REKLAMAQpony.pl - Baner główny
Agnieszka Kowalewska, IQS

Agnieszka Kowalewska, IQS (fot. materiały prasowe)

Najpierw najważniejszy był hipermarket, potem marki modowe, teraz jedzenie i rozrywka. Centra handlowe ewoluują i przyzwyczajają konsumentów przede wszystkim do bywania w nich. Chcą się stać częścią stylu życia, tak oczywistą, jak praca, dom, czy ulubiony park. O ewolucji, jaką przechodzą galerie handlowe w Polsce, rozmawiamy z Agnieszką Kowalewską z firmy IQS.

REKLAMAPurella Food - Chlorella (luty 2018) - belka w artykułach

Czy my, Polacy, lubimy jeszcze galerie handlowe? Jaki mamy do nich stosunek?

Widzimy coraz większą polaryzację stanowisk wobec centrów handlowych. Są takie środowiska, które uważają, że nie tyle bywanie w tego typu obiektach, co przyznawanie, że się w nich bywa jest niewłaściwe. Bo czas wolny trzeba spędzać z rodziną, jeść należy w domu, a nie w food courtcie, jeśli chodzi o rozrywkę – to można pójść do parku, albo do lasu. Ale jest też pokolenie millennialsów – „igreki” i „zetki”, które patrzy na to inaczej.

"Zetki"?

To młodsze „igreki” – 20 lat i mniej. Ludzie, którzy urodzili się już po przełomie polityczno‑gospodarczym w Polsce, o PRL‑u co najwyżej słyszeli, i nie znają świata bez galerii handlowych. Dla nich są one czymś tak oczywistym, że nie zastanawiają się, czy wypada tam bywać. To tak, jakby nie wypadało jeździć metrem w Warszawie. Centra handlowe są częścią ich życia, inspirują ich. Czasami chodzą do nich celowo, bo chcą sobie coś kupić, a czasami – zupełnie bez celu. Ani po zakupy, ani do kina, ani na siłownię. Kompletnie nie wiedzą, co będą robić. Niczego nie planują. Siedzą z tabletami czy telefonami, przy kawie, sami albo ze znajomymi, i czasem coś się wydarza. To jest miejsce do spędzania czasu i nie czują się zobowiązani do tego, że skoro zajmują tę publiczną przestrzeń, muszą coś kupić. Uważają, że centra handlowe są dla nich, a nie oni dla centrów handlowych.

Nie do pomyślenia dla sprzedawców wywodzących się ze wspomnianego PRL‑u.

Nie tylko! Ciągle brakuje nam kadry sklepowej. Ludzi, którzy z zaangażowaniem, może nawet z poczuciem misji, chcą pracować w handlu. Kiedyś był to zawód bardzo poważany, ale chyba nie udało się nam do końca odbudować jego renomy.

Od czego zależy nasz stosunek do centrów handlowych?

Decyduje o tym suma doświadczeń, jakie się ma. Inne będą one u osób urodzonych w latach 70. ubiegłego wieku, a zupełnie inne u urodzonych po roku 2000. Ważny jest status społeczny, a także zamożność. Nadal istnieją osoby, których nie stać na chodzenie do centrów handlowych, choć przecież to nie jest luksus, raczej „mainstream”. Istnieje też klasa wyższa, która w takich miejscach nie znajduje dla siebie oferty. To ludzie, którzy nie kupują w hipermarketach, ani nie ubierają się w sieciówkach.

Jak galerie i ich status zmieniały się przez ostatnie lata?

Poleć innym

Czy ten artykuł był przydatny dla ciebie, twojej firmy i branży? Głosów: 1

  • 1
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY

Komentarze (1)

dodaj komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
  • ~milenials 1 2 miesiące temu

    W każdym CH są praktycznie te same sklepy, aż do znudzenia. Centra różnią się kolorami elewacji i kolorami ścian wewnątrz. Bo jak mówić o unikalności, skoro w praktycznie każdym są te same sieciówki? W co niektórych to jeszcze lokują dyskonty, których jest w kraju kilka tysięcy... Zakupy przez internet są szybsze i nie trzeba tracić czasu na objechanie całego miasta i pięciu galerii, bo w każdej filii obówniczej sieciówki nie ma kompletnej numeracji butów czy np. Objechać wszystkie filie sieciówki odzieżowej, bo w 1. filii mają S-ki, w drugiej M i L, a w trzeciej tylko XXL. Litosci! Nie dosc, ze te same marki wszędzie, to nawet nie potrafią dołożyć na półki brakujących rozmiarówek, wersji kolorystycznych czy modeli! A klient ma sobie jeździć po całym mieście i tracić czas, paliwo i cierpliwość, by dostać wybraną wersję? Już nie mówię o tragicznych warunkach zakupów (kakofonia dźwięków, wąskie alejki, ciasno ułożony towar, brak ławek do odpoczynku, brak foteli). Ja wybieram internet...

    oceń komentarz  zgłoś do moderacji
do góry strony
"