REKLAMAeFRESH - SELENA nr 3 - Baner Główny (14-21.11.2018)

(Fot. KK, Tesco, montaż KK)

Obie firmy spodziewają się, że dzięki strategicznemu sojuszowi w negocjacjach z globalnymi dostawcami będą w stanie „jeszcze lepiej obsługiwać klientów, poszerzając wybór, poprawiając jakość i obniżając cenę produktów”. Jim Prevor z brytyjskiego magazynu Produce Business stawia znaki zapytania przy każdej z tych deklaracji.

Analiza dotyczy przede wszystkim relacji wielkich sieci z producentami płodów rolnych – warzyw, owoców, orzechów, zbóż, roślin strączkowych, przypraw, nabiału, jaj, drobiu, mięsa, ryb itd. Jednak tezy autora w znacznym stopniu odnoszą się także do innych rynków spożywczych.

Autor stałej kolumny pt. Fruits of Thought przede wszystkim zwraca uwagę na fakt, że porozumienie może objąć negocjacje np. z globalnym producentem bananów, ale już nie z lokalnymi producentami jabłek. Wobec rosnącej wagi produktów świeżych, lokalnych i regionalnych, fakt ten znacząco ogranicza zasięg współpracy obu koncernów.

Co do ceny produktów, Jim Prevor podważa powszechnie akceptowaną tezę, że wzrost siły zakupowej prowadzi do obniżenia cen zakupu. Uważa, że jest wręcz odwrotnie. – Prawda jest taka, że duży płaci więcej. Po pierwsze dlatego, że oczekiwane wielkie wolumeny dostaw mogą być zrealizowane tylko przez wielkie firmy. To zaś ogranicza listę dostawców, którzy mogliby konkurować cenami. A na ogół im więcej firm uczestniczy w negocjacjach, tym lepsze ceny udaje się uzyskać – przekonuje Prevor.

Kolejne zagadnienie to utrzymanie stabilnego łańcucha dostaw. Wielkie firmy są w stanie sprzedawać po kosztach lub nawet ze stratą, ale tylko przez jakiś czas. W końcu jednak muszą zrealizować zyski albo znikną z rynku. Będą więc naciskać na wyższe ceny. W przypadku małych dostawców dla sieci to nie jest problem. Ale jeśli chodzi o najważniejszych dostawców, po przekroczeniu przez nich pewnego udziału w całości sprzedaży detaliści muszą prędzej czy później ulec tym naciskom, bo nie mogą stracić kluczowego dla swojej oferty asortymentu. Jak zwraca uwagę Jim Prevor, to właśnie z tego powodu największy detalista na świecie – Walmart – ustalił progi maksymalne procentowego udziału danego dostawcy w całości zaopatrzenia sieci.

– Podobnie jest z jakością – przekonuje autor magazynu Produce Business. – Niewątpliwie duży może oczekiwać więcej. Ale przy wielkiej skali zakupów kontrola jakości jest problematyczna. Globalne zakupy odbywają się zwykle na zasadzie FOB (free-on-board), co oznacza, że sprzedający dostarcza towar do najbliższego punktu wysyłki, np. portu morskiego, a za resztę odpowiada odbiorca. W tym systemie kontrola jakości czy zwrot produktu nie spełniającego norm są praktycznie niewykonalne.

Wreszcie „szeroki wybór” – zdaniem Jima Prevora z tym także mogą być problemy. – W każdej kategorii produktowej istnieje dziś niesłychane bogactwo asortymentu. Jednak najwięksi dostawcy, zdolni zrealizować oczekiwany przez wielkich detalistów wolumen dostaw, mają z natury rzeczy ograniczony udział w całości asortymentu. Z kolei mniejsi producenci, z bardziej zróżnicowaną ofertą, nie będą w stanie zrealizować oczekiwanych wolumenów zamówień, a poza tym wcale nie muszą być zainteresowani tym, by wkładać wszystkie jajka do jednego koszyka – podsumowuje dziennikarz Produce Business.

Poleć innym

Czy ten artykuł był przydatny dla ciebie, twojej firmy i branży? Głosów: 6

  • 4
    BARDZO PRZYDATNY
  • 2
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony