REKLAMAMarket Roku 2018  - baner główny
Agnieszka Kowalewska, IQS

Agnieszka Kowalewska, IQS (fot. materiały prasowe)

Najpierw najważniejszy był hipermarket, potem marki modowe, teraz jedzenie i rozrywka. Centra handlowe ewoluują i przyzwyczajają konsumentów przede wszystkim do bywania w nich. Chcą się stać częścią stylu życia, tak oczywistą, jak praca, dom, czy ulubiony park. O ewolucji, jaką przechodzą galerie handlowe w Polsce, rozmawiamy z Agnieszką Kowalewską z firmy IQS.

REKLAMAEC Alkohole - belka w artykułach - DRINCO II

Czy my, Polacy, lubimy jeszcze galerie handlowe? Jaki mamy do nich stosunek?

Widzimy coraz większą polaryzację stanowisk wobec centrów handlowych. Są takie środowiska, które uważają, że nie tyle bywanie w tego typu obiektach, co przyznawanie, że się w nich bywa jest niewłaściwe. Bo czas wolny trzeba spędzać z rodziną, jeść należy w domu, a nie w food courtcie, jeśli chodzi o rozrywkę – to można pójść do parku, albo do lasu. Ale jest też pokolenie millennialsów – „igreki” i „zetki”, które patrzy na to inaczej.

"Zetki"?

To młodsze „igreki” – 20 lat i mniej. Ludzie, którzy urodzili się już po przełomie polityczno‑gospodarczym w Polsce, o PRL‑u co najwyżej słyszeli, i nie znają świata bez galerii handlowych. Dla nich są one czymś tak oczywistym, że nie zastanawiają się, czy wypada tam bywać. To tak, jakby nie wypadało jeździć metrem w Warszawie. Centra handlowe są częścią ich życia, inspirują ich. Czasami chodzą do nich celowo, bo chcą sobie coś kupić, a czasami – zupełnie bez celu. Ani po zakupy, ani do kina, ani na siłownię. Kompletnie nie wiedzą, co będą robić. Niczego nie planują. Siedzą z tabletami czy telefonami, przy kawie, sami albo ze znajomymi, i czasem coś się wydarza. To jest miejsce do spędzania czasu i nie czują się zobowiązani do tego, że skoro zajmują tę publiczną przestrzeń, muszą coś kupić. Uważają, że centra handlowe są dla nich, a nie oni dla centrów handlowych.

Nie do pomyślenia dla sprzedawców wywodzących się ze wspomnianego PRL‑u.

Nie tylko! Ciągle brakuje nam kadry sklepowej. Ludzi, którzy z zaangażowaniem, może nawet z poczuciem misji, chcą pracować w handlu. Kiedyś był to zawód bardzo poważany, ale chyba nie udało się nam do końca odbudować jego renomy.

Od czego zależy nasz stosunek do centrów handlowych?

Decyduje o tym suma doświadczeń, jakie się ma. Inne będą one u osób urodzonych w latach 70. ubiegłego wieku, a zupełnie inne u urodzonych po roku 2000. Ważny jest status społeczny, a także zamożność. Nadal istnieją osoby, których nie stać na chodzenie do centrów handlowych, choć przecież to nie jest luksus, raczej „mainstream”. Istnieje też klasa wyższa, która w takich miejscach nie znajduje dla siebie oferty. To ludzie, którzy nie kupują w hipermarketach, ani nie ubierają się w sieciówkach.

Jak galerie i ich status zmieniały się przez ostatnie lata?

Poleć innym

Czy ten artykuł był przydatny dla ciebie, twojej firmy i branży? Głosów: 1

  • 1
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY

Komentarze (1)

dodaj komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
  • ~milenials 1 14 dni temu

    W każdym CH są praktycznie te same sklepy, aż do znudzenia. Centra różnią się kolorami elewacji i kolorami ścian wewnątrz. Bo jak mówić o unikalności, skoro w praktycznie każdym są te same sieciówki? W co niektórych to jeszcze lokują dyskonty, których jest w kraju kilka tysięcy... Zakupy przez internet są szybsze i nie trzeba tracić czasu na objechanie całego miasta i pięciu galerii, bo w każdej filii obówniczej sieciówki nie ma kompletnej numeracji butów czy np. Objechać wszystkie filie sieciówki odzieżowej, bo w 1. filii mają S-ki, w drugiej M i L, a w trzeciej tylko XXL. Litosci! Nie dosc, ze te same marki wszędzie, to nawet nie potrafią dołożyć na półki brakujących rozmiarówek, wersji kolorystycznych czy modeli! A klient ma sobie jeździć po całym mieście i tracić czas, paliwo i cierpliwość, by dostać wybraną wersję? Już nie mówię o tragicznych warunkach zakupów (kakofonia dźwięków, wąskie alejki, ciasno ułożony towar, brak ławek do odpoczynku, brak foteli). Ja wybieram internet...

    oceń komentarz  zgłoś do moderacji
do góry strony
"