01.03.2015/12:11

Tajemniczy królowie dyskontów

Wybudowali sieć sklepów nazywaną przez uszczypliwych Niemców „marketami dla imigrantów zarobkowych”. Właściciele Aldiego – Karl i Theo Albrecht – zbili dzięki nim największą fortunę w Europie. Ich wspólny majątek porównywany był swego czasu z bogactwem Billa Gatesa i Warrena Buffetta.

Historia życia założycieli sieci Aldi jest tak barwna, że dałoby się na jej podstawie nakręcić kilka filmów: od wojennych i sensacyjnych, po dramat i komedię. Karl i Theo Albrecht przeżyli wiele i jedli chleb z niejednego pieca. Trudne doświadczenia nauczyły ich szacunku dla pieniędzy, dystansu do obcych oraz wiary w to, że ciężką i systematyczną pracą można wiele osiągnąć. Częste wzajemne kłótnie i braterska rywalizacja okazały się niezwykle twórcze. Stworzona przez synów skromnej handlarki z niemieckiego Zagłębia Ruhry sieć liczy dziś ponad 10 000 placówek w 18 krajach: od Stanów Zjednoczonych, przez Niemcy, Węgry, Hiszpanię czy Polskę, po Australię.

Sto sklepów w 10 lat

Karl i Theo już jako kilkuletni chłopcy przyglądali się handlowi w sklepie matki. W dorosłe życie weszli jako sprzedawcy słodkich bułeczek oferowanych mieszkańcom rodzinnego Essen z drewnianego wózka na kółkach. Interes funkcjonował stabilnie, lecz bez wielkich wyników. W czasie II wojny światowej obaj służyli w hitlerowskiej armii: Karl stacjonował w Europie, zaś Theo w północnej części Afryki. Przed nastaniem pokoju bracia trafili do obozu jenieckiego, gdzie zaczęli snuć plany o powrocie do handlu. W 1946 roku matka przekazała synom swój mały sklep spożywczy, a ci ruszyli do urządzania go „po nowemu”. W pierwszej kolejności wyrzucili zasłony z witryny oraz poszerzyli część samoobsługową. Sukcesywnie rozszerzali też gamę oferowanych produktów oraz nabywali nowe punkty sprzedaży. W ciągu zaledwie dziesięciu lat mogli pochwalić się siecią liczącą 100 obiektów handlowych.

Cena przede wszystkim

W kolejnej dekadzie bracia Albrecht postawili na cenę, a popularność sklepów, które od 1961 zaczęły działać pod szyldem Aldi, rosła. Koncept dyskontu wpisany został już w samą nazwę sieci. Do pierwszych dwóch liter nazwiska właścicieli dołączono dwie pierwsze ze słowa „discount”. Sieć lansowali hasłem „Codziennie niskie ceny”.
W następnych latach Albrechtowie postanowili ograniczyć asortyment swych sklepów do kilkuset najczęściej poszukiwanych przez klientów produktów, koncentrując się na podnoszeniu marż. Theo stał się specjalistą od przeprowadzania szacunków dotyczących rentowności powierzchni handlowej. Wskazywał też na obszary, w których redukowano zbędne wydatki. Z jego inicjatywy bracia zrezygnowali z promowania sklepów, powtarzając, że „dobra marka sprzeda się sama”. Wydatki na marketing zostały ograniczone do minimum, podobnie jak środki na dekorację wnętrz. Detaliści sprzedawali towar prosto z palet i stale szukali dodatkowych oszczędności. Theo doszedł w tym do perfekcji. Kiedy pewnego dnia przedstawiono mu projekt nowych sklepów w Holandii, współwłaściciel Aldiego bardziej zatroskany był o grubość papieru z rysunkami niż o sam design placówek. – Gdyby ten papier był nieco cieńszy, z pewnością moglibyśmy zaoszczędzić trochę więcej pieniędzy – tłumaczył współpracownikom. Swoją chorobliwą skłonność do oszczędzania zdradzał też podczas pisania, zawsze korzystając z najtańszych ołówków.

Papierosy niezgody

Po kilkunastu latach od przejęcia matczynego biznesu bracia Albrecht coraz bardziej męczyli się sobą. Kulminacją niesnasek był konflikt narosły w 1960 roku wokół sprzedaży papierosów w ich sklepach. Sieć liczyła już wtedy 300 placówek rozsianych po całej Republice Federalnej Niemiec. Pewnego dnia Karl i Theo postanowili podzielić między siebie dyskonty, tworząc dwie odrębne sieci: Aldi Nord, operującą na północy kraju, z siedzibą w rodzimym Essen, oraz Aldi Süd, działającą na południu kraju, z centralą w Mulheim. Karlowi przypadło południe, a jego bratu północ. W podobny sposób bracia Albrecht zaczęli dzielić swoje zagraniczne strefy wpływów. Pod pieczę Karla trafiły sklepy w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Australii, natomiast operacjami Aldiego w Portugalii, Hiszpanii czy Francji zarządzała spółka należąca do Theo. Jedynym rynkiem, na którym postanowili funkcjonować wspólnie, były Stany Zjednoczone. O ile Karl tworzył tam sklepy z logo Aldi, o tyle jego brat wszedł do amerykańskiego handlu poprzez przejęcie w 1979 roku sieci marketów z żywnością gourmet Trader Joe’s.

Zdyscyplinowanie wyniesione ze służby w armii III Rzeszy pomogło w ekspansji prowadzonej przez Albrechtów na rodzimym rynku. Ich tanie dyskonty wprawdzie przez złośliwych nazywane były „sklepami dla imigrantów zarobkowych”, ale systematycznie wzrastające obroty utwierdzały założycieli w przekonaniu, że poszli dobrą drogą.

Na szczycie

Młodszy od Karla o dwa lata Theo niemal do końca życia mocno interesował się sytuacją w handlu. To z niego czerpał największe zyski. W momencie śmierci (2010 rok) jego majątek szacowany był na 16,7 mld dol., czyniąc go 31. najbogatszym człowiekiem świata. W rodzimych Niemczech większą fortuną mogła pochwalić się tylko jedna osoba – jego brat Karl. Stan posiadania starszego Albrechta wyceniany był przez „Forbesa” na 23,5 mld dol., co oznacza, że wspólnie założycieli Aldiego mogły pokonać jedynie fortuny najbogatszych ludzi globu: Warrena Buffetta, Billa Gatesa czy Carlosa Slima.

Porwanie

Theo, praktykujący katolik, do końca życia miał obsesję na punkcie swojego bezpieczeństwa. Niemiecki przedsiębiorca żył z widoczną traumą od czasu porwania w 1971 roku. Przestępcy mieli wątpliwości, czy porwali właściwą osobę, z uwagi na tanią odzież, w jaką Albrecht był ubrany... Sprawdzili nawet dowód osobisty ofiary, aby potwierdzić, iż rzeczywiście mają do czynienia z jednym z najbogatszych obywateli swego kraju. Siedemnastodniowy pobyt w rękach porywaczy w Düsseldorfie naraził na szwank finanse młodszego Albrechta, za którego wykup zażądano niebagatelnej wówczas kwoty 7 mln marek. Policja wprawdzie ujęła przestępców, ale nie zdołała odzyskać połowy ich łupu. Kilka miesięcy później Theo wniósł sprawę do sądu, żądając od państwa ulg podatkowych, które zrekompensowałyby mu utraconą część okupu. Uszczerbku moralnego nie udało się naprawić. Przejawem lęku wobec „obcych” był głęboki dystans do mediów, publicznych imprez, konferencji prasowych, a nawet spotkań z innymi przedsiębiorcami z branży. Obsesja młodszego Albrechta z czasem udzieliła się również Karlowi.

Zmiana u steru

W 1993 roku prezes Aldi Nord postanowił ostatecznie wycofać się z biznesu. 71­‑letniego Theo Albrechta zastąpił jego syn Berthold, który w zarządzaniu rodzinnym interesem nadal musiał brać pod uwagę głos ojca. Stary Albrecht wprawdzie opuścił fotel prezesa spółki Aldi Nord, ale nadal mógł ingerować w jej działalność poprzez uruchomioną przez siebie fundację, kluczowego udziałowca niemieckiej sieci dyskontów.

Nowy lider działającej na północy Niemiec sieci od swej młodości zaangażowany był w rozwój rodzinnego biznesu. Walczył też z obsesjami ojca dotyczącymi „obcych” w spółce. Na początku lat 90. firma kierowana przez Bertholda zaczęła też bardziej otwierać się na menadżerów spoza familii Albrecht. W 2010 roku, wspólnie z Theo juniorem, odziedziczyli po połowie fortunę zmarłego ojca. Dwa lata później Berthold podzielił los swego ojca, co jeszcze bardziej otworzyło Aldi Nord na profesjonalistów spoza klanu Albrechtów.

Wierność prymatowi familii w biznesie kontynuował do śmierci w czerwcu ub.r. 94­‑letni Karl Albrecht. Wprawdzie jego kariera była spokojniejsza, niż w przypadku brata, ale na swoim Aldi Süd udało mu się zbić fortunę oszacowaną w 2013 r. na około 26 mld dol. Część z niej przedsiębiorca zainwestował w budowę dużego pola do gry w golfa, swojej ulubionej dyscypliny sportowej. W wolnych chwilach biznesmen lubił też doglądać własnej hodowli orchidei. Tyle media o Karlu Albrechcie. Swoje prywatne życie chronił on do tego stopnia, że nawet niemieccy dziennikarze nie mieli pewności co do jego stanu cywilnego. Przeważała opinia, że założyciel Aldiego jest żonaty i ma dwójkę dzieci.

Marcin Zatyka

Wiadomości Handlowe, Nr 2 (142), Luty 2015

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.