REKLAMAKORAL - Baner Główny - Rożek Duo (19-24.05.2019)

(fot. materiały prasowe)

– Interes nie idzie, bo ludzie pieniędzy nie mają i chodzą do hipermarketu, zamiast do mnie – żali się właściciel sklepu, prowadzonego w okolicy, gdzie swe posiadłości mają najbogatsi Polacy. Nie umie powiązać faktu braku klientów z tym, że jego sklep z zewnątrz przypomina obskurny blaszak. Jeśli nie zachęcimy klientów z ulicy do wejścia do środka, to nawet w dobrej lokalizacji placówka będzie nierentowna.

REKLAMAKongres Rynku FMCG - Belka w artykułach (kwiecień - maj 2019)

Zadanie przyciągania uwagi przechodniów pełnią szyld oraz witryna. To wizytówka sklepu, dlatego kierownik powinien regularnie sprawdzać wygląd elewacji, kontrolować czystość szyb, pilnować, żeby dookoła nie walały się śmieci, a na ścianie nie było żadnych bohomazów. – Trzeba spojrzeć na placówkę tak, jak widzą ją ludzie idący ulicą – tłumaczy Krzysztof Kaźmierczak, zajmujący się m.in. projektowaniem sklepów convenience. O tym, gdzie ostatecznie wejdzie klient, często decydują dodatkowe udogodnienia. Jakie? Np. stojak dla rowerów, czy miejsce, w którym przed sklepem będą mogły bezpiecznie zaczekać na swoich właścicieli psy (jest ich w Polsce około 7,5 mln). – Wystarczy przygotować uchwyt na smycz i powiesić odpowiednią tabliczkę informacyjną. A latem można jeszcze wystawić miskę z wodą. Nie będzie to kosztowało wiele, a jest doskonałym sposobem budowania relacji z klientem – ludzie docenią ten prosty gest – uważa Kaźmierczak.

Jak dodaje prof. dr hab. Henryk Mruk z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, placówki handlu tradycyjnego mogą spokojnie funkcjonować po 20 lat, głównie dzięki długotrwałym relacjom ze stałymi klientami. Ten aspekt jest szczególnie ważny w dzisiejszych czasach, gdy konsumenci stają się coraz bardziej wygodni i zaczynają robić zakupy przez internet.

Wyhamuj klienta na pasie startowym

Nawet jeśli jakaś placówka nie narzeka na brak klientów, zawsze mogliby oni robić większe zakupy. – Często nie robią, bo właściciele im na to nie pozwalają, z czego sami nie zdają sobie nawet sprawy – przekonuje projektant sklepów. Strefa wejścia, w branżowym żargonie nazywana pasem startowym, to newralgiczny punkt, który często legitymuje się bardzo słabymi obrotami z metra. Dlaczego? Wchodząc na salę sprzedaży w normalnym tempie, klient porusza się z prędkością 2-3 m/s. Oko nie jest wówczas w stanie zarejestrować szczegółów i nie widzi mijanego asortymentu. Stanie się on widoczny dopiero przy optymalnej prędkości na poziomie 1 m/s. – Do wyhamowania klienta służą m.in. kołowrotki i automatyczne bramki. To nie przypadek, że te drugie otwierają się tak wolno, a zamykają błyskawicznie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by otwierały się równie szybko, ale wtedy nie spełniałyby swojej funkcji – mówi Krzysztof Kaźmierczak. Jednak takie urządzenia oznaczają dodatkowe koszty i sprawdzają się wyłącznie w placówkach o powierzchni powyżej 100 mkw. Co powinni zrobić właściciele mniejszych sklepów? Najtańszym urządzeniem hamującym jest zwykłe lustro. Prawie każda pani i co trzeci pan zatrzyma się przed nim, by sprawdzić swój wygląd. Aby lustro dobrze pełniło swoją funkcję, powinno wisieć po prawej stronie od wejścia i być wystarczająco duże – tzn. mieć powierzchnię ponad 1 mkw.

Poleć innym

Czy ten artykuł był przydatny dla ciebie, twojej firmy i branży? Głosów: 15

  • 14
    BARDZO PRZYDATNY
  • 1
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony