzeciwko już otwartego Lidla. Niewielka placówka (38 mkw.) uzyskuje dziś doskonałe wyniki z metra kwadratowego powierzchni sprzedaży. Delikatesy Blask tworzy 6 placówek własnych braci Parzyszek oraz 10 franczyzowych. Wszystkie to typowe, osiedlowe sklepy (średnia powierzchnia to niespełna 90 mkw.). Punkt na Ursynowie był pierwszym franczyzowym. A zaczęło się od rozmów z kolegą przy grillu. – Chciał otworzyć sklep. Pomogłem mu, a potem zgłosili się do mnie kolejni znajomi. I tak zwykła koleżeńska pomoc przerodziła się we franczyzę – śmieje się detalista. Dziś franczyzobiorca otrzymuje logo, projekt sklepu, pomoc w załatwieniu dokumentów oraz rabaty u dostawców. Całość towaru jest dowożona do sklepów przez lokalnych dystrybutorów, m.in. Duo­‑Tes, Standard, Antares, Andę, Maspol, Flesz i Jakomex.

Każdy sklep jest rentowny

– Czekam na zgłoszenia przez naszą stronę internetową i każdy przypadek rozpatruję osobno. Nie nastawiam się tylko na ludzi z doświadczeniem w handlu – deklaruje detalista. Franczyzobiorca odbywa u Parzyszka minimum miesięcznie szkolenie po osiem godzin dziennie, podczas którego po kolei zajmuje się każdym aspektem działalności sklepu. A po otwarciu pan Krzysztof cały czas jeździ i dogląda placówek, służąc pomocą. – Do tej pory nie mieliśmy sklepu, który przyniósł straty w pierwszym miesiącu działalności. Wszystkie Delikatesy Blask są rentowne – zapewnia pan Krzysztof.



Sebastian Szczepaniak

Wiadomości Handlowe, Nr 6-7 (126) Czerwiec - Lipiec 2013

Poleć innym

Czy ten artykuł był przydatny dla ciebie, twojej firmy i branży? Głosów: 1

  • 1
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony