19.09.2013/18:09

Kefirek idzie w Polskę

Rozmowa ze Sławomirem Rupikowskim, prezesem krakowskiej sieci Kefirek

Ile jest obecnie Kefirków?

92, z czego 23 działające w oparciu o twardą franczyzę, którą rozwijamy od początku br. Zaczynaliśmy od placówek własnych, które funkcjonują obecnie w ramach twardej franczyzy. W sieci franczyzowej mamy także dziewięć sklepów, które działają pod nazwą Kefirek Punkt. To mniejsze obiekty utrzymane w konwencji convenience. Naszym priorytetem jest jednak rozwój w ramach twardej franczyzy.

Dlaczego?

Takie rozwiązanie jest najkorzystniejsze z punktu widzenia interesów obu stron. Dzięki temu franczyzobiorca może prowadzić bardziej spójną politykę wobec klientów detalicznych i dostawców. Model ten daje też partnerowi największe szanse na powodzenie w biznesie. Mamy duże oczekiwania związane z tym projektem, stworzyliśmy nowy dział odpowiedzialny za jego rozwój, zmodyfikowaliśmy dział handlowy. W Małopolsce brakuje lokalnych operatorów, którzy specjalizowaliby się w tym formacie. Owszem, mamy Żabki, Freshmarkety czy Carrefour Expressy, ale to szyldy ogólnopolskie. Lokalna konkurencja jest bardzo mała.

Delikatesy Centrum nie są waszą konkurencją?

To inny segment rynku, inny rodzaj klienta. Kefirki są typowymi „sklepami na rogu”, do których się wchodzi, bo są po drodze. Delikatesy Centrum to typowe markety, do których idzie się, a raczej jedzie, na planowe, większe zakupy. Oczywiście Kefirki też mają takich klientów.

Czy detaliści są otwarci na współpracę narzucającą dyscyplinę?

Niektórzy wzbraniają się przed twardą franczyzą, bo kojarzy im się ona z zakazami. Chcą zachować niezależność i decydować o swoim biznesie. Większą rolę w takich rozterkach odgrywają bariery psychologiczne niż biznesowe. W innych branżach twarda franczyza jest mocno zakotwiczona, podobnie będzie w handlu. Partner, za którym stoją lata doświadczenia i dopracowane know­‑how, minimalizuje ryzyko biznesowe.

Jakie warunki musi spełniać kandydat na franczyzobiorcę?

Nie musi dysponować lokalem, bo udostępniamy mu własny. Jeśli chodzi o dyscyplinę zakupową, to spółka Kefirek jest głównym dostawcą, ale polityką asortymentową w sklepie kieruje franczyzobiorca. Z listy tej wyłączone są pieczywo, papierosy, prasa, mrożonki, mięso oraz wędliny, ponieważ hurtownia Serpol, która jest naszym głównym partnerem, nie ma w ofercie tego asortymentu. Jeśli chodzi o opłaty, nieco zmodyfikowaliśmy warunki. Teraz system jest bardziej elastyczny, można go lepiej dopasować do możliwości franczyzobiorcy.

Jest opłata wejściowa?

Oferujemy dwa modele biznesowe. Pierwszy, w którym kompleksowo przygotowujemy sklep do otwarcia, uwzględnia opłatę na wejściu. W przypadku drugiego rozwiązania, gdy franczyzobiorca sam przygotowuje placówkę do prowadzenia biznesu, takiej opłaty nie ma.

Serpol jest lokalną hurtownią. Czy nie ogranicza to możliwości rozwoju sieci w innych województwach?

Owszem, Serpol jest obecnie lokalną hurtownią i naszym strategicznym partnerem, ale rozwinięcie dystrybucji na te regiony nie będzie problemem. Nie da się tego ukryć, że wspólnie pracujemy nad projektem wyjścia poza Małopolskę.

Ile sklepów planujecie uruchomić w najbliższym czasie?

Obecnie przygotowujemy pięć sklepów na terenie Małopolski. Te placówki zostaną otwarte w najbliższych miesiącach. Do końca roku w planie mamy uruchomienie kolejnych – głównie w formacie twardej franczyzy.

Po raz drugi zorganizowaliście targi dla klientów. To działanie trochę pod prąd, bo wszyscy wieszczą, że formuła targów się wyczerpuje.

Nasze targi są imprezą sieciową, a nie dystrybutorską, a to duża różnica. Organizujemy je w głównej mierze dla uczestników własnej sieci, którym chcemy przybliżyć ofertę producentów związanych umowami z Kefirkiem. Na co dzień w sklepie, podczas składania zamówień, nie ma czasu na prezentację towarów, nowości, dodatkowego asortymentu Nasze targi odwiedziło około 110 przedsiębiorców, w tym franczyzobiorcy, klienci Serpolu i osoby zainteresowane wejściem do sieci Kefirek.

Jaka jest największa korzyść z takiej imprezy?

Targi zaowocują nowymi umowami franczyzowymi. Tak samo było podczas ubiegłorocznej edycji, kiedy pracowaliśmy wyłącznie w formule miękkiej franczyzy.

Część osób odwiedzających targi to niezależni detaliści, uważani za „gatunek na wymarciu”. Pan też ich tak postrzega?

Placówek niezależnych ubywa w szalonym tempie, ale tzw. tradycyjny rynek wcale nie zanika, bo sklepy się sieciują. Handel niezależny nie ma jednak szans utrzymać się w obecnej strukturze – tego akurat jestem pewien.



Dziękuję za rozmowę.
Anna Krężlewicz­‑Terlecka

Wiadomości Handlowe, Nr 9 (128) Wrzesień 2013

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.