REKLAMAInpost - baner główny 14.08-14.09
Paneliści debaty

Paneliści debaty "Od pola do stołu" (fot. archiwum)

Strona 2 z 4
REKLAMAKAiN - belka w artykułach (sierpień-wrzesień 2019)

Uwagi do zasad obowiązujących w łańcuchu żywnościowym mają też producenci bydła mięsnego. – Gdybym miał wypowiadać się na ten temat miesiąc temu, moja opinia byłaby zupełnie inna. Jednak wydarzenia wokół afery z nieprzebadaną wołowiną pokazują, z czym musimy się zmierzyć w relacjach między producentami-hodowcami a odbiorcami-przetwórcami – powiedział Jacek Zarzecki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego. – Mimo kryzysu branża stoi obecnie przed ogromną szansą. Jesteśmy pierwszym sektorem, który półtora roku temu stworzył wspólną strategię obejmującą zarówno producentów, jak i przetwórców, pod nazwą „Polska wołowina 2020”. Musimy razem wzmacniać markę mięsa z naszego kraju – przekonywał.

Zwrócił również uwagę na to, że przeciętny polski konsument wołowiny nie wie, z jakiego kraju pochodzi mięso, które kupuje w sklepie, nie wspominając już o identyfikacji konkretnego gospodarstwa czy rasy bydła, z którego zostało zrobione mięso. – Dzisiaj konsumentom zależy na wiedzy o produkcie, który kupują i który jedzą. Potrzebna jest pełna identyfikacja, pełna transparentność. Tylko to pozwoli naszej branży doprowadzić do tego, że spożycie wołowiny w Polsce wzrośnie – podkreślił Zarzecki. Przypomniał, że w ciągu ostatnich trzech lat spożycie wzrosło o ponad 175%, z 1,2 kg w 2015 roku do 3,3 kg w 2018 roku.

Decydująca kategoria

Polska Izba Handlu skupia różnorodne formaty handlu oparte na kulturze i tradycji polskiego kupiectwa, inaczej mówiąc, reprezentuje sektor polskiego „handlu nowoczesnego z tradycjami”. Jak podał Maciej Ptaszyński, dyrektor PIH, w tego typu sklepach kategoria produktów mięsnych odpowiada za około 8-10% obrotów i należy do pierwszych trzech kategorii mających decydujący wpływ na wynik finansowy sklepu. – Jako przedstawiciel segmentu mniejszych, niezależnych sklepów, dostrzegam pewne problemy odnoszące się nie tylko do współpracy z branżą mięsną, ale po prostu ze wszystkimi dostawcami. Wynikają one z dychotomii handlu, gdzie z jednej strony mamy segment dyskontowy, który realizuje gigantyczne obroty, a z drugiej strony segment handlu niezależnego. Dochodzi do tego, że ceny na półce w sklepie dyskontowym są niższe niż te, które właściciel mniejszego sklepu jest w stanie dostać bezpośrednio u producenta, nie licząc marży – przyznał Ptaszyński. – Dlaczego ceny detaliczne w dyskoncie są niższe niż te, które producent oferuje mniejszym sieciom? Oczywiście można to tłumaczyć kwestią ekonomii skali. Jeśli Biedronka robi powyżej 50 mld zł przychodu przy średnim asortymencie 2000-3000 SKU, to można sobie łatwo policzyć, jakie jest jej zapotrzebowanie na określone wyroby i jaką ma siłę negocjacyjną w obrębie każdego produktu. Z drugiej strony ze względu na wspomniane ograniczenia asortymentu w dyskontach, wybierają one tylko kilka produktów, które rotują najlepiej. Tymczasem portfolio produktowe producentów mięsa jest bardzo szerokie. Ile z tych produktów trafia do dyskontów? – pytał retorycznie.

Poleć innym

Czy ten artykuł był przydatny dla ciebie, twojej firmy i branży? Głosów: 3

  • 1
    BARDZO PRZYDATNY
  • 2
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony