REKLAMANaturio - baner główny - lipiec 2019

(fot. materiały prasowe)

– Interes nie idzie, bo ludzie pieniędzy nie mają i chodzą do hipermarketu, zamiast do mnie – żali się właściciel sklepu, prowadzonego w okolicy, gdzie swe posiadłości mają najbogatsi Polacy. Nie umie powiązać faktu braku klientów z tym, że jego sklep z zewnątrz przypomina obskurny blaszak. Jeśli nie zachęcimy klientów z ulicy do wejścia do środka, to nawet w dobrej lokalizacji placówka będzie nierentowna.

REKLAMAKAiN - Belka w artykułach (lipiec PROMO)

Zadanie przyciągania uwagi przechodniów pełnią szyld oraz witryna. To wizytówka sklepu, dlatego kierownik powinien regularnie sprawdzać wygląd elewacji, kontrolować czystość szyb, pilnować, żeby dookoła nie walały się śmieci, a na ścianie nie było żadnych bohomazów. – Trzeba spojrzeć na placówkę tak, jak widzą ją ludzie idący ulicą – tłumaczy Krzysztof Kaźmierczak, zajmujący się m.in. projektowaniem sklepów convenience. O tym, gdzie ostatecznie wejdzie klient, często decydują dodatkowe udogodnienia. Jakie? Np. stojak dla rowerów, czy miejsce, w którym przed sklepem będą mogły bezpiecznie zaczekać na swoich właścicieli psy (jest ich w Polsce około 7,5 mln). – Wystarczy przygotować uchwyt na smycz i powiesić odpowiednią tabliczkę informacyjną. A latem można jeszcze wystawić miskę z wodą. Nie będzie to kosztowało wiele, a jest doskonałym sposobem budowania relacji z klientem – ludzie docenią ten prosty gest – uważa Kaźmierczak.

Jak dodaje prof. dr hab. Henryk Mruk z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, placówki handlu tradycyjnego mogą spokojnie funkcjonować po 20 lat, głównie dzięki długotrwałym relacjom ze stałymi klientami. Ten aspekt jest szczególnie ważny w dzisiejszych czasach, gdy konsumenci stają się coraz bardziej wygodni i zaczynają robić zakupy przez internet.

Wyhamuj klienta na pasie startowym

Nawet jeśli jakaś placówka nie narzeka na brak klientów, zawsze mogliby oni robić większe zakupy. – Często nie robią, bo właściciele im na to nie pozwalają, z czego sami nie zdają sobie nawet sprawy – przekonuje projektant sklepów. Strefa wejścia, w branżowym żargonie nazywana pasem startowym, to newralgiczny punkt, który często legitymuje się bardzo słabymi obrotami z metra. Dlaczego? Wchodząc na salę sprzedaży w normalnym tempie, klient porusza się z prędkością 2-3 m/s. Oko nie jest wówczas w stanie zarejestrować szczegółów i nie widzi mijanego asortymentu. Stanie się on widoczny dopiero przy optymalnej prędkości na poziomie 1 m/s. – Do wyhamowania klienta służą m.in. kołowrotki i automatyczne bramki. To nie przypadek, że te drugie otwierają się tak wolno, a zamykają błyskawicznie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by otwierały się równie szybko, ale wtedy nie spełniałyby swojej funkcji – mówi Krzysztof Kaźmierczak. Jednak takie urządzenia oznaczają dodatkowe koszty i sprawdzają się wyłącznie w placówkach o powierzchni powyżej 100 mkw. Co powinni zrobić właściciele mniejszych sklepów? Najtańszym urządzeniem hamującym jest zwykłe lustro. Prawie każda pani i co trzeci pan zatrzyma się przed nim, by sprawdzić swój wygląd. Aby lustro dobrze pełniło swoją funkcję, powinno wisieć po prawej stronie od wejścia i być wystarczająco duże – tzn. mieć powierzchnię ponad 1 mkw.

Poleć innym

Czy ten artykuł był przydatny dla ciebie, twojej firmy i branży? Głosów: 15

  • 14
    BARDZO PRZYDATNY
  • 1
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony