REKLAMARC Foods - baner główny - grudzień 2018

- Intencją ustawodawcy było zapewnienie wolnych niedziel głównie pracownikom dyskontów i sklepów wielkopowierzchniowych, bez naruszania prawa do prowadzenia działalności rodzimym drobnym przedsiębiorcom. Duże sieci przystosowują się do ograniczeń handlu. Tracą ci, których ustawa miała chronić - przekonuje Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych.

REKLAMAMAURENT (EVEROAD) - belka w artykułach - I etap - (10-25.12.2018)
Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych

Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych (fot. materiały prasowe, PRCH)

Jak zauważa przedstawiciel PRCH, w centrach handlowo-usługowych, obok sklepów, działają także lokale świadczące usługi gastronomiczne, rekreacyjne, kulturalne, oświatowe, turystyczne i wypoczynkowe, takie jak restauracje, bary, kina, muzea, boiska, place zabaw, siłownie, tory kartingowe, a nawet przychodnie lekarskie.

- W uzasadnieniu projektu ustawodawca zaznaczył: „Zamknięcie sklepów wielkopowierzchniowych i dyskontów nie oznacza zamknięcia galerii handlowych. Na dotychczasowych zasadach będą w nich działać sklepy prowadzone przez właścicieli, kina, restauracje, itp.”. Większość lokali usługowo-handlowych w centrach może być otwarta również w niedziele objęte zakazem, dzięki 32 wyjątkom w ustawie - tłumaczy Knap.

Czy jednak prywatnym właścicielom punktów usługowo-handlowych będzie się opłacać prowadzenie działalności w niedziele bez handlu? - Zbiór wielu punktów handlowo-usługowych w jednym miejscu, jakim jest centrum handlowe, zapewnia ruch, który z kolei generuje sprzedaż. Sobota i niedziela to najlepsze pod względem obrotów dni w tygodniu. Niestety prywatni przedsiębiorcy, prowadzący punkty handlowo-usługowe, którzy mają możliwość pracy w niedziele bez handlu, już odnotowują znaczący spadek sprzedaży – nie do odrobienia w inne dni tygodnia. Duże sieci handlowe dostosowały się do nowego prawa, intensyfikując sprzedaż online oraz przekierowując ruch na inne dni - tłumaczy Knap.

Zaznacza przy tym, że sektory takie jak gastronomia czy punkty kierowane przez ich właścicieli, np. na tzw. wyspach, wyraźnie tracą na zamknięciu sąsiadujących z nimi punktów handlowych. – Centrum handlowo-usługowe to system naczyń połączonych. Przychodzimy kupić buty, a przy okazji zatrzymujemy się na lunch albo wstępujemy na kawę. Najczęściej robimy tak w weekendy, kiedy mamy trochę więcej czasu. Jeśli więc zamkniemy sklep z butami, jego klienci nie kupią też kawy. W ten sposób ustawa najsilniej uderza w przedsiębiorców, którzy mieli nie odczuć jej skutków – mówi Radosław Knap.

Obecnie przedstawiciele branży obserwują skutki wprowadzenia zakazu i testują różne rozwiązania. Ważnym czynnikiem wpływającym na rentowność firm jest również konieczność pokrycia kosztów funkcjonowania centrów tylko przez część lokali, które nie są objęte zakazem, co może być dla nich ciężarem trudnym do udźwignięcia. Dopiero po kilku miesiącach od wprowadzenia nowego prawa dowiemy się, jakie będą jego następstwa oraz jak zmienią się zachowania konsumentów i najemców.

- Odwołując się do przykładów zagranicznych, warto przywołać konsekwencje podobnego prawa np. na Węgrzech, gdzie po wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele zbankrutowało aż 5 tys. rodzinnych sklepów małopowierzchniowych! Węgry zdecydowały się na liberalizację prawa. Pora, by również w Polsce tak się stało. Nowelizacja ustawy wydaje się koniecznością - uważa PRCH.

Poleć innym

Czy ten artykuł był przydatny dla ciebie, twojej firmy i branży? Głosów: 2

  • 1
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 1
    NIEPRZYDATNY

Komentarze (5)

dodaj komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
  • ~Ktos 5 7 miesięcy temuocena: 100% 

    Niech Pan Knap nie martwi się o innych tylko o swój biznes. Małe sklepy od dawna są zamykane co pokazują raporty Nielsen na temat "stałe zmniejszającej się liczby sklepów". W Niemczech od dawna żyją z takim zakazem i nikt nie pomyślałby tam o obchodzeniu przepisów a u nas Niemieckie, Francuskie, Portugalskie spółki cały czas kombinują. (dalszy fragment komentarza został ocenzurowany przez moderatora)

    Edytowany: 7 miesięcy temu

    oceń komentarz  zgłoś do moderacji
  • ~realista 4 7 miesięcy temuocena: 0% 

    Masa mniejszych sklepów padnie dzięki tej ustawie i to jest już pewne - duże sieci robią takie promocje że przejmują wiele większy kawałek rynku niż straciły w niedzielę, i to już widać na danych większości producentów

    oceń komentarz  zgłoś do moderacji
  • ~Krzysztof_s 3 8 miesięcy temu

    Wydaje mi się, że na jakieś denifitywne tezy na temat skutków te ustawy po miesiącu jej funkcjonowania jest za wcześniej. Byłem jej zwolennikiem bo ma chronić drobnych polskich przedsiębiorców, może jak bardziej wejdzie w krwiobieg społeczny, to to zrealizuje

    oceń komentarz  zgłoś do moderacji
  • ~Olga35 2 8 miesięcy temuocena: 100% 

    Ja tam nie narzekam, od lat mam zaprzyjaźnionego pana Tomka z pobliskiego sklepiku na osiedlu i tam jak coś potrzeba to kupuję. W niedzielę pan Tomek ma otwarte, bo ustawa pozwala, więc na spokojnie zawsze mogę zrobić zakupy i w niedziele

    oceń komentarz  zgłoś do moderacji
  • ~Basiaa 1 8 miesięcy temuocena: 60% 

    Panie Knap w Polsce nie bedzie zadnej liberalizacji prawa w tej kwestii bo chcemy niedzieli wolnej od handlu

    oceń komentarz  zgłoś do moderacji
do góry strony