REKLAMAEXPRESS - Baner główny
Leszek Wąsowicz, prezes Helio

Leszek Wąsowicz, prezes Helio (fot. materiały prasowe)

Rozmowa z Leszkiem Wąsowiczem, prezesem zarządu spółki Helio.

REKLAMAEUROCASH - belka w artykułach (II Etap)

Helio w tym roku obchodzi 25. rocznicę istnienia. Jak zaczynaliście?

Startowaliśmy jako spółka Bona w 1992 roku w trzypokojowym mieszkaniu na trzecim piętrze bloku na Ursynowie. W jednym pokoju mieszkaliśmy, drugi wynajmowaliśmy na hurtownię kosmetyków, a w trzecim razem z żoną i kolegą prowadziliśmy własną firmę. Winda dojeżdżała na drugie piętro, więc kursowaliśmy z towarem po schodach. Z pieniędzy uzbieranych na weselu kupiliśmy trzynastoletniego dużego fiata, jeździłem nim jeszcze ze cztery lata, potem doszedł polonez truck i chyba lublin. Początkowo wprowadzaliśmy do sklepów warzywa na tackach. Miały one jednak bardzo krótki termin trwałości, więc były zwroty. Ponieważ nadchodziły święta, położyliśmy większy nacisk na bakalie, które kupowaliśmy od tych samych rolników na giełdzie w al. Krakowskiej w Warszawie. Sprzedawały się świetnie. Ale przyszło lato i sprzedaż bakalii kompletnie siadła, a my nie mieliśmy grosza. Ledwo przetrwaliśmy.

Myślał Pan wtedy, żeby zrezygnować?

Byłem zdeterminowany. Zostaliśmy z żoną sami, kolega musiał odejść. Ale największy kryzys przeżyliśmy w 2002 roku, gdy bank odmówił nam finansowania. Wielkanoc wypadła wtedy pod koniec kwietnia. Analityk bankowy porównał pierwszy kwartał bieżącego roku obrotowego z tym samym okresem rok wcześniej i wyszło mu, że mamy ogromne spadki sprzedaży oraz zysku. I bank zakręcił kurek z pieniędzmi. Gdyby porównali cztery miesiące, a nie trzy, zobaczyliby wzrosty sprzedaży rzędu 35 proc. Byliśmy zadłużeni, myślałem, że to koniec. Na szczęście inny bank prawidłowo porównał tabelki w excelu i otworzył nam linię kredytową.

Kiedy Pan poczuł, że Helio liczy się na rynku?

Na początku lat 2000 zainwestowaliśmy w infrastrukturę do produkcji mas makowych. Jako pierwsi ruszyliśmy z produkcją takich wyrobów na masową skalę. Rynek nie znał takich produktów. W jednym z warszawskich hipermarketów przed Bożym Narodzeniem zeszły 192 opakowania, a po dwóch latach w tym samym sklepie sprzedaliśmy już kilkanaście tysięcy sztuk. Masy rotowały lepiej niż cukier! Sieci handlowe schodziły maksymalnie z marży, żeby przyciągnąć klientów. To mnie utwierdziło, że marka Helio, która funkcjonuje od 2003 roku, ma potencjał.

Krokiem milowym było wejście na giełdę, z której pozyskaliśmy około 10 mln zł kapitału. Był bardzo potrzebny, bo firmy bakaliowe w środku sezonu potrzebują dużo pieniędzy. Sprzedaż nam wtedy rosła o 30-40 proc., banki nie wierzyły w taką dynamikę i odmawiały kredytów. Gdyby nie wejście na giełdę, nie sprostalibyśmy zamówieniom. Biznes nie był jeszcze ułożony, produkcja, magazynowanie, logistyka były rozrzucone chyba w ośmiu różnych miejscach. Utrudniało to działalność i podnosiło koszty. Musieliśmy szybko wybudować nowy duży zakład. I znów pech: ceny gruntów skoczyły trzykrotnie w ciągu miesiąca, bo akurat zapadła decyzja, że Polska będzie organizatorem mistrzostw Europy w piłce nożnej. Nie było możliwości negocjowania cen, działki szły jak woda, ale jakoś kupiliśmy siedem hektarów w Brochowie. Myślałem, że przeinwestowaliśmy, ale żona trafnie przewidziała, że zaraz będzie nam ciasno. W ub.r. zbudowaliśmy nowy magazyn o powierzchni blisko 4000 mkw. Znów pomyślałem, że działamy na wyrost, a to dzięki tej inwestycji sprostaliśmy 40-proc. wzrostowi sprzedaży, który spółka zanotowała pod koniec 2016 roku.

Poleć innym

Czy ten artykuł był przydatny dla ciebie, twojej firmy i branży? Głosów: 3

  • 3
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony
"