13.05.2020/14:18

Detaliści w obliczu nadwyżki towaru w sklepach. Niemiecka branża odzieżowa na skraju kryzysu

Dla branży odzieżowej otwarcie sklepów wcale nie oznacza końca koronakryzysu. Potrzebni są jeszcze klienci – czytamy w serwisie interia.pl.

Jak podaje interia.pl, obniżki wynoszą 20, czasami 50, a czasami nawet 70 proc. Handel znalazł się pod podwójną presją: w sklepach piętrzą się ubrania, których nie udało się sprzedać ze względu na zamknięcie wszystkich placówek handlowych w ramach walki z koronawirusem. Teraz okazuje się, że wobec następstw pandemii, ludziom przeszła ochota na zakupy.

Latem branża mody będzie siedziała na pół miliarda niesprzedanych ubrań - obawia się rzecznik Zrzeszenia Handlu Tekstylnego (BTE) Axel Augustin. Już teraz w sklepach zalega 200 do 300 mln niesprzedanych artykułów, a jest to towar, który też ma swoja "datę przydatności do spożycia". Teraz nie tylko ciężko jest sprzedać kolekcję wiosenną, ale nie ma też większego zainteresowania kolekcjami letnimi i czas działa na niekorzyść handlowców. Problem ten dotyczy zarówno dużych domów towarowych jak małych butików i nie ma widoków na poprawę.

„Klienci zastygli w szoku” - wyjaśnia Rolf Bürkl, ekspert GfK, instytutu badającego nastroje konsumenckie.

Handel odczuwa to dotkliwie, nawet jeżeli w międzyczasie otwarto większość sklepów i po tygodniach zakupowej abstynencji ludzie mogliby mieć potrzebę nadrobienia zaległości. Na deptakach w centrach miast nie ma nawet połowy tych klientów, co przed kryzysem - ubolewa nawet fachowe czasopismo branżowe "Textilwirtschaft“ w swoim najnowszym numerze.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.