REKLAMAFord - Banner Główny

Sklepem zawsze trzeba zarządzać tak, jakby trwał kryzys. Gdy widać pierwsze oznaki dekoniunktury, powinno się jeszcze mocniej zacisnąć pasa. Da się skutecznie zredukować koszty, by oszczędzanie nie odbiło się czkawką.

REKLAMAITCOM - Belka w artykułach

(fot. archiwum WH)

Wcześniej czy później spowolnienie gospodarcze pojawi się również w Polsce, bo takie są cykle koniunktury gospodarczej. Czy może dosięgnąć sektora FMCG. Jedni uważają, że tak, inni mówią: „niekoniecznie, bo przecież jeść trzeba”. Żeby jednak „chudsze miesiące” nie zachwiały filarami naszego sklepu, lepiej zawczasu przygotować się na nie. Koszty należy kontrolować zawsze, niezależnie od sytuacji finansowej placówki. Kluczowa jest samodyscyplina i trzymanie się ustalonych zasad. Niestety, w praktyce przedsiębiorcy zwykle zaczynają kontrolować wydatki dopiero wówczas, kiedy nadchodzi czas dekoniunktury.

Towar, pracownicy i czynsz to największe koszty detalisty i na nich należy się skupić, tnąc wydatki. Skupię się na towarze (na pracowników i czynsz przyjdzie czas po wakacjach).

Przejrzyj dostawców

Od czego zacząć oszczędzanie? Proponuję przejrzeć umowy z dostawcami. Być może niektóre z nich uda się renegocjować i uzyskać lepsze upusty. W trakcie rozmów argumentujmy, że produkty są za drogie, sprzedaż spada, a konkurencja prowadzi agresywną politykę cenową. Jasne, że mały sklep może mniej, ale to nie znaczy, że nie może nic.

Jeśli nie uda się przekonać dostawcy, spróbujmy go zmienić. Tak robią rekiny branży, czyli wielkie sieci handlowe. W przypadku takich produktów, jak mięso, wędliny, warzywa czy owoce, zmiana źródła zaopatrzenia nie powinna nastręczać większych problemów. Trudniej będzie zrezygnować ze współpracy z firmami, które same zajmują się dystrybucją swoich produktów, ale takich jest niewiele. Oczywiście, nie możemy sobie pozwolić na to, by w naszym sklepie zabrakło zbyt wielu topowych marek – liderów kategorii. Bez kilku produktów damy sobie jednak radę.

Zredukuj asortyment

Zdecydowana większość sklepów ma w ofercie zbyt wiele produktów, co nie tylko nie przynosi spodziewanych korzyści (zgodnie z obiegową opinią, że „klient musi mieć wybór”), ale działa dokładnie odwrotnie. Gdyby właśnie ów wybór był decydujący, to popularny McDonald's nie miałby racji bytu, a przecież funkcjonuje i rozwija się w imponującym tempie. Nie ma nic złego w tym, że jakiś sklep chce się wyróżnić, oferując asortyment szerszy niż Biedronka. Nikt jednak nie powiedział, że ten asortyment musi być nawet cztery razy szerszy, na trzy razy mniejszej powierzchni...

Biedronka na 600 mkw. oferuje około 2500 produktów, a wiele 200-metrowych sklepów osiedlowych ma ich od 5000 do 8000. Tylko po co? Gdyby ten wskaźnik ograniczyć o jedną piątą, obcinając najsłabiej rotujące pozycje, nic złego by się nie stało, bo klienci nawet nie zauważyliby zmian.

Poleć innym

Czy ten artykuł był przydatny dla ciebie, twojej firmy i branży? Głosów: 4

  • 3
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    PRZYDATNY
  • 1
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
REKLAMA
do góry strony